Menu

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Od Yesabell CD Winter

(Kilka dni puźniej )
-Jakim cudem jej to zawsze wychodzi ! - Krzyknęła zdenerwowana wadera , przewracając kolejne stronnice księgi. W niewielkiej komnacie już kłębił się gryzący dym. Wilczycy łzawiły oczy , starała się przeczytać następne parę wersów lecz tekst wydawał się już rozmazaną plamą. Gdzieś z oddali do  uszu Yes dotarły słowa:
-Jestem ... A co tu się dzieje?! - Wadera warknęła pod nosem i podbiegła do bulgoczącej mazi. Aż zabrakło jej tchu , z kamiennej kadzi wydobywał się niesamowity odór .
-Winter podejdź tu szybko ! - Wymamrotała , mieszając cuchnący płyn. Wilczyca stojąca za nią podeszła zatykając nos. W prawej łapie trzymała wiklinowy kosz wypełniony po brzegi ziołami . Yesabella szybko przejrzała rośliny starając się powstrzymać wymioty. W końcu znalazła , rozdrobniła suszka w łapie zmieniając go w zielony pył i wsypała go do niedoszłego eliksiru. Na powierzchni cieczy pojawiło się kilka pęcherzy , "pluuum" , pękły , smród co wydawało się niemożliwe stał się jeszcze większy. Zielonkawe paskudztwo na nowo zmieniło się w zwykłe h2o. Obie wilczyce przełknęły ślinę starając się zapomnieć o mdłościach. Win jednak nie wytrzymała osunęła się na podłogę i zatkała pysk łapą.
-Chyba muszę to jeszcze raz przeczytać ...- Szepnęła Is z trzaskiem zamykając księgę.
-Potwierdzam - Wybełkotała Winnie. Obie wadery czym prędzej wybiegły z jaskini by zaczerpnąć świeżego powietrza.
-Co ty w ogóle chciałaś zrobić?
-Maść na rany ... Angua uczy mnie zielarstwa i alchemii , ale jakoś mi nie idzie ... - Twarz Yes skrzywiła się w grymasie niezadowolenia. Winter nie zważając na uczucia przyjaciółki wykrzyczała:
-ZAUWAŻYŁAM !!! Co ty chciałaś nas tam otruć ?
Yesabell warknęła ostrzegawczo , nie lubiła krytyki. W sumie jak większości wilków z jej poziomu brakowało jej pokory. Starała się jednak walczyć ze swoją słabością. Postanowiła szybko zmienić temat.
-Jak tam twoja smoczyca ? 
-Dobrze -Na twarzy Win od razu zagościł uśmiech - Rośnie jak na drożdżach .
-Moja też - Yes zaśmiała się - Chyba jej jeszcze nie widziałaś prawda?
-No ... Nie , chyba nie.
-To muszę was sobie przedstawić -Wadera zagwizdała. Dźwięk odbił się chem od okolicznych skał . Tuż nad głowami wilków rozbłysła iskierka , po chwili druga ... i trzecia. Coraz więcej świecących punkcików , mieniących się ognistymi barwami . Nagle wszystkie rozprysły się a z nieba spadł deszcz popiołu. Coś zaczęło się z niego formować...
(Winter?)

Od Nareshy

Minęło kilkanaście miesięcy,odkąd się tutaj zjawiłam.Zwiedziłam większą część okolicy,i znalazłam wiele miejsc,na których rosną rozmaite rośliny zielarskie.Poznałam kilka wader, z którymi wyruszam na polowania. Teraz jest zupełnie inaczej,niż było na początku.

Moja apteczka zaczyna się powoli zapełniać,i już niedługo wszystko będzie gotowe,aby przyjmować ranne i chore wilki.Aktualnie mam wszystko co potrzeba dla wygody.Wszystkie przedziały są w miarę wykończone, jedyną rzecz,której w nich brakuje,to wielkie liście,które uchronią je przed promieniami słońca i deszczem.
Obudziłam się bardzo wcześnie,gdyż postanowiłam przygotować kolejne dawki eliksirów zachowania mocy.Kilka dni temu zużyłam kilka flakoników na starszą waderę.Obawiałam się,że to nie wystarczy,ponieważ jest to bardzo lekki napój,dlatego podałam jej go nieco więcej.Na szczęście wszystko wróciło do normy po kilkunastu godzinach.Wyszłam z domu i pobiegłam w stronę polany blisko wodospadu.Udało mi się zebrać kwiaty Apollisa,zanim zdążyły zwiędnąć.Jego płatki są głównym składnikiem leku na zachowanie mocy,niestety zakwitają one bardzo wcześnie nad ranem i więdną po kilku godzinach.Zebrałam również zwykłej trawy,do złagodzenia siły eliksiru,oraz nabrałam wody do czterech łupinek po orzechach,do rozcieńczenia substancji.Wróciłam do jaskini przed górowaniem słońca.Wszystko złożyłam na jedno miejsce,i podeszłam do półki z pustymi flakonami,i wracając zabrałam mały kociołek,aby do niego wszystko wsypać.
Po dokładnym wygniecieniu soku z trawy i płatków kwiatu Apollisa,zabrałam się za rozlanie wody tak aby we wszystkich buteleczkach było po równo,a następnie wyłożyłam wszystko na słońce,aby się podgrzało.Nie musiałam długo czekać,iż słońce było tak intensywne,że minimalna ilość wody zdążyła już wyparować.Przelałam wyciąg z trawy i kwiatu do buteleczek,a następnie dokładnie je zakorkowałam korkiem z drewna buku.
Dzień był bardzo upalny,a na dodatek cała warstwa sierści doprowadziła mnie do takiego stanu,iż położyłam się i zasnełam.Przebudziłam się wieczorem.Było już zdecydowanie chłodniej niż wcześniej,i postanowiłam się przejść.Jednak nim wyszłam usłyszałam dziwne dźwięki dochodzące z oddali i biegnące wilki,tuż przed moją jaskinią.Przestraszyłam się,iż nigdy wcześniej się z tym nie spotkałam...nie wiedziałam co robić..biec za nimi,czy zostać na miejscu.
(Ktoś dokończy?)

niedziela, 30 sierpnia 2015

Od Yesabell cd Efima



-Efim ... - powtórzyła wadera z niedowierzaniem. – Co ty tu robisz?
-Nie wiem nawet gdzie jestem … - Odpowiedział basior rozglądając się po zionącej czernią otchłani. – Co to za miejsce?
-Jesteśmy pod starymi ruinami – Wilczyca zeskoczyła z wielkiego głazu lądując delikatnie na ziemi tuż obok swego rozmówcy. Przez chwilę w grocie zapanowała grobowa cisza , oba wilki przyglądały się sobie nawzajem.
-Zmieniłaś się – Powiedział po chwili basior zwany Efimem.
-Może trochę , ale ty też … Gdzie się podziewałeś cały ten czas?
-Tu i tam , potem ci opowiem. A wiesz gdzie jest matka?
-Nie wiem – Wadera spuściła łeb. – Nie wiem nawet jak się tu znalazłam …
-Ja też. – Rodzeństwo rozejrzało się , całą jaskinie spowijał mrok , jedyne co zdołali zauważyć w świetle swych oczu , to wielki kamień i kilka leżących na ziemi łańcuchów. Wadera podeszła do jednego z nich i trąciła go łapą . Przeżarte rdzą żelazo pękło a z jego środka wypłynęła dziwna biała substancja. Wilczyca skrzywiła się.
-Wiesz tu chyba były kiedyś lochy – Wskazała na „metalowy sznur” który zakończono skórzaną obrożą.
-Czemu tak sądzisz?
-Mam przeczucie … Lochy posiadały chyba wyjścia , prawda? – Spróbowała się uśmiechnąć.
-Trzeba poszukać , chodźmy ! – Oba wilki popędziły ciemnym korytarzem. Trudno było ominąć wszystkie przeszkody , niektóre wyrastały nagle na ich drodze. Rodzeństwo z trudem omijało wielkie skały i przeskakiwały rumowiska. Po jakimś czasie kamienna podłoga ustąpiła miejsce klepisku. Wilki przyśpieszyły , gdzieś w oddali zamajaczyło światło , w ich sercach zapłonął płomyk nadziei.
( Efim? Sorry , że krótkie , wena umiera )

Od Miki do Savoy'a

Biegałam po łące goniąc motyle. Po chwili zobaczyłam jakiegoś wilka który zmieżał w moim kierunku. Przywitał się grzecznie i przedstawił. Miał na imię Savoy. Ja również się przedstawiłam i zapytałam Savoy'a czy nie pójdzie ze mną polować on odpowiedział...


<Savoy odpowiesz? Na pytanie?:-D>

Nowy członek !



Egma



Jeśli niedawno ktoś wysłał formularz , a jego wilk nie znalazł się w tym albo poprzednich  postach o nowych członkach oznacza to , że w formularzu były błędy.
Angua

Od Miki

Pewnego dnia przechadzałam się po lesie. Zobaczyłam wilka konkretnie Basiora nie miałam pojęcia kto to. Podbiegłam się przywitać ale wilk uciekł goniłam go chwilkę i w końcu go złapałam. Przedstawiłam się a on odpowiedział...


(Odpowie mi jakiś basior?)

czwartek, 27 sierpnia 2015

Od Lupos CD Winter


Wyszłam z jaskini. Dzień był wyjątkowo duszny jak na lato. Postanowiłam pójść na krótki spacer nad jezioro, aby się ochłodzić.
- I tak nic mi się nie stanie. Nikt tam przecież nie mieszka..- Mruczałam pod nosem. – A jakby ktoś tam był, to bym go rozszarpała… O ile to nie Alpha , Betha lub cała wataha.
Po kilku minutach znalazłam się nad jeziorem. Rosły tam dzikie jagody, borówki.. Było również dużo dzików i jeleni. „Piękne miejsce” pomyślałam. Powoli zaczęłam zbliżać się do brzegu . Nie mogłam doczekać się chłodnej wody. Po wejściu poczułam odprężenie.
-To jest to..- powiedziałam zachwycona.
Gdy wyszłam, poszłam na przechadzkę wzdłuż jeziora. Nie było zbyt wielkie, więc nie było problemu. Doszłam do niewielkiego lasku. Usłyszałam coś.. lub kogoś. Wyłoniłam się zza krzaków, żeby zobaczyć skąd dobiegał hałas. Zobaczyłam waderę.
- Kto ty? – spytałam niepewna.
-Najpierw chciałabym wiedzieć kim TY jesteś i CO ROBISZ w pobliżu mojego domu? – warknęła.
Zapadła cisza, którą przerwała moja odpowiedź.
- Mam na imię Lupos, a ty? Można na mnie mówić na różne spos…
- Chyba nie masz co do mnie złych zamiarów? – Spytałą przerywając mi.
-Nie. To w końcu jak masz na imię? – rozmowa zaczęła mnie trochę irytować.
-Winter.
Zdziwiłam się. Zupełnie nieznajoma mi osoba przedstawiła mi się bez walki… W sumie ja też jej się przedstawiłam, ale czy nie powinna mnie podejrzewać? ...
- To ładne im.. – Nie dała mi dokończyć. Rzuciła się na mnie wywalając nas obie na ziemię. Nie mogłam się wyrwać.
Mój stary i dobry nóż wypadł mi z kieszeni przymocowanej do paska który założyłam. Wzięła go i przyłożyła mi do szyi.
- Z jakiego stada jesteś, co? I czego ode mnie chcesz?! – Serce zaczęło mi bić mocniej. Miałam rozszarpać kogoś, kto mnie zaatakuje, a nie zostać ofiarą!!!
< Winter? Co powiesz na zwrot akcji? >

Od Efima do Yesabell

-Co to za miejsce... - zastanawiałem się. 
Wędrowałem dalej, aż nie zobaczyłem ogromnego kamienia, na którym siedziała biała wadera. Ostrożnie podszedłem do niej, żeby jej nie przestraszyć.
-Kim jesteś? - zapytałem.
Wadera odwróciła się i spojrzała w dół, na mnie. Była równie zaskoczona jak ja, kiedy nasze oczy się spotkały.
-Efim?
-Yesabell?
<Yesabell?>