Menu

Get your dropdown menu: profilki

Domena watahy

Domena watahy

czwartek, 23 października 2014

Od Mack'a - Ciąg dalszy miłości

Mack po spotkaniu z Safriną poszedł na klif samotnika i rozmyślał co zrobił źle . Zasną . Obudził go głos wilka to był Vivi mówiąc :
-

[Vivie]

Od Zuki - wspomnienia, dobre, czy złe?

 Pamiętam, jak wybrałam się z przyjaciółmi na wilczy obóz. Było to za czasów gdy byłam wilczą harcerką. Tak, istniało coś takiego. Jechaliśmy na jednym, ogromnym smoku. Większego w życiu nie widziałam. Usiadłam na nim obok mojej przyjaciółki Airotkiwy, którą nazywaliśmy Wiśnia, lub Owca. Tuż za nami usiadło dwóch basiorów. Od początku wyprawiali głupoty. Ale dużo się pośmialiśmy. Jeden z nich miał na imię Kenaj, a drugi Glas. Od razu przypadli mi do gustu. Airotkiwa zraziła się trochę do Kenaja, ja za to nie miałam nic do żadnego z nich. Szczerze mówiąc, bardziej polubiłam Glasa. Pilif w porównaniu z nim był zaledwie małym punkcikiem. Okazało się, że był on tylko epizodem w moim życiu. Długo jechaliśmy nad Wielką Wodę. Całą noc. Pierwszego dnia nic specjalnego się nie działo. Przygotowywaliśmy sobie namioty. Każdy wybrał sobie posłanie. Codziennie rano była rozgrzewka. Biegi, skoki i tak dalej. Były nawet ćwiczenia kamuflujące. Zmienialiśmy się wtedy w ludzi i zachowywaliśmy się jak oni. To tak w razie odnalezienia przez nich naszego obozu. Pewnego dnia moja przyjaciółka Yram miała zły humor. Tęskniła za swoim przyjacielem Dannym. Postanowiłam rozbawić ją sepleniąc.
-Łodynie Potęszny!-krzyknęłam, a Yram się zasmiała, inne wadery z namiotu także.
 Krzyknęłam ponownie, wtedy do namiotu wskoczył Glas krzycząc:
-Odynie Wszechpotężny Thorze Wszechmogący!
 Zaśmiałyśmy się ponownie. Zamieniłyśmy parę słów z Glasem, po czym wróciłyśmy do swoich zajęć. Następnego dni Glas zadał dość nietypowe pytanie... Nie ważne. Później wzięłam sobie wartę z Airotkiwą, która gdzieś poszła i zostawiła mnie samą pod naszą flagą z widniejącym na niej smokiem. Stałam nieruchomo, gdy zauważyłam, że Glas i Kenaj idą w stronę swojego namiotu. Zatrzymali się.
-Co ty robisz?-zapytał Glas.-Flagi pilnujesz?
 Skinęłam głową.
-A powiedz coś.
-Coś.
-A kto ty jesteś?
-Wilczek mały-powiedzieliśmy całą trójką, po czym zaczęliśmy się śmiać.
 Dzięki nim ten obóz był niesamowity. Ja... zakochałam się. Po prostu się zakochałam.
 Po obozie gdy zaczynałam pierwszy rok Wilczej Akademii w Torreych okazało się, że Glas jest tam na trzecim roku. Nie rozmawialiśmy jednak zbyt często. Pewnego dnia spotkaliśmy się na łące. Porozmawialiśmy dłużej. Nagle nastało milczenie. Po chwili Glas spojrzał na mnie i zaczął śpiewać:
(wiem, że początek piosenki z tym "e" jest bez sensu)



Podczas śpiewania zmienił się w człowieka, ja także. Wstał, wziął mnie za ręce i poderwał do góry. Przyciągnął mnie do siebie i zaczęliśmy tańczyć. Cały czas patrzył mi w oczy. Czas się dla nas zatrzymał. Na świecie byliśmy tylko we dwoje. Kiedy skończył śpiewać przybliżył swoją twarz do mojej. Wtedy usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk wadery. Wybiegła z lasu. Wyglądała tak:



Stanęła przed nami. Chyba rozpoznała w nas wilki, bo wypowiedziała jedno słowo:
-Uciekajcie...
 I padła martwa, a z pyska zaczęła wyciekać krew. Usłyszeliśmy szum dobiegający z lasu. Nad nami zebrały się czarne chmury. Wiatr wyginał drzewa. Puściliśmy się biegiem w stronę wioski. Gdy się obejrzeliśmy, zauważyliśmy sunące za nami tysiące postaci.


-Szybciej!-krzyknął Glas i przyspieszyliśmy.
 Po chwili na drodze stanął nam stwór, trzymający w łapach kolejnego martwego wilka. Puścił go. Ten spadł na ziemię i wzniósł tuman kurzu. Był rozpruty. Sprawca spojrzał na nas. Wyglądał tak:


 Zaskrzeczał i podszedł do nas. Glas wyciągnął zza pleców sztylet i uderzył stwora w łeb. Znów uciekaliśmy. Słyszeliśmy tylko wściekły ryk potwora. Zapewne nas gonił. Stanęliśmy, gdy skrzeki umilkły. Nagle Glas upadł na ziemię. To ten potwór, który nas gonił. Złapałam Glasa za rękę, jednak puściłam. Bestia była za silna. Tak straciłam jedyny sens mojego życia.
Czy aby na pewno?

 C.D.N

poniedziałek, 20 października 2014

Od Viviego cd Mack'a "Wpieprzam sie w opo"

Usłyszał znajomy głos na plaży. Przeskoczył kilka razy przez polanę i zaklął słysząc strzelanie swoich kości. Stanął na piasku i ujrzał Safrinę z jakimś wilkiem.
Spokojnym truchtem podszedł do towarzystwa.
- kogo my tu mamy..- Zaczął wesoło ale jak zobaczył kwiaty i naszyjnik, zmienił ton głosu. Spojrzał podejrzliwie na Safrinę, która jedynie westchnęła i przewróciła oczami.
- Chłopie, co ty z tymi badylami masz zamiar zrobić?- Przystanął obok wilczycy. 


<Mack?>

Od Mack'a cd Safriny

Zmieszany i trochę odpowiedział :
- Chciałem dać ci ten naszyjnik i kwiaty - wyjąkał wiedząc że Safrina nie podziela jego uczucia i z lekka lekceważy .....


[Safrina ?]

Od Tasiry cd Viviego

-Bo dawno cię nie było-powiedziałam i spojrzałam na wilka
-A co tęskniłaś?-powiedział i wyszczerzył łobuzerski uśmiech odwracając się
-Pff ja? Ja za nikim nie tęsknie...-powiedziałam-Właściwie to mogę nawet tu zdechnąć i jakoś mi to nie przeszkadza...
-Mhm jasne widać to po tobie że tęskniłaś-powiedział
-Mów co chcesz ja wiem swoje-powiedziałam-A gdzie tak właściwie byłeś?-spytałam
Vi? Bo nudy :P

Od Safriny cd Mack'a

Gdy siedziałam w jaskini, jeden z posłańców przyniósł mi list od Mack'a. Westchnęłam ciężko i dość niechętnie poszłam na plaże, dobrze wiedząc co mnie tak czeka. Po paru minutach byłam na miejscu i rozejrzałam się szukając go. W oddali zobaczyłam wilka i podeszłam.
-Mów co chcesz wiedzieć - zaczęłam bez dalszych wstępów, lekko zmieszany wilk popatrzył na mnie i po chwili powiedział
-Chciałem tylko wiedzieć co się działo gdy mnie nie było... - wyjąkał
-Sierra zniknęła, straciłam ojca i brata i tyle, An ma szczeniaki - uśmiechnęłam się lekko - u Inez dużo się pozmieniało ale ja sama tego nei ogarniam hah... - parsknęłam - Viv gdzieś się zapodział.. - dodała bardziej do siebie
-Kto ?
-Emm.. w sumie może go kiedyś poznasz - zaśmiała sie sztucznie - coś jeszcze chcesz wiedzieć ? -ponagliła go trochę


<Mack ?>


Od Viviego "Powrót Na Wilcze Łono"


Deszcz lał
niemiłosiernie. Drzewa, wciąż były ozdobione złotymi i
czerwonymi liśćmi, lecz droga pod nimi zmieniła się w rzekę
błota. Vivi przekroczył granicę watahy, brodząc łapami w
uporczywym bagnie.
Jego brązowe oczy wbiły się w dal a na pysku
ciągle gościł uśmiech. Wciąż zachował swój zawadiacki
styl, lecz teraz jego wyraz miał lekko ponury charakterek. Stawiał
kroki twardo, rozważnie, ociężale. Jego futro było oblepione
błotem, brudem i krwią. Był wychudzony a sam kulał na lewą nogę
.
Podniósł łeb ku drzewu na którym spotkał
pierwszą wilczycę z tego stada. Usiadł pod nim uciekając przed
deszczem. Ciężkie krople spływały po jego pysku, ukazując kilka,
drobnych blizn. Płynęły ku jego szyi i plecach ,blizny i otarcia
do sznurów, mokre futro jakby przyklejone do żeber,dziwnie
pulsująca w oddechu pierś z wypływającą czarną posoką, gdzie
nie gdzie łyse miejsca a w nich jeszcze nie zasklepione rany.
Odetchnął głęboko z czym towarzyszył nagły atak kaszlu.Nagle
pogoda się zmieniła. Deszcz ustał a przez chmury zaczęło
ukazywać się słońce. Zamknął oczy.
Nagle usłyszał szelest
liści za swoimi plecami.
- Dzień dobry. Dawno się nie
widzieliśmy.- Rzekł nie odwracając głowy. Jego głos miał
nieprzyjemną chrypę i coś było czuć, że tak mu już
zostanie...


(Może być ktokolwiek... mrau.)

Od Necro cd Kaided

Przez sekundę myślałam,że jest pod wpływem jakiegoś uroku,ale to mi się nie zgadzało.
- A niby dlaczego? Dostarczyłaś mi świetnej rozrywki. - uśmiechnęłam się (a przynajmniej próbowałam) - I dzięki tobie mogłam przetestować magię w walce.
Mimowolnie wniknęłam jej w umysł. Co?! Jaka druga szansa? To ona pierwsza zaczęła! Ale dobra nie będę wszczynać bójki,w końcu to nie moja praca.
(Kaided?)

niedziela, 19 października 2014

Od Astrid cd Inuyashy

Poszłam w stronę wodospadu gdy doszłam usiadłam na brzegu i obmyłam ranę na karku.
-Ja mu jeszcze pokaże-powiedziałam sama do siebie. Popatrzyłam w tafle wody i myślałam nad czymś...
Po pewnym czasie wstałam i odeszłam od wodospadu.
-Lepiej żeby mie nikt nie widział w tym stanie...
Poszłam do swojej jaskini położyłam się i znów zaczęłam myśleć.


(Inuyasha?)

sobota, 18 października 2014

od Inuyasha

Stanąłem przed nią i zawarczałem.
- Mówiłem ci już, wynoś się z mojego terenu!
Astrid przybrała pozę do walki, zawarczała.
- Inne wilki tu przychodzą i nie masz z tym problemu.
- Bo inne wilki są inne od ciebie! - zakłapałem zębami ze złości.
Wadera wysunęła pazury a ja się rzuciłem. Ze skowytem sturlaliśmy się z górki. Gdy się stoczyliśmy docisnąłem ją do ziemi, aby nie mogła się uwolnić i zatopiłem zęby w jej karku. Wadera zaskowyczała. Nie mogła się ruszyć, chociaż ruszała łapami, ale to nic nie dawało. Byłem zbyt silny. Ale nagle ona zniknęła. Trzy minuty potem poczułem na szyi mocne ściśnięcie, jakby ktoś przegryzał mi gardło. To była Astrid. Ale nagle ją zobaczyłem. No tak, przecież ja umiem widzieć znikające wilki. Znowu, rzuciłem się na nią, zębami przygryzłem jej szyję.
- Rozumiesz? Nie ma tu dla ciebie miejsca - powiedziałem przytłumionym głosem, bowiem miałem w ustach pełno jej kłaków.
- A ty? Ty też nic nie rozumiesz... Tu przyjdzie dużo wilków, i któregoś dnia one się tobie odpłacą. Zobaczysz. Ja ci to obiecuję. - powiedziała po czym zniknęła. Wróciłem do swojej jaskini myśląc o tej walce, nie wiedziałem co dalej zrobić...

(Astrid?)