menu

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Od Jīngshén'a cd Dominiki Victorii

Obudziły mnie oślepiające promienie słońca, którym jakimś cudem udało się wedrzeć do mojej jaskini. Przewróciłem się na drugi bok mrurząc mocno oczy. Dziwne... zwykle słońce nie dociera tu o takiej porze. Chyba że... O cholera. Jestem umówiony! Podniosłem się gwałtownie i uderzyłem głową o jakąś skałę. Cholera by to wzięła! krzyknąłem i wybiegłem na zewnątrz. Na szczęście, jeszcze nie było aż tak późno. Odetchnąłem z ulgą i nieco uspokojony ruszyłem w ustalonym kierunku.
Łagodna zieleń lasu i śpiew ptaków szybko mnie uspokoiły. Zwierzęta już nie uciekły odemnie jak kiedyś. Starałem się ograniczyć spożywanie mięsa co może brzmieć głupio jak na wilka. Ale stado zobowiązuje, a raczej więź z naturą jakiej tutaj się uczę. Ptaki nie czując odemnie zapachu krwi, nie odlatywały mi spod łap. Siedziały spokojnie i dalej kąpały się w piasku jakbym dla nich nie istaniał. To naprawdę niezwykłe, chociaż czasem widok tłustego zająca siedzącego tak blisko chcą nie chcąc wymusza przypływ śliny do pyska. 
Uderzyła mnie słodka woń fiołków. Musiały rosnąć gdzieś blisko drogi. Ten słodki jecz subtelny zapach... tak samo pachniały włosy Victorii. Z medycznego punktu widzenia seks może zabić. Przyśpieszony oddech, tętno, rytm serca... To wszystko przypomina agonnie. Stan kiedy umierasz, ale jadnocześnie pragniesz więcej i więcej. Rozkosz. Tylko czemu zacząłem o tym myśleć, gdy przypominałem sobie jej imię? Cholera, Shen, ogarnij się. Niezaprzeczalnie ma w sobie coś... niewytłumaczalnego, ale musisz zachować zimną krew. Tradycja, honor, pamiętaj o tym. O czym? Po co? Chyba oboje tego chcemy? Wstydź się cholerny umyśle za takie myśli.
Bezszelestnie pokonałem las i dotarłem do polany. A jednak przyszła. Dominika siedziała na pobliskim kamieniu w swojej ludzkie postaci. Bawiła się rzemykiem przy dekolcie i nuciła jakaś uroczą piosenkę, której słów nie byłem w stanie rozpoznać. Podszedłem bliżej stając na dwie nogi jako człowiek. 
 - Ładna piosenka. - powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej. Dziewczyna otworzyła na wpół przymknęte oczy i przywitała mnie lukrowanym uśmiechem. Tylko posypki brakowało i był by idealny donat.
 - Dzięki. - odparła i zgrabne zeskoczyła ze skały.
 - Skąd ją znasz? 
 - To długa historia. - skróciła temat. Poprawiła swoje krucze włosy i posłała mi kolejny przesłodzony uśmiech - To co robimy?
 - Mogę Ci pokazać jedno miejsce w okolicy, jeśli masz ochotę. - zaproponowałem. Starając się uniknąć wzrokiem jej równie skromnego jak wczoraj stroju, skupiłem się na twarzy. Zobaczyłem wianek na jej głowie zrobiony z czarnych kwiatów. Uśmiechnąłem się lekko.
 - Pozwolisz? - zapytałem i zbilżyłem rękę do plecionki. Z pomiędzy czarnych główek kwiatów wyrosły drobne złote kwiatki, kształtem przypominające niezopominajki. Przejechałem dłonią wzdłuż wianku i zatrzymałem się przy policzku dziewczyny. Przypominał mi się wczorajszy wieczór i to jak bardzo chciałem żeby moje dłonie znalazły się na jej skórze, talii, biodrach... Gwałtownie zabrałem rękę. Trwało to tylko sekundę wiec dziwczyna chyba nie zauważyła. Nie mogła zauważyć. Spojrzałem na efekt mojej magii. Złote kwiatki błyszkały w słońcu.
 - Podoba ci się? 

Dominika Victoria?

niedziela, 19 czerwca 2016

Od Aviciusza cd Huayry

Aviciusz ziewnął. Poszedł do groty i zrobił sobie posłanie. Głowa go trochę bolała po uderzeniu w drzewo. No właśnie, uderzeniu w drzewo. Nie pamiętał tego co zdarzyło się potem. Po rozmyślaniach basior usnął.
~~~~
Wiał wiatr. Ave szukał Kantaraye Suryaya. Szedł uważnie omijając wszelkie przeszkody. Nagle podszedł do niego jakiś wilk.
-Czego tu szukasz?-zapytał.
-Kantaraye Suryaya-odparł Aviciusz.
-Jesteś w Sandhya Manra- odrzekł
-Sandhya Manra-powtórzył, po czym wpadł na drzewo. Był tak zajęty rozmową,że go nie zauważył.
~~~~
Był poranek. Ave przeciągnął się i wstał. Wyszedł przed jaskinię i czekał na Ri. Gdy Ayra zjawiła się basior opowiedział jej swój sen. Nie był to sen lecz wspomnienie poprzedniego dnia.
-Ja tak naprawdę należę do Kantaraye Suryaya.
<Ri? >

Od Susan cd Antili

Przez chwilę patrzyłam na waderę, po czym skierowałam swoje spojrzenie na Jacka.
-Zostaw ją.
Mój przyjaciel, który dotychczas warczał ukazując ogromne, białe kły, wyprostował się i spojrzał na mnie.
-Na pewno nie chcesz się zabawić? - zapytał machając ogonem.
-Już zbyt wiele krwi się przelało, odkąd cię poznałam - warknęłam, po czym spojrzałam łagodnie na waderę. - Przepraszam za niego. Jak ci na imię? - zapytałam, uśmiechając się delikatnie.
-Antilia - odpowiedziała, po chwili wahania.
-Susan. Miło mi cię poznać. Ten wariat to Jack - kiwnęłam głową w stronę czarno-białego basiora. 
Antilia spojrzała na niego, w jej oczach widać było nieufność i lekki strach. Uśmiechnęłam się i podeszłam nieco bliżej wadery.
-Nie bój się, nic ci nie zrobi - powiedziałam. - Może poznamy się nieco bliżej, skąd się tu wzięłaś?
Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się lekko.
-Wybacz, nie lubię o tym rozmawiać.
-W porządku, rozumiem. To może się przejdziemy? Jack i ja wybieraliśmy się w góry, byłoby nam miło, gdybyś dołączyła.
Znając życie Jack będzie usiłował przekonać mnie do skrzywdzenia Antilii. Nie uda mu się, nie tym razem. Dość już mordowania i rozlewu krwi, nie pozwolę mu na to.
<Antilia?>

sobota, 18 czerwca 2016

Od Dominiki Victorii cd Jīngshén'a

Wróciłam do swojej jaskini. Jutro uda mi się go uwieść. Przecież zna mnie tylko jeden dzień. Jutro będę miła od samego początku, a powiem mu, że dzisiaj miałam gorszy dzień. Otworzyłam szafę z ludzkimi ubraniami. Ubiorę znowu sukienkę, tylko z deka krótszą. Jutro mi się uda. Czy ma zasady czy nie ma. Ale jutro coś w nim rozbudzę. Położyłam się rozmyślając o jutrze. Mimo mojego charakteru czytałam dużo książek i zawsze coś cytowałam. Co­raz częściej dochodzę do wnios­ku, że seks, po­dob­nie jak nar­ko­tyki, jest ucie­czką od rzeczy­wis­tości, poz­wa­la za­pom­nieć o kłopo­tach, od­prężyć się. I jak wszys­tkie używ­ki szkodzi i wyniszcza.  Ale kto by się tym przejmował. Czy w dzisiejszych czasach jest miejsce na uczucia, czy tylko seks i namiętność? Czy we mnie są uczucia? Czy straciłam je na zawsze? Ten jeden dzień i zaczęłam myśleć. Może nie straciłam ich na zawsze, tylko zgubiłam je. I ktoś musi je odnaleźć.  Zasnęłam w pewnym momencie. Obudziłam się na wicie wilków zwiastujących dzień. Westchnęłam i wstałam jako wilk. Wybiegłam z jaskini, zamknęłam oczy. Wzięłam oddech. Wsłuchałam się w dźwięki otoczenia. Otworzyłam oczy i ruszyłam. Biegłam szybko, ale z gracją, ja na kobietę przystało. Przystanęłam w trzy czwarte trasy. Zmieniłam się w człowieka. Wokół mnie rosło tyle pięknych kwiatów, ale mnie zainteresowały czarne kwiaty, z których zrobiłam wianek. Ruszałam dalej, po skończonej pracy, dalej w ludzkiej postaci. Kiedy dotarłam na miejsce, jeszcze nie było Jīngshéna. Siadłam na większej skale i przyglądałam się innym zwierzętom, które w każdej chwili mogłam zabić, ale dziś miałam być grzeczna i spokojna, i ogólnie słodka jak miód. Nuciłam piosenkę, którą znałam od dziecka.

Od Snow cd Lilly

Ucieszyłam się, że poznałam w końcu kogoś, kto mam nadzieję mnie polubi i zrozumie w jak trudnej jestem sytuacji życiowej... Lilly jakby to ująć... hmm.. była dość nieśmiała, lecz to mi nie przeszkadzało zbytnio. Miałam takie uczucie, że wreszcie spotkam moją bratnią duszę, która będzie mnie akceptować taką, jaka jestem.
- Spokojnie. Nie denerwuj się tak. Nikt cię tu nie skrzywdzi.
Jednak widziałam w jej oczach to, czego nigdy więcej nie chciałam widzieć. Mój największy koszmar - pożar. Widać było, że przeżyła coś, czego nie da się zapomnieć - tak samo jak ja przed kilkoma laty...
- Wiem wiem... Nikt mnie nie skrzywdzi, wiem o tym, ale ten potwór... On... Zabił moich rodziców... Moją watahę...
- Uspokój się. Chodź, przejdziemy się kawałek do mojej jaskini, to niedaleko stąd.
- Świetny pomysł. Od dwóch lat nie miałam do kogo pyska otworzyć.
Uśmiechnęła się lekko, ale widziałam, że to śmiech przez łzy.
- w takim razie opowiedz mi coś o sobie...

piątek, 17 czerwca 2016

Od Huayry cd Aviciusza

Zmierzyła wzrokiem wilka. Biały , włochaty , błękitne znaki na pysku ... nic specjalnego. Wilk jak wilk. Wydał się jej lekko zaniepokojony. Dziwne ... Księżyc lśnił smętnym światłem. Zapadła krępująca cisza. Wilki zmierzyły się spojrzeniami, jednak Huayra mogła by wygrać pojedynek na spojrzenia , nawet z posągiem. W końcu uśmiechnęła się delikatnie i szepnęła.
-Jesteś tu nowy? Jakie stado? -Wilk wyglądał na zmieszanego w końcu wybełkotał.
-No ... tak ... Ja jestem ... to znaczy ...
-Po prostu powiedź - W jej głosie zabrzmiała nutka gniewu.
- Sandhya Manra
-Chyba trochę pobłądziłeś ... Jesteś na południu , witaj na ... pustyni - Zaśmiała się gorzko. - Szukasz tu czegoś konkretnego ?
-Chyba nie ...
-Dobrze -Spojrzała na księżyc, był już wysoko na chabrowym kobiercu nieba. Wiele w życiu na pustyni było trudne , ale ten widok wynagradzał wszystko. -Nie powinieneś chyba teraz wracać , nocą robi się tu niebezpiecznie . Zaprowadzę cię do jaskiń a rano jeśli zechcesz pokażę ci drogę.-Uśmiechnęła się do nowo poznanego wilka. Basior jedynie skinął głową . Szli powoli , z obu stron był jedynie piasek. Skał gryfów dawno zniknęły już z pola widzenia. Było przyjemnie chłodno , no może nawet trochę za chłodno dla Ri. Po drodze zamienili jedynie kilka zdań . Wokoło panowała cisza. Gdy doszli wreszcie do wylotu pierwszej z wielu grot Ayra powiedziała.
-Spotkamy się tu jutro rano. Nie martw się nie ma z tond aż tak daleko do zachodu.
(Aviciuszu?)

czwartek, 16 czerwca 2016

Od Huayry cd Antili



Zbliżał się zachód słońca. Jak zwykle Ri patrolowała tereny. Nocą pustynia była jeszcze bardziej niebezpieczna niż za dnia. Chciała tego uniknąć, dopóki była jeszcze osłabiona. Niebo zalało już czerwonawe światło, nadając otaczającemu wilczycę krajobrazowi jeszcze bardziej nieprzystępny wygląd. Piaski nadal parzył opuszki jej łap, jednak ona lubiła czuć to ciepło. Czułą wtedy swoją krainę całą sobą. Wiedziała, że jest u siebie. Zbliżała się powoli do piaskowych wzgórz, w których siły natury wyrzeźbiły swoje monumentalne dzieła. W większości były to jaskinie pokryte mozaikami skał przechodzących od bardzo jasnych żółci po rudawe czerwienie. Tworzyły jedyny w swoim rodzaju labirynt. W jednej z grot tryskało źródełko. Huayra wiedziała, że woda jest tam czysta i zimna. Skierowała swoje kroki w tamtą stronę. Niebo robiło się coraz ciemniejsze. Z jednej strony wydawało się już prawie czarne nie licząc rozsianych na nim tysiącu gwiazd, druga nadal błyszczała od karminowego blasku słońca. Zrobiło się zimniej jednak wilczyca na tyle już wyćwiczyła w sobie odporność na zimno, że nie musiała jeszcze otwierać bariery. Rozkoszowała się ciszą, wiatr wreszcie ustał i nic nie zakłócało jej spokoju.  Usiadła na chwile i zamknęła oczy. Gdy otworzyła je ponownie zauważyła w oddali spadającą gwiazdę. Uśmiechnęła się enigmatycznie. Jaskini ze źródełkiem była tuż obok. Wilka najpierw wyczuła, później w nikłym świetle zauważyła jego sylwetkę. Najwyraźniej nie tylko ona zatęskniła za wodą. Bezszelestnie podeszła do wilka. Nadal jej nie zobaczył. Wyczuła jakieś wibracje … magia. Pewnie wilk. Chociaż? To było trochę za silne na jednego wilka. Gdy stała już tuż za nieznajomym tak, że pewnie mógł usłyszeć jej oddech odezwała się wreszcie:
-Ktoś ty?! – Jej głos odbił się echem po całej jaskinie. Wilk natychmiast się odwrócił, zauważyła, że to młoda wadera. Zmierzyła ją wzrokiem. Była od niej większa, co nie dziwiło jej ani trochę. Miła grubsze futro , przypominała trochę huskyiego , przeleciało jej przez myśl , tyle , że jej futro było biało-błękitne. Posiadała także nieskazitelnie białe , wielkie skrzydła . Patrzyła na Ayre nieufnie.  - Coś ty za jedna?
-Antilia – Odpowiedziała krótko.
-Ja jestem Hua…yra – Jednak Antilii nie było dane do końca słyszeć. Coś dziwnego okręciło się wokoło jej nogi i zaczęło ściągać pod wodę. Wadera wyrywała się, jednak nic to nie dawało, „coś” okręcało się wokoło jej ciała coraz ciaśniej odcinając dopływ tlenu. Im bardziej się szamotała tym śmiercionośna pętla szybciej zaciskała się wokoło niej. Huayra patrzyła na to przez chwilę w milczeniu próbując wypatrzeć w wodzie atakującego. Ciemność rozproszył płomień unoszący się nad jej łapą. Bała się jednak, że trafi w nowopoznaną waderę, wiedziała jak czar ten działa na wilki z poza pustyni. Płomień stawał się coraz większy i przybierał coraz to inne barwy. Najpierw stał się krwistoczerwony by następnie rozjaśniać wszystko żółtym światłem. Ri czuła, że powoli traci nad nim kontrole. Magia nie była ostatnio stabilna. Musiał wreszcie posłać go w stronę poczwary. Trafiła. Ogień ogarnął na kilka sekund całą taflę małego jeziorka prawie zapalając futro Antilii. Gdy uderzał rozległ się dźwięk podobny do tłuczenia szkła. Napastnik natychmiast zniknął wyswobadzając waderę. Ayra pomogła jej wydostać się na powierzchnię. Kaszlała. Przetarła łapą przekrwione oczy.
-Wszystko w porządku? – Ri patrzyła na nią zaniepokojona. Wadera ledwo trzymała się na nogach, cały czas plując wodą.
(Antilia? J )

Od Antilii cd Susan



Wędrowałam po pewnym lesie. Nie znałam jego nazwy... Było chłodno i rześko. Tak jak najbardziej lubię.
W koronach wiekowych drzew ćwierkały ptaki - każdy miał inny głos i melodię. Delikatny wiatr poruszał zielonymi liśćmi, powodując, że cały las wypełniał się szumem, przyjemnym dla moich uszu.
Gdy rozkoszowałam się brataniem z Naturą, zauważyłam pewne drzewo. Było ono małe i bardzo uschnięte, ale nadal żywe. Podeszłam do owej roślinki. Wyglądała jakby zaraz miała umrzeć.
Liście były pożółknięte i ledwie trzymały się maleńkich gałązek. Same gałązki były zdecydowanie mniejszych rozmiarów niż powinno być w tym wieku. Kora miała bardziej... Suchszy kolor od innych drzew. Sama roślinka walczyła o wodę, lecz najprawdopodobniej jej korzenie były zbyt słabe by konkurować z innymi, potężniejszymi siostrami.
To drzewko trochę przypomina mnie...
Ruszyłam w kierunku wschodnim by odnaleźć jakiś ciek wodny by pomóc roślince. Po kilku minutach odnalazłam niewielki strumyczek. Kiedy doszłam do brzegu, zacisnęłam powieki by skupić się. W myślach otworzyłam obraz średniej wielkości bańkę wypełnioną wodą. Otworzyłam oczy. Ujrzałam ową kulę wody, tą samą, co widziałam w swojej wyobraźni. Odwróciłam się i ponownie obrałam kierunek maleńkiego drzewa.
~~~
Podlałam drzewo, które zaczynało odzyskiwać siły. Postanowiłam usiąść tutaj i nacieszyć się widokiem radosnej, pnącej się ku górze roślinę.
Nagle wyczułam zapach innego wilka. A raczej wilków...
Zbliżyłem się do miejsca gdzie znajdują się obserwatorzy. Ukryłam się za krzakiem. Usłyszałam dwa głosy. Rozróżniłam głos należący do wadery i basiora. Nie słyszałam poszczególnych słów ani zdań, ale wyczułam napięcie. Nie chciałam się mieszać...
Gdy już chciałam się wycofać, gałązka zahaczyła o moje skrzydła i liście pod wpływem ruchu zaszeleściły. Zauważyłam, że jeden z wilków odwrócił się w moją stronę. Wstrzymałam oddech. Obserwował uważnie. I spojrzał mi w oczy. Zauważył mnie!
Wilk rzucił się na mnie, ale ja za pomocą skrzydeł uniosłam się w górę i uniknęłam ataku ze strony przeciwnika.
-Nie chce zrobić Ci krzywdy! -Zawołałam z góry. Obroniłam się w drugą stronę i ujrzałam oczy nieznajomej wadery patrzące na mnie.

(Susan? Miło mi [: )

Od Antilii do Huayry



Kolejny dzień i kolejna noc. Walka o przetrwanie i spełnienie swojego marzenia. Tak wyglądało moje życie. Do teraz...
Szłam przez pewną pustynię. Miejsce to przypominało wielką piaskownicę. Słaby wiatr niósł za sobą drobnisty pył, który w rzeczywistości był śmiercią czekającą na odpowiedni moment by ujawnić swoje oblicze. Wszechobecny gorąc dawał się we znaki, tym bardziej, iż nie jestem wielbicielką miejsc o takim klimacie. Nie pomagał mi fakt, iż miałam piasek tam, gdzie nie powinien być...
Szłam uparcie przed siebie. Myślałam, że będzie łatwiej, lecz nie mogę już wycofać. Wiatr mówił mi, że nie dam sobie rady, że tutaj umrę i zostanę pochowana przez pustynię. W przeszłości spotkałam wiele wilczych podróżników i wszyscy mówili to samo: ·”Wiatr jest szczery. Jednak jego pustynny brat to zdrajca- chce się mścić i dlatego próbuje Cię zabić."
Widziałam w ich oczach, że mówią szczerą prawdę. I w tej chwili miałam szansę przekonać się o tym. Kolejne szepty przywiał delikatny zefir, powtarzając swoje kłamstwa. Ja jednak wiedziałam, że to nieprawda. Mimo młodego wieku, wiedziałam coś o życiu. Powtarzam sobie żeby nie ufać nikomu, nawet sobie...
Brnęłam w kierunku wschodu. Z czasem zapadał zmrok. Cieszyłam się. Lubiła widywać się z Księżycem. Pomieszałam mu swoje sekrety i wiedziałam, że on mnie nie zdradzi. Natomiast wiatr powoli słabł i w końcu zniknął. "Dziękuję." -Szepnęłam w myślach do srebrnego globu. Czułam, że to jego zasługa. I byłam mu wdzięczna.
Kiedy Księżyc był już na nieboskłonie, na tyle wysoko by żadne kłamstwa do niego nie dotarły, ujrzałam pewną jaskinię. Stamtąd biło delikatny blask. Postanowiłam to zbadać. I tak byłam wycieńczona.
Dotarłam do owej jaskini. W środku był przyjemny chłód. Najważniejsze i najlepsze było to, iż w środku było źródło krystalicznej wody. Ucieszyłam się. Tego potrzebowałam. Powoli zbliżyłam się do brzeg niewielkiego jeziorka. Powoli zmoczyłam łapy a potem zanurzyłam sie po szyję. Gdy byłam w już w wodzie, użyłam zaklęcia Sanando aqua. Po tak długiej podróży sprzyjała mi się chwila relaksu.
Jednak coś mi przeszkodziło.
-Ktoś ty?! -Zawołał nieznajomy zza moich pleców. Szybko odwróciłam się i ujrzałam nieznaną mi waderę.
-Coś ty za jedna? -Zapytała z dystansem.
Przez chwilę przyjrzałam się owej samicy. Była to średniej budowy wadera o szarym zabarwieniu sierści. Za lewym uchem miała przypięte piórko z przypinką. Na twarzy miała beżowe symbole, dodające jej uroku. Po chwili zauważyłam, że jest nieco mniejszej budowy niż ja.
-Nazywam się Antilia. -odpowiedziałam na pytanie.
-Ja jestem Hua... -gdy samica przedstawiała mi się, coś ominęło się wokół mojej lewej tylnej łapy i zaczęło mnie ciągnąć w kierunku dna źródła. Nowo poznana wadera zaczęła zmniejszać się i rozmazywać pod wpływem ruchów wody na powierzchni...

(Huayra? Fajnie, że możemy znowu razem pisać c: )

wtorek, 14 czerwca 2016

Od Lilly cd Snow

Dotarłam do jaskini. Były tam cztery wilki. Na wszelki wypadek rozsiałam wokół siebie strach. W pewnym momencie zauważyłam waderę. Wydawała się miła, lecz jak to ja nie zagadałam jej. Ona w końcu poprosiła mnie, bym przestała igrać ze strachem. Posłuchałam się, bo pamiętam jak Moon (mój młodociany nauczyciel) mnie tego nauczył. Bałam się strasznie, a on potraktował mnie wyjątkowo ulgowo. Ja poszłam na całość. Poczułam nagłą chęć nawiązania kontaktu z waderą. Jako, że jestem jedną z niewielu, którzy najpierw myślą, później robią powstrzymałam się. Lecz w krótce chęć była tak silna, że powiedziałam:
- Jak się nazywasz?
- Snow, a ty?
- Lilly. - odparłam krótko i się zarumieniłam. Nie jestem dobra w nawiązywaniu kontaktów.
Snow uśmiechnęła się. Ja również, lecz o wiele słabiej.
Nie czekając na reakcję  wadery, wyparowałam:
- Masz jakieś plany na dziś?


<Snow? Brak weny :c>