Menu

Get your dropdown menu: profilki

Domena watahy

Domena watahy

wtorek, 22 lipca 2014

Od Valeri cd Anguy

-Może będzie jak pies. - Powiedziałam
Nagle coś sobie przypomniałam. Skoczyłam jak oparzona w stronę "niby stolika" i przekręciłam kilka zamków na szyfr. Następnie ukazała mi się dziurka od klucza. Włożyłam odpowiedni klucz i przekręciłam. Moim oczom ukazał się srebrny sztylet. Taki sam jak na drzwiach.
- Uff... Na szczęście nic się nie stało... Ale nie można powiedzieć to samo o dachu. - Spojrzałam na Anguę.
- Co to jest? - Zapytała.
- To? - wskazałam na broń, wadera skinęła głową - To jest mój talizman. Sztylet zrobiony z kła smoka. Do tego szaman z mojej starej watahy, trochę go podrasował, dlatego jest srebrny. - Uśmiechnęłam się, jednak uśmiech zrzedł, gdy zerknęłam na zawalony dach.
- I co ja mam zrobić? W tym miejscu najmniej jest mi potrzebna dziura. - Spuściłam głowę. 
Ku mojemu zdziwieniu wąż, który przed chwilą zrobił niezłą demolkę, teraz zbierał głazy ogonem i mocował je po kolei przy szczątkach dachu, sklejając jakąś dziwną substancją. 
Czytałam, że niektóre węże mają zdolności renowacji. Możliwe, że ten wąż posiada taki talent. Zanim się obejrzałam wszystko wyglądało tak jak przed "wejściem smoka". 
Podeszłam do sejfu na talizman i ukryłam nóż.
- Widzisz? Nie jest taki zły. Odpłacił swoje grzechy. - Angua się zaśmiała. 
- Może nie jest. - Odpowiedziałam jej uśmiechem. 
- Ściemnia się - wyjrzałam przez szczelinę w ścianie - odprowadzić Cię do wyjścia?
An kiwnęła głową na "tak". Wyszłyśmy z sali.
- Pan też wychodzi. - Spojrzałam na węża. An wypowiedziała kilka słów, których nie zrozumiałam i już bestia wlokła się za nami. 
- Do widzenia An! - Krzyknęłam na pożegnanie.
- Do widzenia Val! - Odpowiedziała mi. Patrzyłam jeszcze za nią, dopóki nie zniknęła w mroku.

***

Śmierć... Krew... Tekila... Aura... Aramina... Mama... Tata... 
Przepływały przeze mnie obrazy przeszłości. Czerwony strumień... Trupy przyjaciół i rodziny... Purpurowe oczy Araminy... Wycie... Krwisty księżyc... Angua! Angua... An... Wataha Wilków Popiołu... płonie!
Chciałam otworzyć oczy, ale koszmar mnie pochłonął i nieważne jak bardzo pragnęłabym otworzyć powieki, nie udałoby się. 
Widziałam cierpienie, ból, czułam strach wilków, czułam ich smutek. 
Wtem obudziłam się z krzykiem. Z moich oczu spływały łzy. Spojrzałam na zegarek, była druga w nocy. 
Położyłam głowę na poduszce z nadzieją, że widma przeszłości nie wrócą. 
Naszedł mnie sen. 
Stałam w ogromnym holu. Podłoga była tak czysta, że widziałam w niej swoje odbicie. Otaczały mnie lekko żółte chmury. Co jakiś czas ujawniała się pozłacana, jońska kolumna. Na przeciwko mnie, za chmurami stał wilk. Nie mogłam rozpoznać kto to był. To Angua? Nie... Tekila? Nie... To... to...
Zza mgły wyłoniła się biała wilczyca, z różowymi łapami i uszami. Potrząsnęła złotymi lokami na głowie i podeszła do mnie.

K3WY0vK.jpg

Teraz nie miałam już wątpliwości do tego kto przede mną stoi. To była Aura, moja starsza siostra. Spojrzała mi prosto w oczy i przytuliła do siebie.
- Valerio, twoje koszmary były przeszłością, ale Wataha Wilków Popiołu, to twoja przyszłość. - Powiedziała.
- A co z tym ogniem? - Spytałam zaniepokojona.
- Ogień, może oznaczać, że ktoś będzie potrzebował pomocy. Ale sny nie są pewne.
- Aura! Ty wiesz wszystko! Nie mąć mi w głowie!
- Nie, nie wiem wszystkiego. - Pogłaskała mnie łapą po głowie. Wbiłam wzrok w swoje odbicie. 
- AAAA! - Krzyknęłam, bo zamiast ujrzeć swej paskudnej mordy zobaczyłam białą wilczycę. To byłam ja sprzed incydentu z klątwą.
- Tęsknisz za swoim dawnym wyglądem, prawda? - Spytała.
- Nie tylko za dawnym wyglądem. Tęsknię za wolnością, tęsknię za wami. - Czułam jak łzy spływają po moim policzku.
- Nie mogę sprawić, że wszystko będzie jak dawniej, ale mogę ci coś podpowiedzieć w sprawie twojego problemu. - Czarne zamień w białe...
- Co "czarne zamienić w białe"??? - Nie zdążyłam jej zapytać, ponieważ Aura rozpłynęła się, a ja obudziłam się w łóżku.
Zaspana wstałam i wyszłam z pokoju. Skierowałam się w kierunku małych drzwi na końcu korytarza.
Weszłam do pomieszczenia. Był to pokój muzyczny. A najśmieszniejsze było to, że nie był kwadratowy, lecz wszystko "rozgrywało się" w pionie. Wyglądało to tak, jakby ściany porastały huby, a na każdej z nich znajdował się inny instrument. 
Podleciałam do huby ze skrzypcami i wzięłam do łapy piękne białe skrzypce.

YkSFrYG.jpg

Drugą łapą uniosłam smyczek i "przejechałam" nim po strunach. Wydały piękny i czysty dźwięk. 
"Jaki utwór odegrać?" - pomyślałam - "Już wiem! OdegramCanon d'major. 
Dźwięki połynęły. Nuty goniły za nutami... 
"Gdyby An mogła to usłyszeć" - powiedziałam sobie w głowie.
Skrzypce zawsze mnie rozluźniają. To piękny instrument, szkoda tylko, że tak mało wilków go szanuje. Chciałabym pokazać im, że my też możemy grać utwory klasyczne, że ta muzyka też się liczy...

(Angua? Hehe, ale się rozpisałam.)

poniedziałek, 21 lipca 2014

Od Anguy - Zacimiona

Czułam się oszołomionq. Natłok wszystkich zdarzeń śmierć i powrót do życia ( przynajmniej nie mój ) , wszystko działo się za szybo , ale jednak się działo a każde działanie niesie za sobą konsekwencje.Teraz trzeba coś robić a nie użalać się nad sobą. Tylko jak? To pozostawało zagadką. Lecz nawet w obecnych okolicznościach trzeba przynajmniej próbować żyć normalnie. Szłam lasem , słońce chyliło się ku zachodowi. Było coraz zimniej choć było jeszcze w miarę ciepło. Wiatr szumiał w koronach drzew zagłuszając moje myśli. Było tak spokojnie. Właśnie przechodziłam okbok niewielkiego strumaczka gdy zauwarzyłam Inez. Ona też chyba mnie zauwarzyła , bo podeszła i uśmiechnęła się:
-Witaj An
-Witaj Inez -odpowiedziałam . - Jak ci minął dzień?
-Dobrze , nawet bardzo ... - Mówiła wadera , lecz ja nagle przestałam ją słyszeć , jej głos zmieszał się z szumem drzew i pluskaniem wody. Czułam jak kołyszę się na łapach i robi mi się niedobrze. Usiadłam . - An wszystko dobrze? - Spytałam wystraszona wilczyca , słyszałam ją ale jakby mówiła z oddali , przed oczami zaczęły pojawiać mi się punkciki światła. Roły z każdą chwilą. Po chwili nie widziałam już wilka tylko jego zarys. Kręciło mi się w głowie , przed oczami miałam coraz jaśniej. 
-Inez ... - Szepnęłam cicho , przewruciłam się , nie widziałam już nic oprucz świała , nic oprucz światła. Głowa bolała coraz bardziej jak gdyby zaciskała się na niej niewidzialna pętla. Padłam na zimię , było coraz gorzej. Lerzałam na ziemi  , nagle w oddali zauwarzyłam postać , jasną postać na świetlistym tłem . Dziwny widok. Podeszłam bliżej. Teraz wyglądała jak Tasira ... Ale skąd ona się tu wzięła ... Nie Valeria. Nie Sis. Po chwili jednak zmieniła wygląd diametralnie , teraz wyglądała jak Ventiri. A teraz Neg. Coś jest nie tak! Podeszłam jeszcze bliżej wtedy wreszcie widziałam jej prawdziwy wygląd , była to wysoka biała wadera. Miała długą sierść na szyji obrożę , blękitną z zawieszką z białego onyksu ( co tam , że to czarny kamień , ten akurat onyks był biały ) w kształcie chmury. Uśmiechnęła się. 
-Jestem Blanca , jeśli chcesz wygrać ten pojedynek musi się wypełnić przepowiednia , musisz to odnaleść - podała jej niewielki kawałek starego pergaminu , nagle wszystko zniknęło. Ocknęłam się. Nademną stała przerażona Inez.
-Angua!!! ANGUA !!! - Krzyczała .
-Co się stało spytałam? - Nagle poczułam , że coś ściskam w łapię , była to kartka. A więc to nie był tylko sen.
(Inez?)

niedziela, 20 lipca 2014

Od Necro cd Kided

Śmierci się nie bałam. Prędzej czy później i tak przyjdzie. 
- Chyba nie zostałam poinformowana,że zasady się zmieniły - wyjęłam miecz zza pasa i lekko przejechałam Kaided po piersi,żeby nie padła na miejscu trupem,ale mnie puściła
Wyjęłam buteleczkę z tęczowym płynem.
- Mam ci podać narkotyk? - parsknęlam zdenerwowana,już i tak przesadziła
W odpowiedzi tylko warknęła i przypuściła atak. W locie zamieniłm się w kobietę. W wilczej postaci walka mieczem jest trudniejsza. W postaci człowieka czułam się komfortowo,ale pojedynkowanie się z wilkiem nie wróżyło mi dobrze. Szkoliłam się u leśnika Orestesa,ale wtedy posługiwałam się dzidą i łukiem. Kaided uznała,że czary są dozwolone i zaczęla rzucać we mnie kulami mroku. Ta walka jak dla mnie przeistaczała się w dziecinną igraszkę. 
- Sprawiasz mi tym radość. - uśmiechnęlam się wrednie
Była coraz wścieklejsza.
- Ech... - westchnęlam zwracając kolejną kulę swojej wałścicielce
(Kaided? Nie ma tak łatwo XD)

Od Necro cd Kided

Śmierci się nie bałam. Prędzej czy później i tak przyjdzie. 
- Chyba nie zostałam poinformowana,że zasady się zmieniły - wyjęłam miecz zza pasa i lekko przejechałam Kaided po piersi,żeby nie padła na miejscu trupem,ale mnie puściła
Wyjęłam buteleczkę z tęczowym płynem.
- Mam ci podać narkotyk? - parsknęlam zdenerwowana,już i tak przesadziła
W odpowiedzi tylko warknęła i przypuściła atak. W locie zamieniłm się w kobietę. W wilczej postaci walka mieczem jest trudniejsza. W postaci człowieka czułam się komfortowo,ale pojedynkowanie się z wilkiem nie wróżyło mi dobrze. Szkoliłam się u leśnika Orestesa,ale wtedy posługiwałam się dzidą i łukiem. Kaided uznała,że czary są dozwolone i zaczęla rzucać we mnie kulami mroku. Ta walka jak dla mnie przeistaczała się w dziecinną igraszkę. 
- Sprawiasz mi tym radość. - uśmiechnęlam się wrednie
Była coraz wścieklejsza.
- Ech... - westchnęlam zwracając kolejną kulę swojej wałścicielce
(Kaided? Nie ma tak łatwo XD)

Od Anguy cd Valeri

-Wąż - Zaśmiałam się cicho , prawdą jest , że kocham węże , są wyniosłe , majestatycznej a co najważniejsze są częścią mej duszy. Podeszłam do potwora pewnym krokiem i spojrzałam mu w oczy. Poczwara otwożyła pysk ukazując dwa wielkie zęby jadowe. Zasyczała , jej puste oczy patrzyły daleko prubując uniknąć mego wzroku. Zwierze trafiło na pana. Zaśmiałam się i powiedziałam :
-Venga , calmarse - Słowa przypominały bardziej syczenie. Bestia jakby ogłoszona nagle straciła nami zainteresowanie i tępym wzrokiem zaczęła przyglądać się kamiennej ścianie.
-Coś ty zrobiła? - Spytała zdziwiona wadera parząc na wielkiego węża.
-To taki specjalny talęt , a to bardzo miłe zwierzę - Podeszłam bliżej i pogłaskałam węża , Valeria chciała zrobić to samo ale wąż jakby wyrwał się z transu i sprubował zaatakować - Dejar! - Potwór zaragował jak pies , skólił się i odpełznał na koniec jaskini. - Jest trochę nerwowy bo cię niezna , ale jeśli się go wytresuje będzie jak pies - Uśmiechnęłam się do wilka.
(Valeria?)

Od Valeri cd Tysi

Siedziałam spokojnie nad Wodospadem Renegatów i raz po raz próbowałam złapać jakąś rybę. Jednak nie miałam ochoty na większy ruch, więc tylko zanurzałam łapę, by postraszyć wodne stworzonka. 
Leżąc beztrosko nad wodą dostrzegłam błękitno-białą waderę. Byłam w watasze dopiero od jakiegoś tygodnia, albo dwóch i mogłam nie znać wszystkich wilków. 
Gdybym nie była taka nieśmiała podeszłabym do niej i się przywitała. Jednak czasem moja dzikość mnie przerasta. 
Wstałam i skierowałam się w kierunku ścieżki, którą przybyłam. Zaślepiona światłem słonecznym nie zauważyłam korzenia, wystającego z ziemi i potknęłam się. Pagórek był tak stromy, że turlałam się aż wpadłam ową wilczycę. 
- Przepraszam! - Wykrzyknęłam i podniosłam się z ziemi.
- Nie chciałam na Ciebie wpaść, nic Ci nie jest? Potknęłam się, a ponieważ byłam na samej górze, nie mogłam zahamować... - nawijałam jak katarynka - Jestem Valeria, a ty? Jestem tu od niedawna, więc nie znam jeszcze większości. - Zakończyłam swoją gadaninę.

(Tysia?:))

Od Valerii cd Angua

- To przykre... - Powiedziałam. An dobrze wiedziała co czuję podczas przemian. I ona i ja wiemy co to znaczy stracić nad sobą kontrolę. Chciałabym jej pomóc, do diabła z Czarnym Duchem, przyjaciele są ważniejsi i jeśli Angua będzie miała jakikolwiek problem z chęcią jej pomogę. Już miałam jej powiedzieć o moim postanowieniu, gdy usłyszałam potworny ryk, który dobiegał z najwyższej komnaty. Przerażona rzuciłam się w pogoń za dźwiękiem. Zgrabnie omijałam wszystkie pułapki, nawet nie przyszło mi do głowy żeby je wyłączyć. Angua biegła za mną. Nic jej nie groziło dopóki ja biegnę przodem, gdyż wszystkie bronie koncentrowały się na mnie. Znalazłam się przed drzwiami z symbolem sztyletu ze smoczego kła. To był mój talizman. Otworzyłam wrota do komnaty i zobaczyłam ogromnego węża. Próbował dostać się do mojego amuletu. An stanęła jak wryta. Mnie z resztą też zamurowało. 
Nie kojarzę, żeby Aramina miała w swoich zastępach takiego potwora. Może ta bestia sama się napatoczyła na moją jaskinię? "Nie czas teraz na rozmyślania" - powiedziałam sobie w głowie, po czym zamknęłam oczy i wyszeptałam:
- Elendi retal rewantia reme - Potwór zasyczał i rzucił się na mnie, ale ja zasłoniłam się skrzydłami. Maszkara widząc, że nie poradzi sobie ze mną próbował celować w An, ale zanim wykonał ruch, zaczął się unosić do góry. 
- Zaklęcie anty grawitacyjne. Długo się ładuje, ale czasem bywa skuteczne. - powiedziałam - Angua! Teraz Twoja kolej! Zadaj cios! - Dodałam.

(Angua? :)

OD Kaided CD Necro

Niestety nie mogłam jej zabić. Czułam, że byłam zbyt skupiona na jej śmierci i mojej złości gdyby nie to pewnie dostała bym jakąś moc, miała bym większą siłę, ale oczywiście moja złość wygrała. Nie wiem czemu, ale zemdlałam. Obudziłam się obok Necro, szybko poleciałam do jaskini, miałam tam nieporządek w całym bajzlu jaki tam był znalazłam sztylet, wzięłam go w łapę - przyda się jak by Necro zmieniła jednak zdanie i użyła broni. Stanęłam przed nią tym razem skupiłam się wyłącznie na pojedyńczych ciosach. Rzuciłam się na nią powalając ją na ziemię, ona użyła siły i tym razem to ja byłam na ziemi, kilka razy się "zamieniłyśmy" aż w końcu pomyślałam, że dość tej "zabawy". Z całych sił trzymałam ją przy ziemi, skrzydłami, lewą łapą trzymałam obie przednie łapy a prawą położyłam na jej gardle i zaczęłam ją dusić.

(Necro? Nie ma tak łatwo)

Od Necro


Skończyłam długie polerowanie miecza i odłożyłam ostrze na bok. Do leżącej broni podeszła Marine,powąchała z zainteresowaniem i już bez niego odeszła. Nie mając nic do roboty zagłębiłam się w książce o byle jakiej fabule, nazywam takie książki " pożeraczami cennego czasu",ale co mam robić gdy na dworze leje jak z cebra? Moja młoda smoczyca skończyła ohydny posiłek i oblizując się padła na swoje posłanie i zapadła w rozkoszny sen. Zamknęłam głośno książkę i wyszłam na dwór. Włóczyłam się po zalanej watasze. Jeziora pękały w szwach,ale woda nadal ściekała do nich litrami. Nie widziałam wielu wilków. Od czasu do czasu przemykał jakiś zmoknięty do suchej nitki posłaniec,ale zdarzało się to tak rzadko,że prawie tego nie zauważałam. Nie wiedziałam co robić,gdy nagle zostałam brutalnie poturbowana i wywrócona w bloto.
-Ej! - wrzasnełam otrzepując się z błota,a potem spojrzałam na mojego rozmówcę
Był to ogromnych rozmiarów smok o wielkich skrzydłach i aureoli na głową.
- Memento! Ile razy mam ci powtarzać,że nie pędzi się jak oszalałym !
Zza smoka wychylił się basior. Skądś go poznawałam... Shogun? Chyba tak...
(Shogun?)

Informacja od Shogun (i inni) Necro

Nie będzie nas od 20.07 do 3.08. Będziemy posać regularnie opowiadania,jednak nie będziemy się pojawiać na czacie.
Z poważaniem
Necro i Shogun