Menu

piątek, 3 lipca 2015

Od Kazbeka cd. Death


Death znowu uciekła.
-Death!Zaczekaj!Stój!Death!-Wołałem
-Co zrobiłem źle tym razem?O Boże...Poszukam jej.Chociaż leciała, nie będzie trudno.-Poszedłem jej zapachem.
Znalazłem ją.Tak to ona;smukła,czarna,elegancka wilczyca.Oczywiście skrzydlata.Leżała na czymś w rodzaju kamiennego mostku nad jeziorem.Rozmawiała z duchem swojej babci.
-Babciu....Wiesz, całe życie byłam samotna, a on to zmienił.-Mówiła
-I myślisz że...-Powiedział duch
-Tak babciu, myślę że to ten jedyny.
-To dlaczego od niego uciekłaś?
-Przestraszyłam się że znów mnie zaatakuje.
-Klątwa by mu nie pozwoliła.
-Klątwa?!Skąd o tym wiesz?
-My duchy wiemy więcej niż ci się wydaje.-Odparł duch wilczycy z uśmiechem i zniknął.
Przysłuchiwałem się tej rozmowie z krzaków.Death patrzyła w taflę wody.
-Death...-Powiedziałem, a ona się przestraszyła i o mało nie wpadła do wody.Złapałem ją w ostatnim momencie.
-Dzięki...-Powiedziała.Położyłem się obok niej.
-Ile z tego słyszałeś?
-Zdaje się że wszystko.-Odpowiedziałem, a Wadera westchnęła.
-Nie bój się.Twoja babcia miała rację.Nie mógł bym cię zaatakować.Klątwa by mi nie pozwoliła.
-To ona istnieje?-Zapytała
-Choć sam w to nie wierzę, to tak...Istnieje.Ale nic nie zjedliśmy.Chodź, złapiemy ryby!
Złapaliśmy kilka ryb i zaniosłem je w postaci smoka do mojej jaskini.Upiekłem je nad ogniskiem i zaczęliśmy jeść -Death....Jesteś na mnie zła?-Spytałem.
-Nie, a dlaczego pytasz?
 -Tak tylko.Jutro na śniadanie upolujemy jelenia, nie smoki, dobrze?
-Dobrze.-Wadera zgodziła się.Położyliśmy się na skórach żubrów przy ognisku i zasnęliśmy.

Death?Wena mnie znów dopadła XD

czwartek, 2 lipca 2015

Od Kamary-Dawny przyjaciel

    [...] Nadszedł nowy dzień, wyszłam z jaskini i rozciągnęłam się. Porozglądałam się dookoła i ziewnęłam.
"Czas się przejść gdzieś w góry."-pomyślałam i ruszyłam przed siebie. Przeszłam przez las, rzekę oraz łąkę.
"Tylko, że... Gdzie ja jestem?"-rozejrzałam się dookoła.- "Z góry będzie mi łatwiej się odnaleźć." -pomyślałam i zmieniłam się w Feniksa.-
Wzniosłam się w powietrze, około 30 kilometrów stąd gdzie byłam znajdowały się góry. Widziałam doskonale, ponieważ było mało pary wodnej w powietrzu. Zaczęłam lecieć w stronę wyznaczonego miejsca. Po drodze patrzyłam jednocześnie na dół na zwierzęta oraz różne, magiczne wilki z watahy.
Po pół godzinie byłam już u podnóża gór. Podziwiałam piękne widoki dolin i wywyższeń. Nagle nie wiadomo skąd usłyszałam wołanie mojego imienia:
-Kamara!!! Kamara to ty?!
-Huh? Kto to? -rozejrzałam się dookoła, słyszałam znajomy mi głos więc się zaniepokoiłam.-
-Kamara..! Tak się cieszę, że Cię widzę. -jakaś wadera mnie przytuliła, odepchnęłam ją.-
-Kim jesteś? I co chcesz ode mnie?! -wykrzyczałam jej prosto w twarz nawet się nie przyglądając.-
-Nie poznajesz mnie...? Naprawdę? Tyle razem przeżyłyśmy... -tajemnicza wadera była trochę zawiedziona.-
-Zaraz... Arlien? To naprawdę ty? Ale jak to możliwe?? -skoczyłam jej na szyje przytulając się.- Dawno się nie widziałyśmy...
-Tak, minęło parę lat. -Arli uśmiechnęła się do mnie.- 
-Co tu robisz? Chcesz dołączyć do Watahy Wilków Popiołu? Będzie wspaniale! -zachwycałam się.-
-Niestety nie, należę już do innej watahy i raczej nie są mile nastawione do siebie.
-Co? Ale to wszystko psuje... Jak się Alfa dowie, że się spotykamy to mnie przecież wywali z hukiem z watahy... Więc co tu robisz? -zapytałam mierząc waderę wzrokiem.-
-Tak w zasadzie to Alfa z mojej watahy wysłał mnie na przeszpiegi po tej watasze... -zasmuciła się trochę Arli.- I oto jestem! -dodała potem lekko uśmiechnięta.-

Usłyszałam jak ktoś idzie, nagle zza drzewa ujrzałam... Nirvanę! Widocznie musiała iść do Tygrysiej Góry gdzie jest jaskinia Alf.
-Co tu się dzieje? -powiedziała i przyjrzała się mi oraz Arlien'ie.-
Ukłoniłam się a Arlien nie wiedziała co zrobić.
-Ciebie znam, dołączyłaś nie dawno? Kamara czyż nie? -powiedziała Nirvana przyglądając mi się uważnie.-
-Tak. -odpowiedziałam.-

Przez chwilę patrzyłam jak przyszła Alfa przygląda się mojej przyjaciółce.
-Czy to nie jest zwiadowca z wrogiej nam watahy? -dodała po krótkiej chwili.-
Arli nic nie powiedziała, było widać, że jest przestraszona. 
-Kamara. -powiedziała Nirvana.-
-Tak?
-Ty masz status zabójcy prawda?
-Tak. -odpowiedziałam krótko i wyraźnie.-
-Zabij tę osobę, niech wie, że na mój teren nie wolno wchodzić. -po chwili oddaliła się w kierunku Tygrysiej Góry.-
Nie wiedziałam co zrobić, przecież to moja przyjaciółka! Ale kwestionować rozkazy przyszłej Alfy? To była nie dorzeczność! Zaatakowałam "wroga", przygniotłam ją do ziemi i powiedziałam pół szeptem:
-Przepraszam... ale nie mogę kwestionować jej rozkazów... Mogłabym stracić mój dom który jest teraz tutaj. -przygotowywałam się do zabicia.-
Arlien próbowała się wyrwać z moich szponów. Usłyszałam poważny głos Nirvany:
-Kamara? Na co czekasz?
Po usłyszeniu tych słów wbiłam ostre zęby w szyje Arli, po chwili jej serce przestało bić. Odsunęłam się i patrzyłam jak moja była już przyjaciółka leżała w krwi. Spojrzałam na przyszłą Alfę, była już daleko od miejsca mojego spotkania. Szybko zmieniłam się w Feniksa i poleciałam do swojej jaskini. [...]
Rozmyślałam o tym wszystkim co się stało.
"A może by nie zauważyła gdybym ją puściła..." -te myśli ciągle krążyły mi po głowie.-
 Weszłam do swojej groty ognia, położyłam się niedaleko źródełka lawy zamykając oczy. Przez dłuższy czas nie mogłam zasnąć przez wyrzuty sumienia, ale po jakimś czasie udało mi się zasnąć.
[...]

 Do zadania nr 3.

Od Surinami

Szłam przed siebie, bylam bardzo głodna, poczułam zapach sarny. Gdy zapach stał się silniejszy Wychylilam glowę za krzaki, sarna tam była. Nie miałam siły po nią biec więc strzeliłam, oczywiście trafiłam w serce. Gdy szłam Ktoś zawołam
 - Co ty zrobiłaś?! Ta sarna była moja! Miała być moją kolacją! - To był głos waderki, najwyraźniej była bardzo zła dlatego postanowilam ją troche uspokoić dlatego powiedziałam
 - Sorki choć podzielimy się - Najwyraźniej ją to uspokoiło
 - Okej - Po tych słowach ruszyliśmi jeść, gdy skończyliśmy powiedziałam
 - Nazywam się Surinami ale mów mi Suri lub Sur jak wolisz, a ja ty się nazywasz?
 - Nazywam sie....

                <Jakaś waderka?>

Od Death cd Kazbek


Otworzyłam oczy, złożyłam skrzydła, którymi automatycznie podczas snu się zakrywałam. Spojrzałam w prawo i ujrzałam głowę basiora. Speszona tak bliskim kontaktem z wilkiem, bezszelestnie podniosłam się do góry i położyłam na drugim końcu jaskini. Z bezpiecznej odległości przyglądałam się śpiącemu Kazbekowi. Po niedługim czasie wilk się obudził. Wstał, przeciągnął swoje sprężyste ciało i podszedł do mnie.
-Od dawna nie śpisz ? - zapytał ciekawie.
-Wstałam chwilę przed tobą - odpowiedziałam.
-Jesteś głodna ?
-I to jeszcze jak - odparłam i podniosłam się do pozycji siedzącej.
-No to idziemy - oznajmił i ruszył przed siebie, a ja tuż za nim. Pierwszy raz od dawna nawiązałam z kimś dłuższy kontakt, który zapewne niedługo stracę... Nie chcę przez całe życie tracić osoby, na których mi zależy, a Kazbek zaczął chyba do takich należeć. Z rozmyśleń wyrwało mnie zderzenie z czymś miękkim. Weszłam w basiora. Gestem głowy kazał mi się schylić. Położyłam się tuż obok niego i podążyłam za jego wzrokiem. Nieopodal nas znajdowały się dwa ogromne smoki.
-Będzie niezłe śniadanko - oznajmił uradowany basior.
-To nie jest dobry pomysł... - powiedziałam.
-Ty bierzesz tego po lewej.
-Ale... - zaczęłam.
-Już! - warknął i wyskoczył w górę. Zrobiłam to samo co on, bo nie chcę zostać znowu przez niego zaatakowana. Nie potrzebuję powtórki z rozrywki. Wbiłam zęby w skrzydło smoka, które po chwili zaczęło obumierać. Kiedy zamieniło się już w proch skoczyłam na jego kręgosłup, ale bestia to przewidziała i przygniotła mnie do ziemi. Moje dwie tylnie łapy zostały zmiażdżone, lecz nie miałam zamiaru się poddać. Wzbiłam się w powietrze i dmuchnęłam na twarz smoka. Duchy z zaświatów zaczęły go atakować. Niestety byłam zbyt blisko ogona. Zamachnął się nim i wbił mi go prosto w brzuch. Odleciałam na 15 metrów. Kazbek bez problemu dawał sobie radę ze smokiem, ale kiedy zauważył mnie zamarł. Zaczął biec w moją stronę, jednak bestia złapała go i zaczęła miażdżyć. Chciałam mu za wszelką cenę pomóc tylko nie wiedziałam jak. Moc przodków... Zamknęłam oczy i całą swoją moc skupiłam na bestii, w której szponach znajdował się Kazbek. Nagle bestia wyrzuciła basiora ze szczęki i wylądował tuż obok mnie. Udało się... Po chwili wilk stanął na łapy cały i zdrowy. Podszedł do mnie i usiadł. Zamknął oczy i skupiał się na czymś bardzo. Moje tylnie łapy wróciły do swojego poprzedniego stanu. Z dziury na brzuchu przestała wyciekać krew i rana całkowicie się zagoiła. Ciężko mi uwierzyć, jak blisko śmierci przed chwilą byłam.
-Dziękuję... - wymamrotałam i nie wiem czego, ale wtuliłam się w jego puszystą sierść. Basior miał napięte wszystkie mięśnie i miałam wrażenie, że znowu wybuchnie. Odsunęłam się szybko od niego.
-Dziękuję za wszystko, ale...ale muszę już iść - powiedziałam i wzbiłam się w powietrze.

Od Moon cd Shadow'a

Kątem oka dostrzegłam, że Shadow odleciał. Zdziwiona uniosłam głowę.
„Gdzie on poleciał?” pomyślałam.
Postanowiłam, że skoro Shadow ode mnie odleciał ja pójdę do Amira. Ale… No nie wiem… Może będzie na mnie obrażony? Nie, nie na pewno nie. Ruszyłam na przód. Mogłam polecieć, ale jakoś tak niekoniecznie chciałam sobie skrócić drogę. Po jakiś piętnastu minutach weszłam do Lodowej Jaskini. Stanęłam ja wryta, gdy zobaczyłam moich ukochanych w jednym pomieszczeniu. Amir się uśmiechnął, a Shadow na mnie popatrzył, a następnie również się uśmiechnął. Podeszłam do nich wolno.
-C-co ty tu…robisz?- wydukałam do Shadow’a.
-Nie chcę żebyś była smutna. A ja się domyśliłem, o co chodzi.- uśmiechnął się basior.
Przytuliłam go, a potem ze łzami w oczach odwróciłam się do Amira. Shadow oddalił się i wyszedł z jaskini zostawiając nas samych. Z płaczem rzuciłam się na Amira, a ten mnie pocałował. Czy ja za każdym razem jak go zobaczę muszę płakać? Usiadłam przed basiorem i uśmiechnęłam się szeroko. Amir zrobił to samo.
-Tak się cieszę, że Cię znów widzę!- krzyknęłam.
-Ja też.- uśmiechnął się Amir i pocałował mnie kolejny raz.
-Nie jesteś na mnie zły przez Shadow’a?- zapytałam i pochyliłam głowę.
-W żadnym wypadku! Shadow to najlepsze, co mogło Cię spotkać!- krzyknął Amir i złapał mnie za pysk, a następnie podniósł go.
Uśmiechnęłam się lekko.
-Muszę znikać, kochana…- westchnął Amir.
-Dobrze…- szepnęłam i wtuliłam się w Amira.
-Kocham Cię!- zdążyłam usłyszeć i basior zniknął.
Przez kilka minut siedziałam w Jaskini, a potem wybiegłam z niej i rzuciłam się w ramiona Shadow’a, który przed nią siedział.


[Shadow’ku<3 ;D?]

Od Kamary cd Azazela


Po wciągnięciu basiora pod wodę, popłynęłam trzymając go za łapę najdalej jak można było od brzegu. Znaleźliśmy się pośrodku jeziora, wynurzyłam się razem z Azazelem i zaczęliśmy się chlapać. Zanurkowałam na metr potem wynurzyłam się z dużą szybkością, wskoczyłam na basiora i razem zanurzyliśmy się pod powierzchnie. 

Uśmiechnęłam się do niego wypuszczając bąbelki, on odwzajemnił uśmiech. Zaczęliśmy pływać razem pod wodą krążąc dookoła siebie. Wynurzyliśmy się patrząc na ryby pod wodą które były nie daleko od nas.

-Co ty na to... Kto pierwszy złapie rybę? Ale bez oszustw.-powiedziałam patrząc na pierwszą lepszą rybę.-

-Dobra, to kiedy zaczyn.. -zanim zdążył dokończyć ja byłam już pod wodą goniąc ryby.- Ej, miało być bez oszustw!- krzyknął i zanurkował za mną.-

Przez parę minut próbowaliśmy złapać byle jaką rybę, ale zanim zdążyliśmy przypłynąć na dwa metry do ławicy, ławica się płoszyła. Razem wyszliśmy na powierzchnie.

-Dobra... Można użyć mocy. -powiedziałam dysząc.- Ale! Tylko raz! Dobra? -spojrzałam na basiora.-
-Dobra... Ej patrz! za tobą jest smok wodny!
Odwróciłam się, ale tam nikogo nie było. Azazel w mgnieniu oka skoczył na mnie, zanurzyliśmy się. Po kilkunastu minutach Azazel złapał suma będącym niedaleko brzegu, ja cały czas byłam na środku próbując złapać rybę.

-Kamara! Chodź! -krzyknął z plaży.-

Wynurzyłam się i popatrzyłam na basiora który miał suma koło siebie. Popłynęłam do niego z głową wynurzoną nad wodą. 
Kiedy moje łapy dotykały już piasku, wytrzepałam mokre futro prosto na Azazela.
-Ej, dzięki. -powiedział sarkastycznie i wytrzepał się.-
-Heh, co to? Sum? Brawo, duży okaz. Ja nie miałam tyle szczęścia. -podeszłam do ryby delikatnie dotykając ją nosem.-
-Jak chcesz możesz ją zjeść, ja nie jestem głodny. -powiedział wyciągając się.-
-Ja też nie, ale i tak ją zjem. Przypiec ją trochę? -wzięłam rybę w szczękę i popatrzyłam na basiora.-
-Jak chcesz.
Zapaliłam się przypiekając rybę w paszczy, płonęłam tak parę minut. W końcu zdecydowałam, że wystarczająco sum jest przyrządzony. Przestałam płonąć i poszłam pod drzewo aby zjeść. Położyłam ją przed sobą i jadłam po kawałeczku. Basior usiadł przy mnie patrząc jak jem.

-Smakuje Ci? -zapytał.-

-Huh? Yy... Tak jest dobre. -odpowiedziałam.- Chcesz kawałek?
-Skoro Ci tak smakuje to nie będę ci zabierać. -zaśmiał się.-
-Nie no, chcę żebyś spróbował, sam ją złowiłeś. -wzięłam kawałek w łapę.- Jedz.
-Naprawdę, nie chcę. -cofnął głowę.-
-No dobra.. -udawałam, że zjadam ten kęs.-
Kiedy Azazel się przybliżył ja włożyłam mu kawałek ryby do pyszczka. Śmiałam się.
-Hahahaha, i co? Dobre? -uśmiechałam się.-
Basior połknął niewielki kawałek i potem dodał:
-Tak, nawet... nawet dobre. -uśmiechnął się lekko.-

Dokończyłam rybę. Oblizałam się, potem wzięłam ość, wykopałam mały dołek. Włożyłam tam resztki suma, potem zakopałam.

Azazel patrzył na mnie ze zdziwieniem.
-Dlaczego... to zakopałaś?
-Nie wiem, tak jakoś bez celu. -uśmiechnęłam się.-

Nadchodził zachód, patrzyłam na piękne słońce które dawało pomarańczowe promienie. Podeszłam do brzegu przyglądając się niebu oraz ptakom przelatującym na tle słońca. Azazel wstał i usiadł obok mnie.

-Patrz, teraz te ryby tu przypłynęły, a wcześniej nie chciały. -powiedziałam obserwując przepływające tuż przy powierzchni wody duże sztuki.-

Obserwowałam je parę minut czekając na odpowiedni moment aby jedną rybę złapać. Kiedy nadszedł ten czas, zanurzyłam bardzo szybko pysk otwierając go. Złapałam małą sztukę, wyjęłam pysk z wody wzięłam zdobycz w łapy i pokazałam basiorowi.
-Haha, też złapałam rybę, co tam, że mała ale jest. -zaśmiałam się.- 
-No brawo. -powiedział patrząc mi w oczy.-

Przenikliwe spojrzenie wywołało u mnie jakieś dziwne uczucie.. Dawno nie czułam tego uczucia. Ale co to jest? Co to za uczucie? Radości? Gniewu? Szczęścia? Miłości...?

Szybko odwróciłam głowę patrząc na wodę. Ryba w moich łapach zaczęła się wiercić, próbowałam ją złapać ale wyślizgnęła mi się z łap. Nie wpadła do wody ale wyskoczyła do góry. Wstałam aby ją złapać ale ona była nad basiorem, przewróciłam się na niego.
Był pode mną a ja byłam nad nim, spojrzeliśmy sobie w oczy. Nagle... pocałowałam go. Nie wiem jak, kiedy. Wstałam czym prędzej i zaczęłam biec w las nie zwracając na nic uwagi.

>>Azazel? Masz mi napisać długie opowiadanie x3<<

Od TenRey cd Shoku

-Dzięki, nic się nie stało i tak bym nie zginęła. Jestem nieśmiertelna i to jedna z moich wad. -próbowałam się uśmiechnąć, ale na czaszce za bardzo tego nie widać.- Ja chyba powinnam iść, nie chcę ci zrobić krzywdy.
-Krzywdy? Niby jak?
-Mam swoją złą stronę, istny morderca nawet nie będę wiedzieć kiedy cię zabije. Ale to tylko kiedy jestem naprawdę zdenerwowana.
-Aha, okej. -uśmiechnął się.- Chcesz coś zjeść? -zaproponował.-
-Nie dzięki, nie jestem głodna.
-To co robimy? Może się przejdziemy żeby zabić nudę? -zaśmiał się trochę.-
-Dobrze, może pójdziemy znowu nad to jezioro Wschodu? 
-Dobrze. -wyszliśmy razem z jego jaskini i udaliśmy się na wschód.-
-Dawno jesteś w watasze? -zapytałam.-
-Tak, dość długo. -odpowiedział idąc.- Poznałaś już kogoś z watahy? -zapytał.-
-Ymm.. Tak, jest taka jedna wadera, poznałam ją pierwszą ty jesteś drugi. 
-A, okej. Patrz, już jesteśmy. 
-To dobrze. -wchodziłam powoli do zimnawej wody.-
Napiłam się jej, nagle zobaczyłam w wodzie jednego z wielu magicznych duchów wody. Rozmawiałam z nim parę minut potem odpłynął.
-Co to było? -zapytał basior stojąc na brzegu.-
-To był duch, duch wszystkich magicznych stworzeń żyjących w podwodnym świecie. 


>>Shoku? Brak pomysłu na opo ;/ <<

Od An cd Dan

Wadera nagle zaczęła biec , dziwne , zazwyczaj nikt tak nie ragował na spotkanie ze mną. Poczułam ciekawość. Ruszyłam biegiem za uciekającym wilkiem. Danerys zatrzymała się dopiero na klifie. Podeszłam do niej powoli i usiadłam obok. Wyglądała na niespokojną.
- Czemu uciekłaś? - Spytałam.
- Ja... Po prostu nie chcę ci zrobić krzywdy...
- Spokojnie, W razie czego sobie poradzę - Powiedziałam i zaśmiałam się pod nosem , Da odpowiedziała na to uśmiechem.To co powiedziała tylko wzmożyło moją ciekawość. Przez chwilę siedziałyśmy tak w milczeniu wpatrując się w dal. Zaszło już słońce , ale nadal było w miarę jasno. Pod nami o skały uderzały fale. Zasłuchałam się , ale jedynie na parę sekund. Po chwili przerwałam ciszę. Byłam zbyt zainteresowana tą tajemniczością nowej...
-Co sprowadziło cię do naszej watahy?- Wadera milczała przez chwilę rozwarzając różne opcje.
-Bo wyrzucili mnie z poprzedniej... - Odpowiedziała dość oschle.
-Dlaczego ? - Dopytywałam się dalej , stwierdziłam , że tym razem nie będę zaglądać we wspomnienia wilka. Ona spojrzała na mnie , zawachała się ... Czułam w jej głowie niepokój . "Słyszałam" jak zadaje sobie pytanie "Powiedzieć to Alphie?".
-Wiem jestem wścibska , taka już moja natura , ale coś czuję , że jeśli zdradzasz mi tę tajemnicę zaoszczędzisz sobie i mnie kłopotów w przyszłości. - Uśmiechnęłam się do Dan.
(Danerys?)

Od Shoku cd TenRey

 
-Może cię oprowadzić? - zaproponowałem 
- ym , okej - Powiedziała 
Byliśmy prawie wszędzie został tylko Klif Samotnika . Poszliśmy tam . Usiedliśmy przy krawędzi , nagle Rey z suneła się . 
Natychmiast zmieniłem się w smoka i ją złapałem .
Poleciałem do mojej jaskini , zmieniłem się w wilka , położyłem ją na ziemi i czekałem aż wstanie.. .
Kiedy wstała zapytała się mnie : 
Co się stało? 
Zsunełaś się z klifu.. To była moja wina.. , nie powinienem cię tam zabierać .. albo po prostu nie pozwolić ci siadać przy krawędzi .. - odparłem 
Rey podeszła do mnie i powiedziała :
<Rey? >

Od Shoku cd Kiyoko



Uśmiechnąłem się do niej i zapytałem : 
Jesteś nowa to może cię oprowadzić?... - czekałem na reakcję wadery . 
Hm.. Okej.. - Wydawało mi się że coś ją trapi , ale nie zaczynałem tematu.. 
Pierw poszliśmy nad Smocze skały sobaczyliśmy dwa smoki... Jeden upadł martwy. Kiyoko dziwnie się mu przyglądała , jak by chciała do niego iść.. ale to było niebezpieczne. 
Czemu tak się przyglądasz temu smokowi ? - zapytałem 
Em...no bo... - nie dokończyła bo zaproponowałem pójście gdzie indziej..
Poszliśmy nad Plażę Marzeń. Usiedliśmy . Zapytałem jeszcze raz : 
Sorry że ci wtedy przeszkodziłem ale chcesz jeszcze dokończyć? 
Wadera , zastanowiła się i powiedziała :
<Kiyoko ? >