Menu

Get your dropdown menu: profilki

Domena watahy

Domena watahy

środa, 27 sierpnia 2014

Od Tasiry CD Anguy

Obejrzałam dokładnie łapę po czym uniosłam wzrok na An.
-Wiesz znam kogoś kto mógłby mi pomóc-powiedziałam
An uniosła wzrok.
-Naprawdę?-spytała z lekkim uśmiechem
-Tak ale to nie zwróci mi łapy ale może ją zastąpi- powiedziałam
-Co masz na myśli?
-Czkawka partner Inez był człowiekiem a ludzie potrafią robić te...no...protezy czy coś może zrobią ją i mi- powiedziałam
-To może się udać-powiedziała
-To na co czekamy?-powiedziałam i prubowałam wstać ale opadłam na skórę niedźwiedzia na której leżałam.
-Teraz nie dasz rady jesteś za słaba
-Nie przesadzaj dam radę- powiedziałam i ponownie spróbowałam wstać.
Udało mi się ale z trudem utrzymałam równowagę. Mimo bólu zaczęłam powoli iść.
-An idziesz czy nie- spytałam i popatrzyłam na nią
Wadera westchnęła i podążyła za mną.
-Ale ty jesteś uparta- powiedziała i pomogła mi iść.
Doszłyśmy tak do jaskini Inez i Czkawki.
Inez? An? Czkawka?

Od Valerii cd. Anguy

- Racja! Niniejszym oświadczam, że jeśli jakikolwiek człowiek postawi na tych terenach stopę osobiście podam mu dużą dawkę strachu! Niech będzie widział same najgorsze rzeczy! Niech zmaterializują się jego najgorsze koszmary! Niech nie będzie mógł spać nocami! Niech prześladują go demony i duchy! Nie odpędzi się od wilczycy, która włada iluzją! O nie! Musi zaznać co to znaczy wilczy gniew! - powiedziałam z entuzjazmem.
- I to rozumiem! - poparła mnie An!
- Będziemy walczyć do ostatniej kropli krwi! Do ostatniego wilka! - dodałam.

(An? Hahah, jakie przemowy.)

Od Anguy cd Tasiry

-Przepraszam - Powiedziałam .
-Nic nie szkodzi - Odpowiedziała Tasi z przylepionym uśmiechem.
- Ten wilk już nie żyję - Wyszeptałam - Choć ta śmierć nie wydaje się dla mnie wystarczającą ceną ... Nie powinnam do tego dopuścić ...
-An to nie twoja wina - Tasi chciała mnie pocieszyć . Westchnęłam cicho i spojrzałam w ziemię.
(Tasi , sorry ale ni mam weny)

Od Anguy cd Vel

-A co oni mogą nam zrobić? To my jesteśmy potężni , to my posiadamy magię! A co oni mają? Boroń? My też ją mamy! Co więcej nie mogą nas zabić! Nie dadzą rady , okraść też nie! - Gdy skończyłam swoją przemowę Val wpatrywała się we mnie z wytrzeszczonymi oczami.
-A jeśli nie? - Zaczęła - A jeśli dadzą radę nas zabić ?
-Wystarczy wzbudzić w nich strach , panikę ! Sami się poddadzą , strach zacznie rządzić ich duszami!
(Val?)

Od Val cd An

- Co ten człowiek tutaj robił? I czemu go nie zabiłaś? - spytałam zszokowana.
- On już tu nie wróci, a nie odebrałam mu życia, ponieważ te jego psy wzbudziły we mnie ogromny podziw. - odpowiedziała, po czym powróciła do postaci wilka.
- Rozumiem... przepraszam. - wbiłam wzrok w ziemię.
- W porządku, nic się nie stało. - uśmiechnęła się.
- Miejmy nadzieję, że to się już nie powtórzy, chociaż pewnie i tak ludzie znowu tu wrócą. Zaczną mordować i plądrować nasze ziemie ze wszystkich bogactw, a na miejsce zielonej trawy, rozłożystych drzew oraz kolorowych kwiatów wstąpi ognień i krew. Wilki zostaną albo zabite, albo wygnane i nigdzie nie będzie już dla nas miejsca...

(An? Zbyt dużo dramatów się naoglądałam.)

wtorek, 26 sierpnia 2014

Od Anguy cd Valeri

Nigdzie nie widziałam pozostałych łowców lecz byłam pewna iż Val już się nimi zajęła. Ruszyłam w stronę wodospadu i w myślach wysłałam waderze wiadomość : " Będę tak gdzie zwyklę". Szłam powoli jakoś mi się nie śpieszyło. Rozglądałam się jak gdybym szła tędy poraz pierwszy. Wiał lekki wiatrek , ptaki śpiewały , w około latały kolorowe motyle. Dochodziła piąta a słońce grzało jeszcze dość mocno. Trawa zieleniła sie i tylko w nikturych miejscach jej piękny kolor psuły plamy zaschniętej krwi. Gdy byłam już prawie na miejscu zauwarzyłam iż przy jeziorze siedzi człowiek. Tez sam któremu darowałam życie. Tuż przy nim leżał pies a dugi pił wodę z jeziorka. Mężczyzna miał prowizorycznie zabandażowaną rękę. Krew przesiąkała przez materiał. Zaczęłam powoli skradać się w jego stronę jednak jeden z psów musiał mnie wyczuć bo zaszczekał , myśliwy odwrucił się i odruchowo chwycił skrzelbę. Już chciał wystrzelić gdy nagle ze zwierzęciem stojącym przednim zaczęło dziać się coś dziwnego . Jego ciało wydużyło się , sierść zaczęła znikać. Zamiast łap zwierze ... Znaczy nie zwierze człowiek miało ręce i nogi. Na ramiona kaskadą opadła fala karminowych włosów. Oczy stały się większe lecz nadal emanowały tym dziwnym lazurowym blaskiem. Zamiast wilka patrzyła teraz na niego kobieta , wolno odłożył dubeltówkę na ziemię. Patrzył na nieznajomą ze strachem w końcu przed chwilką była zwierzęciem :
-Nie masz prawa tutaj przebywać - Powiedziałam władczyni tonem , odpowiedziała mi głucha cisza.- Odejdź z tąd ! I nigdy nie wracaj! Nie mów nikomu o tym co tu widźałeś! Nie szukaj swoich kolegów , żaden z nich nie żyje , ty też mogłeś ! A jednak nie zabiłam cię , lecz cały czas mogę zmienić zdanię , jeśli jeszcze raz zobaczę tu ciebie lub innego człowieka , to będzie koniec! - Człowiek patrzył na mnie z przerażeniem , nie patrzył mi jednak w oczy nawet nie patrzył na twarz jednak wpatrywał się w wyrastające z moich pleców ogromne skrzydła. Nie czarne jak zwykle a białe mienionce się w słońcu tysiącem kolorów. Moje słowa jak gdyby do niego nie docierały. Psy stojące obok szczekały a człowiek jak sparaliżowany z wytrzeszczonymi oczami cały czas patrzył w jeden punkt. Podeszłam więc bliżej i krzyknęłam:
-Odejdź z tąd bo nie znikniesz z tąd żywy! - Te słowa chyba już dotarły bo myśliwy zetwał się z siedzenia zostawiając na ziemi wszystkie swoje żeczy zaczął biec w stronę granicy watahy za nim w oddali znikały psy. Dla pewności wysłałam za nim kule energi której zadaniem było wyczyszczenie jego pamięci. Wtedy za sobą usłyszałam czyjeś słowa. Odwruciłam się za mną stała Valeria.
(Val?)

Od Val cd. An

Angua zdążyła załatwić dwóch z czterech dezerterów, pozostali gdzieś zniknęli. Zaczęłam się nerwowo rozglądać, a nóż widelec kogoś wypatrzę. Nagle obok mojego policzka śmignęła gilza (tutaj nabój) rościnając mi skórę. Odwróciłam gwałtownie głowę. Stał za mną wysoki mężczyzna i ładował naboje. Warknęłam groźnie, po czym rzuciłam się na człowieka. Ugryzłam go w rękę. Krzyknął boleśnie upuszczając broń. Skorzystałam z okazji i zacisnęłam szczęki na jego szyi. Upadł na ziemię z przerażeniem w oczach.
- Słabiak. - syknęłam i zaczęłam węszyć za drugim zbiegiem. Wyczułam go wśród krzewów, jednak zanim go zaatakowałam zdążył wystrzelić we mnie kilka ślepaków (nabój). Szybkim ruchem wzbiłam się w powietrze i wylądowałam za człowiekiem. Spojrzał na mnie z nienawiścią, po czym ponownie wystrzelił. Ukryłam się w skrzydłach, które stworzyły pole siłowe. W pewnym momencie mężczyzna zrozumiał, że nie ma szans i rzucił się do ucieczki.
- Espelhos! (Portugalski - lustra) - szepnęłam. Człowieka otoczyły moje kopie. Stanął jak wryty, zaczął się rozglądać za drogą ucieczki. Odsunęłam skrzydła i skoczyłam na niego. Byłam wściekła za to, że nas mordują i wyniszczają. Im dłużej patrzyłam na jego wstrętną twarz tym bardziej chciałam go zabić. Wbiłam pazury w jego klatkę piersiową. Zawył przerażająco.
- Boli, prawda? Teraz wiesz co my czujemy. - uśmiechnęłam się szyderczo, po czym rozszarpałam mu gardło. Poczułam w pysku smak krwi, moje śnieżnobiałe zęby zostały zaplamione szkarłatną wodą z ciała ofiary. Odeszłam od dwónożnej bestii i zaczęłam szukać Anguy.

(An?)

Od Shoguna cd Valki

Ta wadera CAŁA emanowała mrokiem. Nie wróżyło to dobrze. Wciągnąłem jej zapach już kilka dni temu,ale jak dotąd nie mogłem jej znaleźć. Wytężyłem wzrok i zobaczyłem jak wadera mruży oczy. Jeśli je ma...
Rozłożyłem skrzydła i niepewnie zacząłem się zbliżać do strumienia. Wilczyca spłoszona wstała i skrzywiła się.
- Kim jesteś ? - spytała dziwnym,metalicznym głosem
- Shogun. A ty? - obejrzałem ją ze zdziwieniem
- Valka. - wydukała wilczyca
(Valka?)

Od Necro cd Tasi

- Świetnie. - odparłam ironicznie i spojrzałam na trupa wilka i na swoją ranę. - Ciekawe czy mu smakowałam...
Tasira roześmiała się.
- Opatrzyć ci tą ranę? - spytała głosem zatroskanej mamusi
-   Nie musisz się  tak o mnie troszczyć. W ogóle to od czego jest magia?- uśmiechnęłam się i wyjęłam z apteczki maść, nakładając ją sobie na biodro
Po kilku sekundach po ranie nie było ani śladów.
- Czas trochę posępić. - moja siostra zatarła łapy i wzięła się za przeszukiwanie martwego Billa
Ja wzięłam się za Whilliama i po chwili stałam gotowa do drogi z torbą pełną zapasów i wody oraz bandażami oraz kupką ludzkich pieniędzy. Tasi wyjęła mapę.
- No dobrze teraz na zachód i potem przy Kotlinie Impów w lewo, potem ominiemy Zatokę Faunów i Łąkę Maków i powinnyśmy być w grzybowym lesie.
( Tasi?)

Od Tasi cd An

Jedyną zaletą tego że zemdlałam było to że nie czułam bólu. Właśnie gdy zemdlałam... Gdy zaczęłam odzyskiwać przytomność odczułam każde zadrapanie, każdą złamaną kość i obite miejsce na moim ciele. Gdy tylko drgnęłam moje ciało przeszywała fala bólu tak strasznego że prawie ponownie straciłam przytomność. Leżałam więc nieruchomo. Miałam złamaną prawą przednią łapę, rozwaloną głowę, wielką szramę ciągnącą się od lewego uda aż po lewą łopatkę oraz naderwane prawe ucho. Nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Nagle obok mnie wylądowała Angua. Mimo bólu uśmiechnęłam się i wydałam z siebie zduszony odgłos.
-Zaraz ci pomoge Tasi...-powiedziała i uniosła mnie mocą. Ponownie poczułam okropny ból tak silny że ponow ie zemdlałam. Ocknęłam się ponownie w czyjejś jaskini. Nie byłam w stanie określić czyjej ale wiedziałam że nie była to moja jaskinia. Na całym ciele miałam bandaże i szwy. Uniosłam wzrok. Koło mnie paliła się mała świeczka. Resztkami mocy sprawiłam że mogłam mówić po czym moja moc się wyczerpała. Najpewniej moje moce wrócą za miesiąc góra dwa.
-An jesteś tu?-spytałam cichym ochrypłym głosem
-Jestem nie ruszaj się twoje rany są zbyt wielkie nie mogę cię uzdrowić mocą a nawet gdybym sprubowała to nic by to nie dało- powiedziała
Moje oczy rozjaśniły nieco pomieszczenie. Okropnie bolała mnie prawa przednia łapa. Gdy na nią spojrzałam oniemiałam. Zamknęłam oczy i zaczęłam z trudem oddychać.
-Przepraszam Tasi ale nie dało się uratować twojej łapy...-szepnęła
Miałam odciętą łapę do nadgarstka(nie całą)
Westchnęłam.
-nie szkodzi zawsze mam jeszcze drugą-zaśmiałam się cicho.
(An co ty na to?)