Menu

Get your dropdown menu: profilki

Domena watahy

Domena watahy

niedziela, 21 września 2014

od Astrid cd Czkawki

-ty chcesz się zaczaić pod lasem co nie?-spytałam jakimś dziwnym głosem
-no a co w tym złego?
-nic -odpowiedziałam
-to o co chodzi?-spytał lekko zdenerwowany w głosie
-o nic tak się pytam...
-ok-stanął- a ty ie idziesz?
-nie...-ruszyłam i wbiegłam w las
-A ty gdzie?-spytał
(Czkawka?)

Od Valerii - Początek końca


Przecież dzisiaj jest pełnia! A to oznacza, że Czarny Duch ponownie się objawi!
Opadłam ciężko na trawę.
Czy to dziś? Czy muszę akurat dziś walczyć o wolność? Czy to jest ten czas?
Pytania krzątały się po mojej głowie, a ja już nie wiedziałam co myśleć. W końcu otrząsnęłam się. Zamknęłam oczy, by nic mnie nie rozpraszało. Niespodzianie ukazał mi się obraz Czarnego Ducha.
- Widzimy się dziś po zachodzie słońca - zaśmiał się szyderczo, po czym zniknął, a na jego miejsce wstąpił potworny ból głowy.

***

Stałam przed jaskinią i czekałam na mojego rywala. Ogromna lśniąca gwiazda była coraz niżej, ostatnie promienie przebijały się przez kołdrę horyzontu.
Wkrótce nadeszła pora. Teraz jedynym źródłem światła była mała świeczka, która powoli się wypalała. Nagle zerwał się porwisty wiatr i zgasił płomień, a ja zapadłam w sen. Gdy się obudziłam, ujrzałam lustrzaną komnatę, a w zwierciadłach odbijał się mój demon.
- Witaj Valerio - jego oczy zaiskrzyły krwistym światełkiem, a z pyska sączyła się szkarłatna woda.
Przełknęłam głośno ślinę.

C.D.N

Od Czkawki cd Astrid


-O, to Ty-powiedziałem i uśmiechnąłem się.
-O nie, to ty-powiedziała i zrobiła podkówkę.
 Zaśmiałem się i pomogłem jej wstać.
-Może spróbujemy jeszcze raz?-zapytałem i poszedłem w stronę lasu.
-Czekaj!-zawołała i pobiegła za mną.
-Taaak?
<Astrid?>

Informacja od Kaided


Uwaga,

Już wróciłam albo raczej kara się skończyła. Mam do nadrobienia sporo pewnie podczas mojej nieobecności sporo się działo więc potrzebuje trochę czasu na nadrobienie opowiadania napiszę już dziś choć nowych jest tyle, że nie wiem czy wszystkie znajdę.

Od Velguany cd Val


Poleciałam za nimi,strasznie bałam się co z tym maluchem.Jeżeli umrze nigdy nie dozna uczucia zmęczenia,szczęścia,nigdy nie zobaczy najpiękniejszych widoków Watahy.
- EJ na czym ty tak rozmyślasz?Będzie dobrze zobaczysz!- Nagle ku moim boku pojawiła się Angua.- Zresztą nic poważnego się mu nie stało.
-Tak wiem ale....-Zadrzał mi głos.
-Ale co?-Nagle z drugiej mojej strony pojawiła się Val.
-Nic nic...zastanawiamy się razem z Vel co będziemy robić z tym maluszkiem gdy wyzdrowieje.- Odrzekła An.
-Hahha no pewnie że pokażemy mu jak się wspinać,jak polować...dużo ciekawych żeczy.- Zachihotała Val.
-Czy wy naprawdę nierozumiecie?!-Ryknełam ze wściekłości.-Ten biedaczek potrzebuje rodziców,rodziny.! A nie waszej nauki.Rodzina musi go wspierać kiedy będzie stawiał pierwsze kroki,kiedy upoluje pierwszą w swoim życiu wiewiórkę,a nie wy! My mamy wspomnienia związanymi z rodzicami.Co prawda nie dużo ale jakieś są,SĄ!I z tego się cieszymy że cokolwiek o nich pamiętamy.A on? Jego rodzice nie żyją,widziałam na własne oczy.I wspomni Was?Musimy wymyślić coś co będzie mu rodzine zastępować.Czyli napewno nie wy.Wy się do niej nienadajecie. - Odrzekłam,bardzo donośnym głosem aż łzy wielkości grochu skapały mi na łapy.
-Hahhha,to co powiedziałaś było zabawne.-Rozbawione odpowiedziały śmiejąc się dalej...
-Yhm...dla was ale dla mnie nie! Wy zrozumienie to dopiero gdy będzie na to zapóźno.- Odwróciłam się i pobiegłam prosto.Nie zastanawiając się co dalej ciekawego o mnie pomyslą.
(Val?)

czwartek, 18 września 2014

Od Val cd. Tysi

Objęła mnie senność i zmęczenie, nie byłam w stanie ruszyć nawet łapą. Czyżby ktoś jeszcze potrafił używać hipnotyzującej kołysanki? Czyżby ktoś jeszcze posiadał taką moc?
Spojrzałam na Tysię, wyglądała jakby wypiła za dużo ambrozji (tu chodzi o wino).
- Tysia... co się dzieje? Pomocy - powiedziałam, chociaż bardziej wyszeptałam, czułam jakby ktoś zapanował nad moimi strunami głosowymi.

(Tysia? Brak weny :c)

środa, 17 września 2014

Od Val cd. An lub Vel

Podbiegłam do wader, a tuż za mną biegli uzdrowiciele. Zabrali rannego i ruszyli w stronę najbliższej lecznicy, a my za nimi. Całą drogę myślałam czy nic mu nie jest. Biedak, całe szczęście, że Velguana go znalazła, gdyby nie ona mógłby umrzeć.

(An? Vel? Wena mi szwankuje)

wtorek, 16 września 2014

Od Val - Początek końca

Obudziłam się z krzykiem na pysku. Wstałam z posłania, po czym wyszłam na zewnątrz. Promienie słońca oblały mnie żarem i oślepiły na parę chwil. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jest prawie południe. 
Usiadłam w cieniu drzewa, usiłowałam przypomnieć sobie sen, który dręczył mnie nad ranem, jednak na darmo. 
Wolnym krokiem ruszyłam w głąb lasu, byłam tak skołowana, że uderzyłam w drzewo i jeszcze je przeprosiłam. Zupełnie nie wiedziałam co mam zrobić oraz gdzie się podziać. W głowie krzątała się tylko jednak myśl, a mianowicie:
"Co mi się śniło?"
Zatrzymałam się nad Wodospadem Renegatów, spojrzałam na odbicie, ale zamiast swego pyska, ujrzałam Aurę!
- Valerio, zbliża się twoja szansa, wykorzystaj ją - usłyszałam głos.
Potrząsnęłam głową, a obraz mej siostry zniknął.
"O czym ona mówiła?" - pomyślałam.
Nagle olśniło mnie, przecież dzisiaj jest pełnia!

C.D.N.

Od An cd Val

-Ja też już lepiej pujdę - Powiedziałam z lekkim niepokojem wpatrując się w niebo. Właśnie zachodziło słońce. Nieboskłon zalała fala czerwieni a księżyc powoli wspinał się w górę . Rozejrzałam się , nikogo w pobliżu nie wyczułam. Zaczęłam biec w stronę jaskini , jak najszybciej potrafiłam. Poczułam się pewnie dopiero w skalnych murach.westchnęłam cicho.
***
Tej nocy nie spałam , czuwałam całą noc. Na wszelki wypadek , przezorny zawsze ubezpieczony. Dopiero nad ranem wyczułam , że ktoś zbliża się do jaskini.
(Val?

Od Val cd An

- Więc kto? A zresztą nie ważne. Dobrze, że ci ludzie odeszli i masz rację, jeśli my zaatakujemy, to my będziemy potworami, a nie oni. Muszę się pohamować - westchnęłam.
- W końcu nie chcemy być bestiami? Prawda? - An zerknęła na mnie kątem oka.
- Nie... - szepnęłam.
- To rozumiem - uśmiechnęła się.
- Jak zwykle ty masz rację, lepiej będzie jak już pójdę - powlokłam się w stronę jaskini. Byłam tak zmęczona tą całą walką, że momentalnie zasnęłam. Po prostu "walnęłam" na posłanie i wpadłam w trans.

(Angua? Przepraszam, że tak długo i że takie krótkie opowko, ale choruję na brak weny)