Menu

sobota, 1 sierpnia 2015

Od Winter cd Yesabell


Kiedy wilk wyszedł wystarczająco, by Winter mogła go zobaczyć, stanęła jak osłupiała.
- BEN! - krzyknęła i sprintem pobiegła do brata, którego uważała za martwego.
Ten zamiast zbliżyć się do niej, zaczął uciekać w przeciwnym kierunku.
Przez krótki moment wadera zastanawiała się czemu biegnie w innym kierunku ale odtrąciła tą myśl. Za wszelką cenę chciała z nim porozmawiać i może spotka swoich rodziców...
- Zaczekaj! - zawołała Yesabell za przyjaciółką.
Ta jednak nie zwracała uwagi na drugą waderę i biegła dalej. 
Nagle basior zniknął z polu widzenia obu wilczyc.
- Zniknął. - zauważyła wadera po jakimś czasie błąkania się po lesie.
- Dobra. Zmywajmy się stąd, bo jesteśmy blisko osiedlenia ludzi. - powiedziła Yes i poszła w przeciwnym kierunku.
Po kilku minutach drogi Betha musiała się o to spytać.
- Kto to był? - zapytała Winter.
- To był mój zmarły brat. - wyszeptała. Bała się że jej przyjaciółka nie dosłyszy i będzie musiała powtórzyć.
Natomiast druga wadera nic nie powiedziała.
Nagle coś zaszeleściło. Wilczyce były gotowe na atak. Jednak stało się coś innego...
Z nikąd pojawiła się siatka która złapała je i uwięziła wysoko nad ziemią.
Z niedaleka usłyszały śmiech... Ten odgłos pochodził od dumnego mężczyzny, któremu udało się coś upolować. Upolować Bethe i jej strażniczkę z Watahy Popiołu.

(Yes? Nie wiem czy mi się udało. Napisz co o tym sądzisz ;) )

Od Death cd. Kazbek


-Ja... - zaczęłam, ale nie dokończyłam, bo przerwała mi mała włochata kulka. Jenot rzucił się na mnie, a uderzenie sprawiło, że wpadłam do ogniska. W przeciągu kilku sekund moja cała sierść zajęła się ogniem. Z prędkością światła wyleciałam z jaskini i skierowałam się na wschód. Płosząc zwierzynę wpadłam jak kamień do jeziora. Gdy wystarczająco schodziłam swoje ciało, wyszłam z wody i położyłam się na dużym głazie. Na szczęście moja sierść nie spłonęła i nie straciłam swojej zdolności kamuflażu. Po chwili obok mnie pojawił się Kazbek. 
-Nic Ci nie jest? - zapytał troskliwie. 
-Już wszystko w porządku - odpowiedziałam i przytuliłam się do niego, ale ten odskoczył.
-Co jest? - zapytałam zdezorientowana.
-Poparzyłaś mnie - odpowiedział.
-Przecież to niemożliwe - oznajmiłam. Spojrzałam na taflę wody, a ona się rozstąpiła. Odskoczyłam i upadłam w niewielki dół, który zaczął rosnąć i zmienił się w niewielki pagórek. 
-Czemu mi nie powiedziałaś, że panujesz nad czterema podstawowymi żywiołami? 
-Bo nie panuję - odpowiedziałam. Oboje zrobiliśmy zszokowane miny.
-Smok... - mruknął ledwo słyszalnie basior.
-Co się dzieje?! - zapytałam zdenerwowana.

(Kazbek?)

piątek, 31 lipca 2015

Nowy członek!

Sylvana

Od Yesabelli cd Winter

-Na pewno wszystko dobrze? - Upewniła się Winter , wpatrując się uporczywie w pysk ( w końcu to wilk ) przyjaciółki. Ta jednak zachowała kamienną twarz patrząc z mrożącą krew w żyłach obojętnością na otaczający ją świat .Winnie już bez słowa wyprowadziła Yesabelle na zewnątrz. Gdy obie stanęły na suchym lądzie oślepiły je promienie słońca. Na chwilę obie przymknęły oczy by przyzwyczaić się do światła.
-Noooo może ... - Zaczęła Winter -Odprowadzę cię? - Zaproponowała.
-Dobrze , chodźmy. - Wader wskazała łapą leśną ścieżkę - W tamtą stronę.
Ruszyły powolnym krokiem przed siebie. Yesabell szła ze spuszczoną głową , Win przyglądała się jej z zakłopotaniem. Nie miała pojęcia co dzieje się z waderą , doszła jednak do wniosku , że lepiej będzie nie drążyć tematu. Słońce prażyło niemiłosiernie. W powietrzu unosiła się woń ziół i deszczu. Mżyło. Pojedyncze krople osiadały na białym futrze Is i lśniły w rozproszonym świetle. Winter zaśmiała się pod nosem , ten widok podsunął jej pewien pomysł. Zwolniła kroku by przyjaciółka nieznacznie ją wyprzedziła. Już wcześniej zauważyła , że Yesabella jest pogrążona w oceanie myśli . Gdy była już sto metrów od Yes wyszczerzyła się w uśmiechu. Podniosła łapę i wypowiedziała pod nosem zaklęcie. Nad głową białej wilczycy pojawiła się duża bańka wypełniona wodą. Win od niechcenia zaczęła liczyć na głos :
-Trzy .... Dwa .... Jeden .... - PLUUUSK ! Bańka opadła na głowę Is. Ta zawarczała i zaczęła rzucać się we wszystkie strony.
-KTO TO!? POKAŻ SIĘ !? TO DLA CIEBIE ŚMIESZNE !? - Nagle usłyszała za sobą rozdzierający śmiech. Zobaczyła tarzającą się w ziemi Winter która zanosiło się od śmiechu.
-HA HA HA , BARDZO ŚMIESZNE WINTER !!! - Powiedziała ostentacyjnie zadzierając nos ku górze. Nagle za krzakami przy których stała Win coś się poruszyło , w świetle zamigotało coś czerwonego. Yesabell zawarczała.
-Yes , no co ty? Chyba nie jesteś zła ... - Powiedziała zdziwiona Winnie. Is jednak nie zwróciłam na nią uwagi , przeskoczyła przez gąszcz malin i stanęła twarzą w twarz z dużo większym od niej basiorem.
-Kim jesteś? I co tu robisz? To teren naszej watahy!! - Wykrzyczała w jego stronę długowłosa waderka. Jednak wilk stojący z nią vis-à-vis jedynie zaśmiał się. Czuła narastający w niej gniew , nie miałam pewności czy ten basior to szpieg czy jakiś inny wróg watahy. Jednak czuła nieodpartą chęć by zaatakować , Wyszczerzyłam kły. Spojrzałam kontem oka na Win. Wadera wpatrywała się w nich z wytrzeszczonymi oczami.
(Winter?)

Od Quick'a cd Cacerdotisy

Bestia machnęła ogonem tym samym robiąc placek z Cacer. Nawet nie podjąłem się próby obudzenia jej ponieważ diabeł uderzył ją za mocno. Niestety walkę musiałem dokończyć sam. Każda łapa poszła w inną stronę, a oczy zaczęły mi się świecić. Lekki wiaterek przemienił się po chwili w tornado. Ja i Cake byliśmy w cyklonów, zaś ta maszkara wodowała z wiatrem. Postarałem się również wyrwać parę kamieni, co mi się udało. Bestia po raz pierwszy i ostatni oberwała kamieniem. Z wielką siłą powstrzymała tornado i uderzyła mnie z całej siły. Bezradny myślałem, że już po mnie, ale mój wewnętrzny demon mi pomógł. Odepchnął pięść potężnego stwora i rzucił w niego serią kul. Następnie ja rzuciłem się bestii do gardła. Próbował mnie oderwać od swojej tętnicy, ale otrzymałem się jak kleszcz. W końcu, gdy potrzebował em odpoczynku, puściłem skórę. Na szczęście jeszcze raz przeprowadził bym taki atak, a diabeł zaczął by krwawić. Ja zamiast rozpoczynać ten atak usiadłem spokojnie na ziemi. Samo krwawienie nie wystarczyłoby na zabicie wiążącej 10 ton bestii. Toteż znów użyłem magicznych mocy. Tym razem był to huragan. Bestii to nie obchodziło, dopóki nie przywiało tu piasku. Magiczna istota nic nie widziałam, ale ją byłem w środku wietrznej tarczy. Dostrzegł em bestię i rzuciłem się do jej szyi. Z każdą sekundą wiatr wiał co raz mocniej, aż w końcu przewrócił ogromnego stwora na ziemię. Niestety nie oznaczało to jego śmierci. Wywiało cały piasek, a diabeł znów wszystko widział. Tym razem był on naprawdę zdenerwowany. Szarżą przygwoździł mnie do ściany i uwięził po między swymi rogami. Wtedy znów pomógł mi demon. Gdy tylko przejął panowanie nad ciałem odepchnął odemnie bestię. Ja rzuciłem się na nią po raz ostatni. Gdy tylko szyja bestii ztyknęła się z moimi kłami, diabeł padł jego ciało najpierw uniosło się w powietrze, a później eksplodowało w locie. Po trupie maszkary został tylko lewitujący zwój : 

Pobiegłem lekkim truchtem do Cacer.
- Ej! Cacer! Obudź się! Bitwa wygrana! 
Cacer lekko otworzyła oczy, po czym znów je zamknęła.

< Cacer? Na to mnie stać default smiley ^) >

Od Winter cd Shoku


- Od kilku miesięcy. - odpowiedziała. Natychmiast przypomniały się jej sceny z rodziną którą kochała, którą straciła w niewyjaśnionych okolicznościach. Te obrazy przywołały łzy, które dyskretnie spływały po śnieżnobiałym pysku wadery. Shoku poczuł się niezręcznie.
- Co się stało? - zapytał.
- Moją rodzinę ktoś zamordował... Do tej pory nie wiem kto. - wyjaśniła.
- Mnie moja matka porzuciła. Wiem tylko że mam siostrę... - dodał basior.
- Ja miałam starszego brata. - powiedziała, wpatrując się w ziemie.
Nagły ryk smoka obudził wilki jak kubeł zimnej wody.
- Chodźmy stąd. Lepiej żeby żaden nas nie zauważył. - powiedział wilk.
Kiedy Winter wracała w towarzystwie Shoku poczuła że znalazła bratnią dusze.
- Jest nawet fajny. - pomyślała wadera i dyskretnie uśmiechneła się pod nosem.

(Shoku? Dzienki że w ogóle odpisałeś. Ja siedzę w domu i się nudzę. I nie ma sprawy za te opóźnienie ;) )

czwartek, 30 lipca 2015

Od Anguy cd Cacer

-Co?Czemu? - Krzyknęła zdezorientowana wadera. Głos rozbrzmiał echem w dalszych partiach mego umysłu. Nawet nie zwróciłam uwagi na Cacer gdy ta w mgnieniu oka znalazła się przy moim boku. Błękitna poczwara pełzła w naszą stronę z rozwartą paszczą , prezentując swoje śmiercionośne kły.
-Angua! - Krzyknęła Cacerdotisa. Zmrużyłam oczy. " Od teraz porozumiewają się jedynie w myślach " rozkazałam wilczycy. Nie wyglądała na zadowoloną moim zachowaniem , ja jednak nie zwracałam uwagi na jej humorki. " Ten wąż to tylko przynęta , gdzieś tu chowają się jego pobratyńcy. Miej oczy do około głowy"  Kontynuowałam swój wywód. Ogromny potwór zaczął nas okrążać , co prawda znajdował się w znacznej odległości , jednak i tak byłyśmy już w niebezpieczeństwie. Usłyszałam szmer , w strumyczku nieopodal zamigotało coś niebieskiego , pomiędzy źdźbłami wysokich traw spływało błoto. Węże były coraz bliżej , pilnowały by ich ofiary nie opuściły wyznaczonej strefy. Czekały na ten jeden moment , zbliżały się. Słyszałam jak moje serce przyśpiesza , tak samo jak serce Tisy. Jak dwa bębny grające melodie życia. Nagle z za krzaków wypełzły druga maszkara , powoli zbliżała się do Cacer. Przyjrzałam się jej bliżej. Bez wątpienia był to wąż błotny , po jego wielkim cielsku spływało brązowa maź , oczy były jedynie zarysowane , w ich środku jarzyła się iskierka , w miejscy gdzie kończył się łeb z tłowia wyrastały wielkie kolce połączone błoną. Jednak coś w tym stworze było nie tak , był za szybki na lądzie. Nie było co zwlekać szybko przekazałem Doti krótką wiadomość. "Schowaj się na drzewie , rośnie za tobą , ja zajmę się tymi przerośniętymi gadami" Przez chwilę czekałam na sprzeciw , spodziewałam się wadera oburzy się faktem iż nie chcę jej dać pola do popisu. Cacerdotisa jednak posłusznie wskoczyła na skarłowaciałą brzozę , w duchu dziękowałam , że mnie posłuchała. To co zaraz miało się zdarzyć nie miało należeć do miłych widoków. Ze wszystkich stron otaczała mnie błotne węże. Nadal jednak brakowało piątej bestii, pewnie miała ona wyłonić się w momencie gdy unieruchomiona ofiara nie miała się już jak bronić by zadać ostateczny cios. Mimo swoich małych móżdżków umiały one zaplanować pułapkę. Bezlitośni zabójcy trafili na godnego przeciwnika , uśmiechnęłam się cynicznie. Przez kilka mrożących krew w żyłach sekund nikt się nie ruszył , wszyscy czekali na to by ktoś odważył się rozpocząć grę. W końcu nie wytrzymałam , skoczyłam w stronę najbliższej poczwary wbijając kły w grzbiet , jedną łapą rozdarłam błonę między kilkoma kolcami , drugą przebijając gardziel gada. Po jego ciele spływała gorąca krew. Czułam jak wściekłość rozchodzi się w moich żyłach . Nie walczyłam ani przez chwilę z ogarniającej mnie szaleństwem , pozwoliłam mu ogarnąć swój umysł. Wąż w tym czasie szarpał się i wyrywał coraz bardziej pogłębiając swe śmiertelne rany. Puściłam go szybko i odwróciłam w stronę jego towarzyszy. Wielka bestia z trzaskiem uderzyła o ziemię , wokoło niej rozlała się kałuża krwi.Nie była już w stanie się podnieść. Potwory nie zwlekały , wszystkie trzy rzuciły się w moją stronę . Jeden z nich okręciła swój ogon wokoło mej szyi. Chwyciłam go łapą, wbijając pazury miedzy błękitne łuski. Wąż zasyczał i rozluźnił uchwyt wtedy największa z bestii otworzyła paszczę , usiłując mnie ukąsić. W ostatniej chwili zrobiłam unik , zamiast dosięgnąć mnie , kły jadowe utkwiły w tłowiu błękitnego gada. Jad zadziałał błyskawicznie. Nie zwróciłam jednak na to uwagi , teraz jedyne co zauważały moje oczy to pozostali przeciwnicy. Zawirowaliśmy w straszliwym tańcu śmierci. Nie dało się już rozróżnić kto jest wilkiem a kto wężem. Kurz wzbijający się  powietrze uniemożliwiał dojrzenie kto wygrywa walkę. Krew pryskała we wszystkie strony . W końcu jednak z pośród unoszącego się w powietrzu pyłu wyłoniła się moja sylwetka. Uśmiechnęłam się do Cecr , powoli odzyskując jasność umysłu. Gdy nagle za moimi plecami pojawił się ostatni , piąty wąż.Odwróciłam się i zamarłam , wąż był około 4 razy większy niż ja! Przygotowałam się na atak. Byłam zbyt wyczerpana by znów zapanować nad tą piekielną klątwą ...
(Cacer?)

Od Kazbeka cd. Death


-On rzucił się na ciebie.Smoki czterech żywiołów to cwane bestie.A ja musiałem Cię chronić. Dziękuj klątwie.To dzięki niej.-odpowiedziałem.
-Okej, to co robimy?-spytała.
-Chodźmy popływać.Złowimy ryby, będą na kolację.-zaproponowałem.Nie mogłem uwierzyć że ta wadera tak mnie zmieniła.Mnie i moje życie.Dotarliśmy na miejsce biegiem.
-Co, zmęczyłeś się?
-Ja się nie męczę, pamiętasz?
-A no tak.
-A chcesz niespodziankę?-spytałem.
-Nooo.. Może być.
To masz!-wrzuciłem ją do jeziora.
-Ej!-Krzyknęła-Zimna!
-Hahahaha!-Bawiłem się jak szczeniak.Gdy wróciliśmy wieczorem z rybami do jaskini Death ,dołożyłem do ognia i upiekłem je.
-Kazbek mogę Ci coś powiedzieć?
-Możesz.
-....

Death?

Od Quick'a cd Lynx

Zapatrzony w pewien medalion jednej tancerki ( nie, nie patrzyłem się na nią tylko na jej medaliondefault smiley (d) ) nie zauważyłem, że Lynx znikła. Już miałem zerwać jej medalion z szyi, który mi coś przypominał, ale... LYNX!!!!!
- Lyyynx!! Lynx! Słyszysz mnie?!?!?! Lynx! Tu jesteś! - pobiegłem do pijanej dziewczyny.
- Ale się ochlałaś! Choć że!
- Wriii dze lóżowe słone ! Pa - trz! Ta-am so!
- Tak, tak, piękne. A teraz choć! - wziąłem dziewczynę za rękę i ciągnąłem ją do wyjścia, czy tego chciała czy nie.
- Papa różoweee-e słone!!- krzyknęła kiedy wyszliśmy z baru. Postawiłem ją przede mną.
- A teraz spójrz mi w oczy. Idziesz ze mną do lasu, czy nie?! - zapytałem srogo. Lynx długo milczała.
- Ne ! - odezwała się i obraziła jak dziecko.
- To trudno, bo ja idę. - odwróciłem się od dziewczyny i skierowałem się w stronę swojej jaskini.
- Uu motylek! - krzyknęła po chwili Lynx
- Tylko nie wpakuj się w żadne kłopoty! 
I szedłem przed siebie. Całą drogę czułem jak gdyby ktoś mnie śledził... Kiedy byłem blisko lasu i zmieniłem się w wilka znów usłyszałem głos... Lynx.
- uuuuu piesiuś!! - dziewczyna pod biegła i zaczęła mnie głaskać
- DJ! To ją! Quick! Słuchaj, daje ci ostatnią szansę. Idziesz ze mną czy nie?! - zapytałem

< Lynx? >

Od Cecrdotisy cd Quick'a

Cacerdotisa nim się zorientowała padła na ziemi przygnieciona przez wielka łapę bestii, w której sercu, jak mówiła wskazówka Administratora, miała kryć się kolejna podpowiedź. Jak wadera wcześniej zauważyła, posyłając kilka demonów, bestia jest odporna na magię czterech żywiołów, tak więc demony wywodzące się właśnie od tych cząstek nie będą potrzebne, od razu można odstawić na bok kilkanaście rodzajów pentagramów. Ogólnie ataki z odległości nie działają zabójczo na obronny pancerz potwora, dlatego najrozsądniejszym posunięciem będzie bezpośredni atak przy pomocy zwykłego ostrza. A ponieważ demon Quick'a nie będzie więcej nękał Cake, mogła swobodnie wykonać metamorfozę w ukochaną ludzką postać, aczkolwiek i to mogłoby się okazać niełatwym wyzwaniem przez zablokowane czi, czyli przepływ energii życiowej. Tak się stało, że największy ciężar łapy oparł się właśnie na miejscu serca, źródła jednej z najważniejszych czakr. A niestety wilczyca urodziła się z no cóż... bez siły, ani mięśni. Jedyna nadzieją byłoby wbicie szpilki, którą Cacerdotisa kryła w sierści przy uchu, w miejsce między palcami potwora, a jak wiadomo to dosyć delikatne miejsce u kończyn, więc chwyciwszy niewielkie ostrze z okrucieństwem przebiła skórę u jednego palca potwora. Wadera w tym czasie uskoczyła w bok przeobrażając się, nie w człowieka, a demona. Kosa otrzymana od przyjaciela z kontaktami mogła być odpowiednia do chirurgicznego wycięcia serca. A przywołać ją mogła tylko w formie wzmacniającej nieco zwykłe czi. 
Przeobrażenie nie trwało długo, zaledwie kilka sekund wraz z zregenerowaniem większych ran. 
Sierść okalająca całe ciało natychmiastowo zniknęła, wydłużając się tylko przy głowie i bladnąc z każdą chwilą, były niemalże białe z odcieniem brudnego szarego. Uszy zaś znacznie wyszczuplały przyjmując bardziej szpiczastą formę. Oprócz tego na głowie wyrosły rogi przyozdobione niewielkimi kolczykami z czarnymi krzyżykami, pośród białych włosów zalśniła czarna korona. Twarz i ogólnie cała skóra najbardziej się zmieniła. Wyglądała, jakby magia podzieliła ją na dwie części, jedna połowa przypominała kościotrupa, a druga żywego człowieka o niewiarygodnie białej karnacji i czerwonych, wypaczonych z emocji oczach, z których wyciekała czarna maź na postać łez i krwi. Okrycie zaś stanowiła czarna sukienka w stylu lolita ciągnąca się aż do ziemi. W "żywej" dłoni zmaterializowała się ogromna kosa na wzór kruczego skrzydła, aczkolwiek o ostrzu doskonale zaostrzonym. 
Demonica w pierwszej chwili uwolniła Quick'a spod łapska potwora, a następnie ruszyła ku jego głowie, aby ją bezlitośnie odciąć, jednak zatracona umysłowo w celu nie spostrzegła ruchu ogona wroga i legła na ścianie. 

<Quick? Masz pole do popisu, pokaż na co Cię stać. Zostań bohaterem. B) :v>