Menu

Get your dropdown menu: profilki

Domena watahy

Domena watahy

poniedziałek, 29 września 2014

Od Anguy cd Tasi

-Tasiro? – Powiedziałam cicho patrząc na zdezorientowaną waderę.- Czy coś jest nie tak? – Wadera nic nie powiedział , wpatrywała się tylko w otaczające ją wilki. Była tam Yesabella i Tesin , Valeria i dwa inne wilki. Mianowicie moi starzy przyjaciele ale zacznijmy od początku.
***
Tego dnia przywitał mnie mglisty poranek. Wyszłam przed jaskinie i rozejrzałam się. Wszystko majaczyło we mgle. Wszystko wydawało się obce , dzikie i niezmierzone. Większość drzew wokoło przybrała karminowe , burgundowe i złotawe barwy to też las wyglądał jak gdyby stanął w ogniu. Z oddali dobiegał szum fal i wycie wiatru. Niebo zasłane było szarawymi obłokami. Wszystko to razem tworzyło niesamowitą atmosferę tajemniczości. Wokoło nie było żywej duszy. Na niebie nie było widać ptaków ,  nie było czuć zapachu stad jeleni czy łosi często spotykanych w lasku  obok mojej jaskini o tej porze roku. Postanowiłam wybrać się na mały spacerek , poszukać składników do eliksirów. Zaczęłam powoli iść wąską drużką , klif zniknął mi z oczu już po paru metrach. Prawie nic nie było widać , wszystko pochłaniała nieprzenikniona szarzyzna. Co chwilę rozglądałam się na boki. Z każdą minutą nad watachą zapanowywała egipska ciemność. Po chwili ciszę przerwał krzyk , i nagle przed moimi oczami pojawił się wielki blask. Zakryłam oczy łapom i upadłam na ziemie z całych sił prubując odepchnąć się od źródła światłą zatapiając się w mroku dzisiejszego dnia gdy nagle usłyszałam za swoimi plecami czyjeś słowa:
-An co się dzieje ? Co ty robisz? – „Głos” pomógł mi wstać , nie wiedziałam jednak kto to , znał jednak moje imię i w jego tonie nie wyczułam złych intencji.
-Czy coś się stało? – Dopytywał się głos , ja jednak nie odpowiadałam za wszelką cenę chciałam się dowiedzieć kto to jest , przeszkadzało mi w tym jednak oślepiające światło.
-Nie pamiętasz mnie? – Znów zadała mi pytanie postać przede mną.
-Niestety nie – Powiedziałam cicho. Nagle światło zniknęło a moim oczom ukazały się dwa wilki. Stały kilka metrów ode mnie , jeden z nich miał śnieżnobiałą sierść , emanowała dziwnym blaskiem , wilk posiadał skrzydła , dużo większe od moich . Jedno przypominało skrzydło ptaka drugie natomiast skrzydło nietoperza zakończone długim szponem. Jednak nie to było w nim najdziwniejsze , najdziwniejsze były jego oczy , pozbawione źrenic i tęczówek , całe były błękitne. Drugi całkowicie różnił się od pierwszego , miał długą czarną sierść. Wydawało się , że cała żyje własnym życiem , każdy pojedynczy kosmyk unosił się w powietrzu. Z głowy wilka wyrastała para rogów jelenia. Ich końcówki były bogato zdobione biżuterią. Oczy wilka były blado żółte a źrenice miały średnice główek od szpilki. Patrzyłam przez chwilkę na wilki , były tak odmienne a jednak tak podobne. Na samym początku ich nie poznałam do Piero po chwili w moim mózgu rozbłysła iskra:
-Ferrera i Cohena – Uśmiechnęłam się lekko , blokując w sobie wielką radość-Tak dawno was nie widziałam! Gdzieś cie się podziewały?
-Gdy zniknęłaś szukałyśmy cię przez kilka miesięcy w końcu uznałyśmy , że nie żyjesz , a teraz tak przypadkiem zauważyłyśmy cię tutaj. –Powiedziała Ferrera
-W sumie miałyście racje , nie żyłam ale później też was szukałam nigdzie was nie było.
-Najważniejsze , że już cię znalazłyśmy – Skwitowała Cohena.
-Tak macie rację –Powiedziałam i przytuliłam przyjaciółki. Tak dawno się nie widziałyśmy , po tej nieszczęsnej wojnie wszelki słuch po nich zaginął. Nie sądziłam , że jeszcze się zobaczymy. Przez chwilkę jeszcze rozmawiałyśmy , opowiedziałam im o watasze o wszystkim co w moim życiu się zmieniło one też dużo mi powiedziały . Nagle naszą miłą rozmowę przerwał krzyk. Rozejrzałam się , nikogo nie zauważyłam , po chwili poczułam jednak zapach krwi.
-Może sprawdźmy co się dzieje – Zaproponowałam , na odpowiedź nie musiałam długo czekać razem z Cohoeną wzbiłam się w powietrze Ferrera postanowiła pobiec. Już po chwili usłyszałam głos lecącej obok mnie wadery:
-Patrz tam! – Wskazała niewielką polanę na której leżał nieprzytomny wilk w kałuży krwi obok niego zauważyłyśmy jeszcze dwa inne wilki . Zapikowałam w dół i w ostatniej chwili wylądowałam. Podbiegła do mnie Yesabell i krzyknęła:
-Coś złego stało się z Tasi! – W oddali zauważyłam Tesina który z przerażeniem wpatrywał się w nieprzytomną Tasirę. Po chwili obok nas wylądowała Cohena.
-Co się stało? – Krzyknęła , oba szczeniaki cofnęły się parę kroków do tyłu , na pewno zobaczenie kogoś takiego jak ta wadera musiało być dla nich szokiem.
-Po prostu zemdlała weźmy ją do mojej jaskini –Powiedziałam spokojnie.
-Może najpierw poczekajmy na Ferrerę? – Zaproponowała moja przyjaciółka a ja przyznałam jej rację. Minęło parę minut w tym czasie zjawiła się też zaaferowana zapachem krwi Valeria. Dopiero po piętnastu minutach przybiegła do nas druga wadera.
-Dobrze to może chodźmy już –Powiedziałam cicho , jeden z wilków podniósł Tasi z ziemi a cała reszta pobiegła za mną w stronę mojej jaskini.
***
Gdy znalazłyśmy się na miejscu podeszłam do niewielkiej półeczki z eliksirami i wzięłam niewielką buteleczkę wypełnioną gęstą , oleistą , zieloną cieczą. Przez kilka sekund trzymałam ją przy nosie Tasi , po chwili wilczyca otworzyła oczy.( I tak właśnie dobrnęliśmy do chwili obecnej)

(Tasi? Sorry za blędy  stylistyczne ale miałam mało czasu)

niedziela, 28 września 2014

Od Tasiry

Czasem wydaje mi się że czas zwalnia... A ja spadam w dół... W mrok... I nie wiem czemu... Oczy gasną serce nagle wolniej bije... Już nie wiem kto jest wrogiem a kto przyjacielem... Czy to ma zapoczątkować to czego cały nasz wilczy ród się wystrzega? Czy właśnie teraz rozpoczyna się wojna światów? Nie wiem czy śnie czy nie jednak coś pcha mnie w ogniste pazury wroga... Słyszę głuchy krzyk... Przyjaciel? Wróg? Porażka czy zwycięstwo? Czy w tej chwili mogę myśleć o tym czy jeszcze przeżyje? Czy może o tym jak moja śmierć będzie wyglądać... Widzę jak inni walczą o to co dawno temu zostało nam wydarte... Ostatnie uderzenie serca... I wtedy gasnę...

Obudziłam się w jaskini która nie była mi znana. Było tam kilka znanych mi wilków. Jednak były też te nie znane...Czy to Angua patrzyła teraz na mnie mając nadzieje że był to tylko sen?Byłam teraz z nią mentalnie połączona. Z resztą tak samo z innymi wilkami znajdującymi się w jaskini. Nie pamiętałam jak i czemu się tu znalazłam. Jednak wiem że nie znalazłam się tu bez powodu...

An? Ktoś?

piątek, 26 września 2014

OD Kaided CD Necro

- Cześć.... - powiedziałam cicho.
Postanowiłam do niej wrócić i dać jej szanse. Nastała niezręczna chwila ciszy.
- Przepraszam... - powiedziałam tak cicho, że chyba nawet nie usłyszała.
Odchrząknęłam.
- Ja... ja przepraszam. - tym razem powiedziałam to głośno i wyraźnie.

 Necro?

Od Katary do Astrid

Misao poszła dalej. Pobiegłam na Łąkę czasu, żeby upolować coś na obiad. Pierwszy raz widziałam tyle sarn! Nagle Astrid wybiegła od razu na całą grupę bez przemyślenia.
-Ej, spłoszyłaś wszystkie sarny!-zdenerwowałam się.
-Przepraszam.- odpowiedziała.- Jestem Astrid.
-Ja Katara. Może zaczekamy i zapolujemy razem? -zaproponowałam.
(Astrid? Chociaż ty odpowiedz)

niedziela, 21 września 2014

od Astrid cd Czkawki

-ty chcesz się zaczaić pod lasem co nie?-spytałam jakimś dziwnym głosem
-no a co w tym złego?
-nic -odpowiedziałam
-to o co chodzi?-spytał lekko zdenerwowany w głosie
-o nic tak się pytam...
-ok-stanął- a ty ie idziesz?
-nie...-ruszyłam i wbiegłam w las
-A ty gdzie?-spytał
(Czkawka?)

Od Valerii - Początek końca


Przecież dzisiaj jest pełnia! A to oznacza, że Czarny Duch ponownie się objawi!
Opadłam ciężko na trawę.
Czy to dziś? Czy muszę akurat dziś walczyć o wolność? Czy to jest ten czas?
Pytania krzątały się po mojej głowie, a ja już nie wiedziałam co myśleć. W końcu otrząsnęłam się. Zamknęłam oczy, by nic mnie nie rozpraszało. Niespodzianie ukazał mi się obraz Czarnego Ducha.
- Widzimy się dziś po zachodzie słońca - zaśmiał się szyderczo, po czym zniknął, a na jego miejsce wstąpił potworny ból głowy.

***

Stałam przed jaskinią i czekałam na mojego rywala. Ogromna lśniąca gwiazda była coraz niżej, ostatnie promienie przebijały się przez kołdrę horyzontu.
Wkrótce nadeszła pora. Teraz jedynym źródłem światła była mała świeczka, która powoli się wypalała. Nagle zerwał się porwisty wiatr i zgasił płomień, a ja zapadłam w sen. Gdy się obudziłam, ujrzałam lustrzaną komnatę, a w zwierciadłach odbijał się mój demon.
- Witaj Valerio - jego oczy zaiskrzyły krwistym światełkiem, a z pyska sączyła się szkarłatna woda.
Przełknęłam głośno ślinę.

C.D.N

Od Czkawki cd Astrid


-O, to Ty-powiedziałem i uśmiechnąłem się.
-O nie, to ty-powiedziała i zrobiła podkówkę.
 Zaśmiałem się i pomogłem jej wstać.
-Może spróbujemy jeszcze raz?-zapytałem i poszedłem w stronę lasu.
-Czekaj!-zawołała i pobiegła za mną.
-Taaak?
<Astrid?>

Informacja od Kaided


Uwaga,

Już wróciłam albo raczej kara się skończyła. Mam do nadrobienia sporo pewnie podczas mojej nieobecności sporo się działo więc potrzebuje trochę czasu na nadrobienie opowiadania napiszę już dziś choć nowych jest tyle, że nie wiem czy wszystkie znajdę.

Od Velguany cd Val


Poleciałam za nimi,strasznie bałam się co z tym maluchem.Jeżeli umrze nigdy nie dozna uczucia zmęczenia,szczęścia,nigdy nie zobaczy najpiękniejszych widoków Watahy.
- EJ na czym ty tak rozmyślasz?Będzie dobrze zobaczysz!- Nagle ku moim boku pojawiła się Angua.- Zresztą nic poważnego się mu nie stało.
-Tak wiem ale....-Zadrzał mi głos.
-Ale co?-Nagle z drugiej mojej strony pojawiła się Val.
-Nic nic...zastanawiamy się razem z Vel co będziemy robić z tym maluszkiem gdy wyzdrowieje.- Odrzekła An.
-Hahha no pewnie że pokażemy mu jak się wspinać,jak polować...dużo ciekawych żeczy.- Zachihotała Val.
-Czy wy naprawdę nierozumiecie?!-Ryknełam ze wściekłości.-Ten biedaczek potrzebuje rodziców,rodziny.! A nie waszej nauki.Rodzina musi go wspierać kiedy będzie stawiał pierwsze kroki,kiedy upoluje pierwszą w swoim życiu wiewiórkę,a nie wy! My mamy wspomnienia związanymi z rodzicami.Co prawda nie dużo ale jakieś są,SĄ!I z tego się cieszymy że cokolwiek o nich pamiętamy.A on? Jego rodzice nie żyją,widziałam na własne oczy.I wspomni Was?Musimy wymyślić coś co będzie mu rodzine zastępować.Czyli napewno nie wy.Wy się do niej nienadajecie. - Odrzekłam,bardzo donośnym głosem aż łzy wielkości grochu skapały mi na łapy.
-Hahhha,to co powiedziałaś było zabawne.-Rozbawione odpowiedziały śmiejąc się dalej...
-Yhm...dla was ale dla mnie nie! Wy zrozumienie to dopiero gdy będzie na to zapóźno.- Odwróciłam się i pobiegłam prosto.Nie zastanawiając się co dalej ciekawego o mnie pomyslą.
(Val?)

czwartek, 18 września 2014

Od Val cd. Tysi

Objęła mnie senność i zmęczenie, nie byłam w stanie ruszyć nawet łapą. Czyżby ktoś jeszcze potrafił używać hipnotyzującej kołysanki? Czyżby ktoś jeszcze posiadał taką moc?
Spojrzałam na Tysię, wyglądała jakby wypiła za dużo ambrozji (tu chodzi o wino).
- Tysia... co się dzieje? Pomocy - powiedziałam, chociaż bardziej wyszeptałam, czułam jakby ktoś zapanował nad moimi strunami głosowymi.

(Tysia? Brak weny :c)