menu

sobota, 24 czerwca 2017

Od Mohadu



Dzisiaj poznałem ciekawego wilka. Opowiem wam, jak to się stało. Siedziałem jak zwykle w swojej jaskini, bawiąc się moimi pazurami. Zabiłem kilka myszy, jednak wolałem ich nie jeść. To zbyt "śmieciowe" jedzenie, jak na takiego wilka jak ja. Nie będę się poniżał jedząc szczury. Postanowiłem zapolować. Wnet rzuciło mi się w oczy spore stado łań, a na ich czele dorodnego jelenia. Tak, to on będzie moją dzisiejszą ofiarą. Schowałem się za drzewem i skuliłem, aż pod samą ziemię. Pazury przyłożyłem do trawy, aby nie wydawały żadnego dźwięku i mnie nie zdradziły. Najeżyłem sierść, aby przestraszyć jelenia i pobiegłem w jego stronę pokazując śnieżnobiałe kły.
Stado łań odbiegło dalej, ale jeleń chciał ze mną walczyć. Tak jak się spodziewałem, harda sztuka. Rzuciłem się na niego. Pochylił głowę do przodu, aby bronić się porożami. Wskoczyłem na jego poroża i zacząłem raptownie machać łapami, aby chociaż trochę go drasnąć. Roślinożerca jednak szybko mnie zrzucił. Próbowałem go zajść od tyłu, ale kopał. W końcu wpadłem na genialny plan. Zacząłem go straszyć i delikatnie ranić. Jeleń powoli się wycofywał, a następnie zaczął biec. Zagapił się na mnie , a ja podczas gdy biegł popchnąłem go w drzewo. Poroże jelenia wbiły się w korę, a ja byłem już na wygranej pozycji. Oparłem się o zwierzynę łapami i zaczynałem się już dobierać do jej karku, jednak przerwał mi głos jakiegoś wilka. Obejrzałem się za siebie i nikogo nie zauważyłem, a na dodatek mój jeleń dał radę wyciągnąć wbite poroże z drzewa i uciec. Zdenerwowałem się. Zobaczyłem, że ktoś rusza się w krzakach. To pewnie ten wilk. Skoczyłem na niego i przygniotłem do ziemi nieznajomego.

<Ktoś?>

Nagroda to leśna polana !

Od Kah'stana cd Abigail - Po prostu "Cześć"

Obserwowałem już od dłuższego czasu Wilczycę, krążyła tam  i zpowrotem w jednym miejscu. Była tak zajęta swoimi myślami że nawet mnie nie zaóważyła.
W końcu znudziło mi się jej obserwowanie więc powiedziałem:
- Co tak chodzirz ? Nawet nie zaóważyłaś kiedy przyszedłem, obserwuję cię już dobrą godzinę- Wilczyca drgnęła na dźwięk mojego głosu i popatrzyła się w moim kierunku
- Rozmyślam- odparła
- Nad czym ?-skrzyżowałem przednie łapy (nadal leżąc na głazie 3 metry nad ziemią
- Nie twoja sprawa- zaówarzyłem że zaczyna być elektryczna
- Straciłem pełną godzinę mojego cennego czasu na Ciebie więc jest to moja sprawa- Ciekawe jak się nazywa ...
- Abigail-powiedziała a mnie zatkało- Nazywam się Abigail
- Wcale cię o to nie..-przerwała mi
-...Czytam w Myślach-zazgrzytałem zębami nigdy nie lubiłem Wilków które szperały mi w głowie a ja nic na to nie mogłem poradzić
- A mogłabyś mi nie czytać?-poprosiłem
- Jak chcesz, a Ty ? Jak się nazywasz ? -usiadła na mchu
- Kah'stan- przedstawiłem się- Jesteś podobna do Kaliego ...
-Znasz go ?-popatrzyłam na mnie uważniej
- Tak, całkiem fajny-stwierdziłem
- Chodzę w kułko bo się z nim pokłuciłam...-powiedziała
- Aha-nie drążyłem tematu bo nie wchodziłem w osobiste sprawy
- Gdzie mieszkasz ?-spytała
- Jakieś 10 km z tąt- odpowiedziałem
Wstałem i zeskoczyłem ze skały
- Przespacerujemy się ?-popatrzyłam a nią

(Abigail)


Nagroda to muszla małży!

Od Silver



Siedzenie w jaskini zaczęło mnie męczyć. Vinci często był zajęty, a Thunder'a nie widziałam już od dłuższego czasu. Dni uciekały mi bardzo wolno. Miałam tyle rzeczy i przygód do opowiedzenia, ale.. Nie miałam komu ich opowiadać. Milczenie wprowadzało mnie już w szał. Rozejrzałam się. Pustka. Odwróciłam głowę w kierunku szmeru, niestety to tylko suchy liść.
- O nie, dłużej tak nie będzie.- Wrzasnęłam zdenerwowana.- Pobawię się w podróżnika.- Zaczęłam tworzyć plan. Chciałam odwiedzić na dzień, czy dwa jakąś inną watahę.- Wschód? Zbyt wrażliwi i dziwni.. Z moim ciężkim charakterem na pewno się z nikim nie dogadam, jeszcze się mnie przestraszą.- Zaczęłam myśleć ponownie.- Może południe? Też mocno się od nas różnią.. Nie dogadam się..- Powiedziałam sama do siebie markotnie.
- Czyli zostaje mi zachód.
Zjadłam coś, przemyślałam jeszcze raz całą sytuację i poszłam. Tereny zachodu niewiele różniły się od naszych. Unosiła się tam mgła, ale dużo rzadsza niż nasza. Gdzieniegdzie przebijało się z niej oślepiające słońce.
Przechodziłam obok jakiejś jaskini i usłyszałam hałas. Pobiegłam bliżej i zaczaiłam się w krzakach. Nieznane mi wilki kłóciły się przed jaskinią, później trochę ucichło. Wyszłam zza krzaków i jak gdyby nigdy nic przeszłam kilka metrów od nich. Jeden z wilków obejrzał się w moją stronę.

<Ktoś? :] >

 Nagroda to egzotyczne kwiaty!

Od Abry cd Kali - Życie jest Cudowne



Od kąt pojawił się Kali moje Życie nabrało jaśniejszych barw, oczywiście wcześniej też było kolorowe ale teraz miałam niezastąpionego kompana wszystkich moich pomysłów od najgłupszych po mądrzejsze. Byłam szczęśliwa od kąt doszłam do Watahy zyskałam Brata i Najlepszego Przyjaciela który podzielił taki sam entuzjazm do szaleństw co ja, braciszek Kah'stan zazwyczaj przemawiał nam do rozsądku i studził w zalążki warjackie pomysły. Ostatnio Kali wpadł na pomysł żeby nazbierać grzybków chalunacyjnych i znimi poeksperymentować, niestety nasze doświadczenia przerwał Kah'stan. Pewnie się zdziwicie czemu taka Wilczyca jak Ja jest taka dziecinna  i głupia..ale właśnie taka jestem na Prawdę, kiedyś na pewno zrobię się taka jak inni ale Teraz jeszcze na to nie pora...
Siedziałam na skalę i patrzyłam w dal, wielką bezkresną dal. Wsłuchiwałam się w pochukiwaniu sowy (tak,tak to jest noc), była pełnia Wielki Księżyc wychyną z chmór  wyłonił się w swej całej okazałości.
Rozłożyłam skrzydła i skoczyłam w przepaść, wiatr targał moim futrem. Słyszałam tylko  wiatr świszczący w uszach i błogą ciszę. W takie noce zazwyczaj kolekcjonowałam Szlachetne Kamienie, Minerały czy Diamenty. Uwielbiałam rużne świecidełka, szczególnie własnoręcznie wykopane. Zleciałam na małą poankę gdzie raczej nikomu nie będę przeszkadzać kopiąc w ziemi. Aktualnie poszukiwała Noc Kairu, uwielbiałam go najbardziej bo przedstawiał Niebo z Milionami gwiazd. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu mojego dzisiejszego Celu. Niestety jak na razie napotykałam tylko: Rubiny, Szmaragdy, Szafiry i Diamenty. Po myślicie jakim sposobem w jednym miejscu jest aż tak dużo Kryształów czy Kamieni szlachetnych, ale nie uwzględniliście dwuch spraw. Po pierwsze niektóre te świecidełka były wielkości ziarnka słonecznika więc wolałam takie Maleństwa zostawić w spokoju. Po drugie z zadowoleniem muszę przyznać że tutejsza ziemia jest bardzo bogata. Zdążyłam wykopać już parę dziur, zawsze po skończonej pracy zasypuję takie dziury żeby nikt nie wpadł.
- Kto tu wykopał tą Dziurę ?!-przestałam kopać i podeszłam do największej z wykonanych przeze mnie dołków
- A kto pyta ?-nachyliłam się nad krawędzią i aż się zaśmiałam- Kali coTy tutaj robisz ?
- Abii ?-zapytał
- Tak, nie rozpoznałeś mnie ?-popatrzyłam na niego 
- No...właśnie wracam do domu. Trochę źle widzę...
-... Co się stało ?-westchnęłam i rozłożyłam skrzydła, chwyciła Kaliego w puł i wyleciałam z nim na powieszchnię
- Obudziłem Niedźwiedzia, tak wiem że  to już wiosną ale on jeszcze spał...
-...no to już nie śpi..-dodałam
-...dostałem łapą w głowę, wszystko że mną okej ale przez ten twój dołek obawiam się że dostałem wstrząśnienia muzgu...
-.. a co ty robiłeś o tej porze przy gawrie misia ?-westchnęłam to był cały kali- Pomurz zasypać mi dołki to pójdziemy razem do domu...

(Kali?)

Nagroda to morska woda!

Od Kali cd Abigail - Kłótnia



Po prostu nie wierzyłem że to ona! Prawdę mówiąc zapomniałem o Abi... Strasznie się tego wstydzę, ale mało co pamiętam ze szczeniaka. Abigail ma za to bardzo dobrą pamięć... Zazdroszczę jej. Ale tylko gdy usłyszałem jej głos wszystko sobie przypomniałem. To jak się razem bawiliśmy i broiliśmy - byliśmy bardzo zgraną parą jeśli chodzi o robienie kawałów rodzicom. Albo że zawsze spaliśmy w legowisku... Tęsknie za tymi czasami, ale w sumie to częściowo wróciły - razem z moją siostrą.
Chwilę rozmawialiśmy w mojej jaskini, a potem wyszliśmy na zewnątrz bo "chciała mnie zobaczyć".
Patrzyłem na Nią dumny i pełen zachwytu. Wyrosła na bardzo zwinną wilczycę, a nie została takim tłuścioszkiem jakim była przez szczenięce miesiące. Miała długą grzywę, która ciągła się przez cały pyszczek. Po chwili przytuliła mnie i odczułem tylko parę łez wsiąkających w moje futro.
- Cieszę się że Cię widzę Kali. - Powiedziała szczęśliwym głosem.
- Ja też siostrunio... - Uśmiechnąłem się.
Odsunęła się ode mnie żeby lepiej mnie zobaczyć po czym powiedziała:
- Bardzo się zmieniłeś wiesz? - Zaśmiała się.
- No Ty też... - Zacząłem krążyć wokół niej żeby ją jeszcze lepiej zobaczyć.
Ona też zaczęła krążyć. Chodziliśmy w kółko dokładnie się sobie przyglądając jeszcze przez parę minut. Chodziła bardzo delikatnie, a jej kroków nie było słychać. Trzymała ogon w górze jakby chciała mi go lepiej pokazać. Miała praktycznie idealną figurę.
- Dziękuję - Powiedziała śmiejąc się.
- Nic nie mówiłem, za co dziękujesz ? - Zapytałem zaciekawiony.
- Serio nie pamiętasz że potrafię czytać w myślach ? - Powiedziała oburzona.
- A no tak... Zapomniałem, ale Ty przecież wiesz że mam słabą pamięć. - Powiedziałem spokojnie.
- Ale zapomniałeś o moich mocach ? Za szczeniaka cały czas ich używałam bo nie umiałam ich kontrolować ! - Powiedziała zdenerwowana.
- Wiesz co, pamiętam że szybko się wkurzasz... - Odrzekłem zirytowany.
- To chociaż tyle... Co jeszcze pamiętasz ze szczeniaka ? - Sprytnie zapytała. Podejrzewała już to że o Niej zapomniałem.
- Praktycznie nic... - Powiedziałem trochę smutnie.
- Na prawdę ?! Czyli mnie też nie ?! - Wykrzyczała już bardzo wkurzona.
- Ciebie też nie. - Powiedziałem trochę "chamsko", patrząc jej prosto w oczy bez żadnego żalu. Również się zacząłem denerwować bo zaczęło mi się przypominać że ona jest taka... Wkurzająca.
- Raczej... pamiętałem że mam siostrę, tylko nie mam żadnego wspomnienia z Tobą. - Skłamałem żeby ją trochę uspokoić. Tak na prawdę zapomniałem o Niej.
- Przypomnieć Ci ? - Zapytała spokojnie, po czym kiwnąłem głową na tak.
Przez długi czas opowiadała ze szczegółami Naszą historie "przed wypadkiem", jak to nazwała. Mówiła co robiliśmy jako szczeniaki i jak wyglądali Nasi rodzice. Gdy skończyła zapytałem o wypadek, bo nic nie kojarzyłem.
- Wypadku też nie pamiętasz... ? - Spytała załamana.
- Nie... - Powiedziałem zastanawiając się.
- No więc zacznę od początku... - Powiedziała biorąc głęboki wdech.
(Abigail)

Nagroda to koralowiec!

piątek, 23 czerwca 2017

Od Thundera cd Naomi - Ostatnia deska ratunku

Śledziłem tylko wzrokiem waderę.. I tak nie widziałem zbyt wiele, wszystko było bure i rozmazane. Dopadły mnie drgawki. Zostawi- Skazując mnie na śmierć? Czy raczej zmięknie, mimo mojego.. Nie pierwszego już występku?
                                                   ***
Byłem pewny tej drugiej opcji, jednak gdy zobaczyłem, że wadera odchodzi zdziwiłem się. Po chwili jednak zawróciła. A jednak, to było oczywiste. W mig otworzyła swoją torbę z ziołami, jednak nic przydatnego tam nie znalazła.
- Thunder, trzymaj się.. Dasz radę.. - Mówiła, trzymając moją łapę.
Nie wiedziała co robić, próbowała mnie przenieść, lecz byłem za ciężki.
- Pomocy! Czy ktoś pomoże?!- Wrzasnęła na całą okolicę, aż zapiszczało mi w uszach.
Wtem zjawił się jakiś basior. Wyglądał na muskularnego, biła od niego pewność siebie i duma. Potruchtał w naszą stronę i ze spokojem spojrzał na całą sytuację, jak gdyby nigdy nic.
- Pomożesz mi go przenieść?- Zapytała Naomi będąc na skraju rozpaczy.
- Nie panikuj. - Odrzekł sucho i wytargał mnie na swój grzbiet. Niezbyt delikatnie.
Biegliśmy dosyć szybko do jaskini wadery. Tam też położono mnie. Wadera zaczęła używać ziół i innych lekarstw. Miała tego całą masę. Widać było, że nie wie za co się zabrać.
Nagle poczułem ogromny ból brzucha. Nagły, straszliwie bolesny, pisnąłem cicho i zacząłem wymiotować sporą ilością krwi. Była tam krew i zjedzone przeze mnie gałęzie. Widocznie podrażniły mój żołądek. Zakręciło mi się w głowie i straciłem przytomność. Obudziłem się dwa dni później.
- Jak tam z nim?- Usłyszałem gruby głos.
- Kiepsko.. Gdyby się wybudził, to wszystko wróciłoby do normy. Ale śpi już od dwóch dni.. Martwię się..
-Naomi..- Szepnąłem, powoli otwierając swoje oczy.
Zobaczyłem dwa pyszczki nade mną. Jeden Naomi, a drugi.. Chyba tego basiora, który mnie przeniósł.
-Obudził się!- Krzyknęła wadera i uściskała mnie, a następnie basiora.
Zerwałem się. To jakaś rodzina, czy ktoś bliski, że go przytuliła? - Pomyślałem i poczułem się mocno zazdrosny.
- Nie zrywaj się tak, bo ci się zakręci w głowie.- Rzekł basior i przeniknął mnie wzrokiem.
- Nie pouczaj, dobrze wiem co robię..- Jęknąłem i położyłem się.
- No tak, tylko zawsze, gdy sam podejmujesz decyzje, to sprowadzasz na siebie kłopoty i omal nie umierasz..- Rzekła Naomi.
Basior się roześmiał.
- A tak w ogóle ty to kto?- Warknąłem mocno podirytowany.
- To Mohadu.- Odparła wadera.
- Jesteście rodziną?- Zapytałem.
- Nie..Po prostu przeniosłem cię do jaskini Naomi i zaczęliśmy rozmawiać.. - Opowiedział.
- Dokładnie tak..- Zaśmiała się.
Po chwili zaczęli ze sobą rozmawiać jakby mnie wykluczając. Zmierzyłem Naomi zdenerwowanym wzrokiem, a ona zrobiła markotną minę.
- Poczekaj, masz tu coś..- Rzekł basior, po czym wykonał sztuczkę i wręczył waderze kwiat.
- Dziękuję! - Ucieszyła się.
- Ja też tu jestem.- Warknąłem. - Idź stąd, denerwujesz mnie.- Krzyknąłem, a raczej próbowałem krzyknąć, bo mój głos był wówczas jedną wielką chrypą.
- Spokojnie.. Co się denerwujesz, śpij.. Musisz odpoczywać.- Powiedział Mohadu.
- Ja ci dam odpoczywać!- Zacząłem machać łapami próbując chociaż delikatnie drapnąć basiora.
- Thun, uspokój się.. - Odparła Naomi i położyła łapę na moim czole.
Nawet ona była przeciwko mnie. Czy nie widziała, że on ją podrywał..?
- Masz gorączkę.- Dodała.- Mohadu, myślę, że na ciebie już pora.. Musze się nim zająć.
- Dobrze, wpadnę jutro.- Odrzekł i wyszedł z jaskini, uśmiechając się zalotnie do wadery.
Popatrzyłem maślanymi oczami na Naomi.
- Czy ty.. Tego nie widzisz?- Wymamrotałem.- Nie życzę sobie, żeby przychodził tu jakiś basior.
- To moja jaskinia.
Zamilkłem. Nie miałem nic więcej do powiedzenia.

<Naomi?>

Nagrody to muszla małży oraz wodospad!

Od Kali cd Abry



Abii zaczęła zachowywać się dziwnie. Po chwili powiedziała nie pewnie, przerażonym głosem:
- Kali...
Spojrzałem na Nią znowu zaniepokojony. Zrozumiałem że coś jest nie tak.
- Harekef... pełznie w naszą stronę. - Dodała po chwili. W jej oczach było widać przerażenie. Ja też lekko się przestraszyłem.
- Co to za istota? - spytałem. Abii wtedy wytłumaczyła mi kim jest i jednocześnie przypomniała.  W przeciwieństwie do Hydry, Harekefa miałem już okazję zobaczyć, z daleka, ale dobrze mu się przyjrzałem. Nie warto z Nim zadzierać. (...)
Nagle poczułem lekkie fale uderzające w moje plecy. Przez chwilę nie wiedziałem o co chodzi, ale Abii dała mi znak żebym szedł za Nią. Dotarło do mnie, że to właśnie Harekef wyłonił się z pod wody. Rodzice zdążyli mnie nauczyć jak postępować z tym gadem, więc wiedziałem że trzeba jak najszybciej uciekać. Widać było że Abii chce powoli iść w stronę domu, tak jakby zakradając się. Pociągnąłem ją więc za kark, żeby zaczęła biec. Abra przewróciła się, chwilę się turlając. Popatrzyła na mnie krzywym wzrokiem leżąc na ziemi. Wtedy w miejscu w którym przedtem stała uderzył Harekef. Zaczęliśmy biec jak najszybciej się dało.
- Biegnij ! Szybciej !! - Krzyknąłem do Abry rozpędzając się. Po chwili zorientowałem się, że ona nie da rady. Na chwilę się zamyśliłem po czym wpadłem na pomysł. Stanąłem w miejscu po czym krzyknąłem:
- Mam plan, tylko rób to co mówię, okey ?
- JASNE! - Krzyknęła z powagą Abra już podbiegając do mnie. Było już słychać jak łamią się drzewa w oddali. To musiał być ten ogromny wąż - pełzną do nas.
- Wsiadaj ! Szybciej będzie jak Cię zabiorę. Wiesz że jestem szybszy. - Powiedziałem
- Mam lepszy pomysł. - Powiedziała Abra wskakując na moje plecy. Przednie łapy położyła na moich plecach, a tylne na ziemi - to dopiero wyglądało... DZIWNIE. Przeprosiła, po czym mocno chwyciła mnie za kark.
- Aaaa !!! Co Ty robisz ?!?! - Krzyknąłem na Nią wkurzony.
- Muszę Kali ! - Powiedziała.
Odepchnęła się mocno od ziemi po czym rozwinęła swoje skrzydła. Wyleciała bardzo wysoko, nad las.
- AAAAAA !!! WARIATKO !!! UPRZEDZAJ, WIESZ ?! - Krzyknąłem przerażony, po czym skupiłem się żeby nie spaść.
- Hahaha - Zaśmiała się Abra - No przepraszam, ale chyba wolisz to, niż zginąć w paszczy tego stwora. - Znów się zaśmiała.
Usłyszałem znowu coś podobnego do łamania drzew. Przestraszyłem się i zamilczałem. Chciałem zobaczyć, czy usłyszę to ponownie.
- Co Ty tak siedzisz cicho ? - Zapytała Abra ze śmiechem.
-  Bądź cicho. Zdawało mi się że coś słyszę... - Powiedziałem po czym spróbowałem się obrócić, żeby zobaczyć czy ten potwór się nie zbliża. Niestety nie mogłem się obrócić.
- Mógłbym wsiąść na twoje plecy ? Muszę zobaczyć czy ten stwór za Nami pełznie... - Spytałem.
- Yyyyy... - Zaniemówiła. - A nie lepiej żebym to ja się obróciła ?
- Nie, bo jeśli Nas śledzi, to może Nas złapać jak zahamujesz...
- No dobra, wchodź - Powiedziała zrezygnowanie, po czym puściła mnie. Zacząłem krzyczeć. Abii podleciała pode mnie i złapała na swój grzbiet.
- Ufff, dzięki. - Powiedziałem. Traciłem równowagę, więc położyłem się na Niej chwytając się jej futra.
- Nie za dobrze Ci tam ? - Zapytała Abra ze śmiechem.
- Hahah. - Zaśmiałem się, po czym obejrzałem, żeby zobaczyć czy potwór Nas śledzi.
- I co ? Pełznie ? - Spytała.
- Yyy, no nie, chyba. - Powiedziałem.
- No to lądujemy. Akurat tu są Nasze jaskinie. - Powiedziała. Znowu usłyszałem ten dźwięk...
- UWAŻAJ ! - Krzyknąłem.
Abra momentalnie zaczęła lecieć bardzo szybko do góry. Usłyszeliśmy dziwny trzask, po czym zobaczyliśmy głowę potwora kilkanaście metrów pod Nami. Obydwoje spanikowaliśmy, a Abra zaczęła bardzo szybko lecieć. W końcu pod nosem powiedziałem "Kurde, czego Ty chcesz...".
- Powinieneś... wiedzieć. - Usłyszeliśmy z oddali. Zacząłem się rozglądać. Po chwili, obok Nas znowu pojawiła się jego głowa. Abrę zamurowało.
- Weszliście... na mój teren. - Powiedział. - Nigdy więcej... nie chcę... Was tam widzieć.
Zamilkliśmy.
- Języka w gębach... Wam brakło ? - Powiedział groźnie Harekef.
- Nie. - Odparłem.
- A więc... Zrozumieliście... ? - Odparł.
- Oczywiście. Nigdy więcej. - Powiedziała Abii, a głowa Gada powoli zaczęła wycofywać się w dół. Jego groźny wzrok nie spuszczał Nas z oka. W końcu jego głowa znikła w koronach drzew.
Bez słowa dotarliśmy i wylądowaliśmy.
- To było.... Dziwne. - Powiedziała Abra śmiejąc się pod nosem.
- Racja. - Odpowiedziałem. - Dużo rzeczy się dzisiaj działo... Uff. Cieszę się, że jesteśmy już w domu.
- Ja też. - Uśmiechnęła się Abra.
Zaczęła się mi przyglądać, po czym podeszła i przytuliła mnie. Ja ją przerzuciłem na ziemię i stanąłem nad nią. Schyliłem lekko pysk, żeby móc na Nią patrzeć. Ona cicho zaśmiała się, a ja zrobiłem to samo.
KONIEC

Nagrody to list w butelce oraz muszla małży!