menu

sobota, 12 sierpnia 2017

Od Thundera cd Naomi

- Rozmawialiśmy o dzisiejszym dniu.- Odparłem z uśmiechem.
- Tak, właśnie.- Dodał Vinci.
-Coś mi tu nie gra.. Zachowujecie się co najmniej dziwnie.-Powiedziała wadera.
- Nic nic..- Odpowiedziałem.
- Na pewno?
- Tak.
- Oj Thun, przecież możemy jej powiedzieć.- Mruknął Vinci.
- No dobrze, jak tam chcesz.
- Vinci zamierza oświadczyć się Silver!- Szepnąłem waderze na ucho.- Ale nie wygadaj tego..- Dodałem z uśmiechem i pocałowałem waderę delikatnie w policzek.
- Nie spodziewałam się!- Szepnęła zadowolona.
Usiadłem razem z Vincim i Naomi przy ognisku.
Wkrótce obok nas dosiadła się pozostała dwójka.
Silver chyba wyczuła coś dziwnego, bo bacznie się nam przyglądała... Z wyraźnym zaciekawieniem.
- Ale tu drętwo..- Odparła Silv, cicho się śmiejąc.
Vinci wstał dumnie, podszedł do wadery, pochylił się i wyjął piękny, złoty pierścionek z ogromnym diamentem w kształcie serca.
- Silver?- Rzekł pewnie.
- Tak..?- Zapytała zdziwiona.
- Kiedy cię poznałem, od razu wiedziałem, że jesteś inna.. Miałaś w sobie coś wyjątkowego, co od zawsze mnie przyciągało.. Po tylu latach naszej przyjaźni, postanowiłem się odważyć i zadać to.. Najważniejsze w moim życiu pytanie..- Spojrzał na Silver z uśmiechem.-Czy zostaniesz moją żoną?- Zapytał.
- Ja.. Nie jestem pewna, czy chcę.. Na razie się wstrzymajmy..- Odparła i zamknęła pudełeczko z pierścionkiem.
Pierwszy raz w życiu zobaczyłem, że Vinciemu w oku kręci się łza.
- Dobrze, zatem poczekam ile będzie trzeba.- Dodał, udając, że odmowa Silver go "nie rusza". Basior wyprostował się i powolnym krokiem odszedł od nas. Cała nasza czwórka obejrzała się za nim.
- Biedak..- Pomyślałem.- Będzie miał zły humor przez najbliższe 10 lat. Tyle czasu opowiadał  mi o tym, że chciał się oświadczyć Silver.. Tyle się przygotowywał.. I to wszystko na nic.
Naomi spojrzała na mnie ze smutkiem.
Mohadu podszedł do Silver i objął ją, po czym pocałował w policzek.
Zaraz zaraz.. -Podniosłem głowę.
- Odsuń się od niej.- Warknąłem cicho.
- Thunder, uspokój się.. Nie wiem czy wiesz, ale ja i Silver jesteśmy parą..- Dodał.
Naomi wytrzeszczyła oczy. Skoczyłem na basiora i przygniotłem go do ziemi. Położyłem łapę na jego gardle, ale nie zamierzałem mu nic zrobić. To mój przyjaciel, a to, że ma naturę podrywacza, to nie jego wina.
- Dobrze widziałeś jak Vinciemu zależało! Należysz już trochę do tej watahy i znasz Vin'a. Skoro jesteście parą, to powiedz mu to prosto w oczy!- Warknąłem.
Basior mnie odepchnął, był ode mnie silniejszy, nic nie odpowiedział.
- Silver, wracaj do domu.. Załatwię to..- Dodał Mohadu.
- Dobrze Mo.. - Odparła zasmucona.
- Silver, jak mogłaś..- Mruknęła cicho Naomi.
Wnet Silv zniknęła już w gąszczu krzewów.
- Vinci!- Krzyknąłem na całe gardło.
- Daj mi spokój!- Warknął na cały las.
- Musisz tu przyjść!
Nie otrzymałem odpowiedzi, ale po chwili Vinci przyszedł.. Cały we łzach.
-Czego?!- Warknął.
- Wiem, dlaczego Silver się nie zgodziła.
Basior z zaciekawieniem spojrzał na mnie, a Mohadu cofnął się kilka kroków w tył. Wiedział co się stanie..
- Mohadu zakochał się w Silver, oni są parą..- Odparłem.
Po chwili jednak, żałowałem, że to powiedziałem.
Vinci zaczerwienił się z nerwów, wyszczerzył kły, najeżył sierść, wystawił pazury. Wyglądał jak nieokiełznana bestia. W jego oczach nie widziałem już przyjaciela.. Widziałem złość.
Vinci odbił się łapami od ziemi i skoczył bardzo wysoko, przygniatając Mohadu.
- Jak mogłeś mi to zrobić?!- Wrzasnął.
- Bij.- Odparł cicho.
Vinci wbił mocno pazury w brzuch Mohadu, wyciekła krew.
Nagle wróciła do nas Silver.
- Vinci, przestań!- Krzyknęła i próbowała odepchnąć Vina'a.
Lecz to nie pomogło.. Dopiero, gdy zaczęła głośno szlochać, basior zostawił Mohadu.
Vin spojrzał Silver w oczy, cicho przeprosił, pomógł wstać Mohadu i odszedł wgłąb lasu.
Przyglądałem się temu wszystkiemu ze zdziwieniem.
- Naomi, możesz mu pomóc? Vinci narobił mu kilka ran.- Zapytała Silver.
- Tak, jasne..- Odparła niepewnie.
Ja jednak ciągle osłupiony całym tym wydarzeniem zastanawiałem się, co zrobić, aby Mohadu i Vinci się pogodzili i znów zostali przyjaciółmi.. I jeszcze jedno.. Jak nakłonić Silver do ślubu z Vincim..? Tyle pytań nasuwało mi się do głowy.. Stałem na miejscu, jakby nieobecny.. Może Naomi pomoże mi coś wymyślić..?

<Naomi? Chciałaś jakąś akcję, to ją stworzyłam XD>

Od Thundera cd Abry

Wadera zaproponowała spacer. W sumie.. W jaskini było trochę duszno, więc wieczorne przejście się było dobrym pomysłem.
- Chodźmy nad rzekę.- Zaproponowała.
Kiwnąłem głową twierdząco.
- Ładne tereny tu macie.- Odparłem.
- Też tak uważam.- Uśmiechnęła się.
Zapadła cisza.
Szliśmy spokojnym krokiem aż pod samą rzekę.
Muszę przyznać, że było tam pięknie. Cichy śpiew koników polnych, ćwirk ptaków, szelest liści i delikatny powiem wiatru.. A do tego wszystkiego, księżyc w pełni.
Wadera usiadła blisko mnie.
Siedzieliśmy w ciszy, po godzinie wstaliśmy i wróciliśmy do jaskini wadery.
- Mam nadzieję, że to nie jest kłopot dla ciebie..- Uśmiechnąłem się.
- Co?
- Moje nocowanie tutaj..
- Nie, ależ skąd. Mam dużą jaskinię, mógłbyś nawet przyprowadzić Naomi i swoich kumpli. Wszyscy by się zmieścili.
Zaśmiałem się cicho.
- No dobrze.
Dotarliśmy na miejsce.
- Idę spać, dobranoc!- Odparła.
- Dobranoc.
Położyłem się i zasnąłem w drugim końcu jaskini.
Sen dłużył mi się w nieskończoność, odetchnąłem z ulgą, gdy wreszcie się obudziłem.
Abra jeszcze spała. Ja za ten czas wykąpałem się i upolowałem coś dla nas w ramach zapłaty za nocleg.
Gdy wróciłem do jaskini z dorodnym jeleniem wadera już wstała.
Położyłem delikatnie mięso przed jej łapami.
- Smacznego.- Uśmiechnąłem się życzliwie.
- To dla mnie?!- Zapytała zdziwiona.- Nigdy nie widziałam tak wielkiego jelenia!- Zaśmiała się i zaczęła jeść.
Usiadłem obok i przyglądałem się jej.
- Co się tak patrzysz, jedz!- Odparła.
- No dobrze, dobrze..
Zrobiłem tak, jak mi kazała.
- Vinci pewnie zjadłby trzy takie jelenie i ciągle były głodny.- Zaśmiałem się.
- A kto to Vinci..? - Zapytała.
- Mój kumpel.
- A, kojarzę go z imienia, ale nigdy go nie widziałam..
- Kiedyś na pewno ci go przedstawię.- Odpowiedziałem z lekkim zakłopotaniem.

<Abra?>

Od Mohadu

Wylegiwałem się na skale. Na północy aktualnie panuje zima, więc nie siedziałem na swoim ulubionym miejscu zbyt długo.. Po kilku minutach czuć było już mrowienie w łapach. Wstałem, przeciągnąłem się i trochę potruchtałem, żeby się rozgrzać. Wnet zrobiło mi się ciepło. Moje futro wyraźnie zgęstniało i urosło. Nie znoszę zimy.- Pomyślałem.- Południe ma teraz lato.. Ale im dobrze.
Wykrzywiłem lekko pysk i wróciłem do swojej jaskini. Nie było tam dużo cieplej.
Zaraz zaraz.. Skoro my mamy zimę, to na Zachodzie powinni mieć wiosnę!- Rzekłem sam do siebie.
W sumie.. Zachód był blisko stąd.. Opłacało się tam iść, żeby się trochę rozgrzać.
Bez większego zastanowienia wybiegłem z jaskini i poszedłem na tereny zachodu.
- Tego mi było trzeba.- Mruknąłem cicho, gdy dotarłem na małą polanę.
Słońce grzało dosyć mocno, ale delikatny, chłodny wiaterek równoważył temperaturę.
Położyłem się na trawie, przysłoniłem oczy łapą i nie myśląc o niczym, zasnąłem.
Jednak niedługo później obudziło mnie czyjeś szturchanie.
- Wszystko w porządku..? Halo.. - Mówiła do mnie nieznana wilczyca.
Mozolnie wstałem, przetarłem oczy, zarzuciłem grzywkę do tyłu i odpowiedziałem:
- Ja tu tylko spałem..- Powiedziałem, po czym się przeciągnąłem.
- Ojć, przepraszam, że cię obudziłam..- Odparła wadera.
Przyjrzałem się jej dokładniej.
- Ależ to nic nie szkodzi..- Podrapałem się z zakłopotaniem po głowie.

<Ktoś?>

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Od Anadil

Powoli zaczynałam wybudzać się ze świata sennych mrzonek. Promienie słońca wdzierały mi się do oczu, zmuszając do reakcji. Wreszcie im się udało, bo machnęłam ogonem kilka razy i wstałam. Powoli otworzyłam oczy i ziewnęłam szeroko, ukazując wszystkie moje zęby.
- Jua, idę na spacer - poinformowałam mojego towarzysza, a ten uchylił powiekę, z głośnym sykiem wypuścił powietrze przez nozdrza i na powrót wrócił do drzemania. Smoki to straszne śpiochy. W każdym razie ten mój do rannych ptaszków się nie zalicza...
Postanowiłam wybrać się na plażę. Na myśl o całym dniu spędzonym na wylegiwaniu się nad wodą, z ochotą przyspieszyłam kroku i w efekcie po niecałej godzinie byłam na miejscu. Linię wody dostrzegłam już z daleka, z resztą nie dało się przegapić specyficznego morskiego zapachu.
Kiedy brzeg miałam już niemal na wyciągnięcie łapy, postanowiłam wbiec do wody, by rozkoszować się chłodem w ten nadzwyczaj upalny dzień. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Pod wpływem dotyku fal moje ciało przebiegł zimny dreszcz. Przyjemna odmiana po gorącym poranku.
Wreszcie zanurzułam głowę pod wodę i zanurkowałam. Z pływaniem radziłam sobie całkiem nieźle, więc nie martwiłam się o utonięcie. Wręcz przeciwnie - specjalnie dawałam się porwać największym falom, by te wyniosły mnie na brzeg, po czym rzucałam się w morze i zabawa zaczynała się od nowa.
Po jakimś czasie, zmęczona pływaniem wyszłam na brzeg. Mokre futro nieco mi ciążyło, jednak bezlitosne słońce szybko pozbawiło je najmniejszej kropelki wody. Usiadłam na skałach nieopodal morza i wywaliłam język na wierzch, w celu ochłodzenia organizmu.
Kiedy odwróciłam się, by ruszyć w drogę powrotną, na skalistym horyzoncie dostrzegłam jakiś punkcik, który stopniowo się przybliżał. Zaciekawiona, ale także nieco niespokojna, ruszyłam mu na spotkanie. Cały czas jednak gotowa byłam do ucieczki lub użycia mocy. Ulżyło mi nieco, gdy zobaczyłam, że to jakiś wilk. Wyglądał na zmęczonego, powłóczył łapami od niechcenia. Postanowiłam sprawdzić, kto to, i dlaczego wlecze się tu wycieńczony do tego stopnia.

Ktoś?

Od Reyuny cd Susan

-Ja chyba nie myślę w tej chwili. Znaczy... To skomplikowane, ale dosyć logiczne w sumie - odparłem.
-To nie jest takie skomplikowane. To, że widzisz Jacka, świadczy o...
-O tym, że nie do końca nad tym panujesz... Rozumiem - uśmiechnąłem się delikatnie.
-Będę musiała nad tym trochę popracować - stwierdziła.
-Wyrobisz się - pacnąłem ją łapą.
-Wystarczy, że poćwiczę - na jej mordce również zagościł uśmiech.
-Mogę być twoim królikiem doświadczalnym.
-O ile nie będzie ci przeszkadzało, że bawię się twoim umysłem i tworzę w nim obrazy. Szkoda by było, gdybyś zszedł na zawał z powodu moich ćwiczeń.
-Oj tam, oj tam.
Zauważyłem, że wieje coraz mocniej. Westchnąłem cicho.
-Może chciałabyś wpaść do mnie? Dawno nie miałem gości - uśmiechnąłem się zachęcająco.

<Susan?>

piątek, 4 sierpnia 2017

Od Susan cd Reyuny

-No, ym...
Reyuna przechylił lekko głowę i uniósł brew.
-No mam. Myślę, że tobie mogę o nich opowiedzieć - uśmiechnęłam się lekko. - Potrafię stworzyć kilka kopii samej siebie i każdą wysłać w inną stronę. Będą robiły, co im każę, ale niewykluczone, że mogą się zbuntować. Potrafię tworzyć mgłę różnych kolorów, w której mogę się maskować. Niektóre wilki mogą od niej zemdleć... Potrafię też wywoływać u innych urojenia, ponieważ... to dość trudne... zaraz. Potrafię wywoływać urojenia... Może nie do końca nad tym panuję i dlatego niektórzy widzą Jacka, a niektórzy nie. Nie wierzę, że dopiero teraz na to wpadłam! Co o tym myślisz?
<Reyuna?>

Od Reyuny cd Susan

Tak więc wybraliśmy się na spacer, a Susan opowiedziała mi trochę o tym, co  zobaczyłem.
-Czyli to istnieje... Ale nie istnieje?
-Coś w ten deseń Może ty mi opowiesz coś o sobie?
-Dlaczego nie? Co byś chciała wiedzieć? - zapytałem.
-Zauważyłam, że bardzo lubisz śnieg - uśmiechnęła się.
-Uwielbiam! Zima to moja ulubiona pora roku. Wręcz kocham tarzać się w tym białym puchu, ślizgać po zamarzniętej wodzie, zbierać na język płatki śniegu... Za to okropnie nienawidzę lata... Jest duszno i w dodatku mam czarną sierść. Okropna pora roku - wzdrygnąłem się.
-W lato rośliny są ładne i można pływać.
-W zimę też można.
-W przeciwieństwie do ciebie, magu lodu, nie jestem odporna na zimno.
-No tak... A ty masz jakieś zdolności?

<Susan?>

Od Bill'a - Powrót

Dawno mnie tu nie było, pomyślałem przekraczając tereny watahy. Musiałem na chwilę odejść, załatwić parę spraw. Musiałem na chwilę porzucić życie w watasze, aby nieco sobie przypomnieć i poukładać w głowie.
Przemierzyłem tysiące kilometrów i tysiące myśli, by dotrzeć w dawniej kochane przeze mnie miejsca. Kto wie, może kiedyś rozpiszę się na ich temat...
Powrót do watahy był miłym doświadczeniem. Nadszedł czas, by trochę odpocząć w zaciszu mojej jaskini, której nie widziałem od bardzo dawna.
Dzieliło mnie od niej jeszcze parę minut. Po drodze nie spotkałem żadnego znajomego wilka, jednak towarzyszyły mi gwiazdy.
Milczące, a jednak tyle mówiły.
Przekroczyłem próg jaskini i rozejrzałem się, było ciemno i brudno. Półki z książkami pokrywał kurz, a pergamin walał się po podłodze.
Posprzątam jutro, pomyślałem i poszedłem na swoje posłanie.
Położyłem się i jeszcze chwilę patrzyłem przez wejście do jaskini.
Tak, dobrze znów tu być - pomyślałem i zasnąłem.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Od Lacrimosy cd Kserksesa

Przyjęłam się jaju trzymanemu w łapach. Było niewielkie. Wyglądało niczym kamień, jednak pod skorupą czuło się bicie serca nienarodzonego gada. Lekko lśniło w półmroku bagien. Po dłuższej chwili dojrzałam delikatny zarys smoczego zarodka. Basior podszedł do mnie i również rzucił okiem na zdobycz. Zniżył łeb i obwąchał je. Oddychał tak delikatnie, jakby bał się, że uszkodzi jajo.
-Co z nim zrobimy? - Spytałam nie odrywając wzroku od znaleziska.
- Myślisz, że możemy je wziąć? - Zapytał w końcu.
-Nie! W żadnym wypadku! Nie rozumiesz co to może oznaczać?  - Wydusiłam jednym tchem, odsuwając jajo od siebie.
- Nie wiem zbyt wiele o smokach - przyznał się wilk.
- Na naszych terenach prawdziwe smoki już nie istnieją. Wyginęły!  Zostały cieniste smoki na północy i drzewne na południu będące jedynie cieniem przeszłości! A to jest prawdziwe jajo. Żywy smok. Nie wiemy jak to może wpłynąć na watahę! A jeśli nas zniszczy!?
- Czekaj, czyli nie ma tu smoków? Skąd w takim razie wzięło się jajo? Czy mały smok poradzi sobie, jeżeli jego rodziców nie będzie w pobliżu? To żywa istota - argumentował Kser. Westchnęłam.
-A co z wilkami? Przecież to monstrum wyrośnie na olbrzyma. A jeśli nie będzie dobrze nastawione wobec wilków?! Może lepiej je po prostu tu zostawić... -Próbowałam przekonać wilka, lecz z każdą chwilą byłam mniej przekonana co do swoich racji. Przecież te maleństwo skądś się wzięło. Choć z drugiej strony jajo mogło leżeć na bagnach od lat.
- A może, gdyby go odpowiednio wychować, mógłby służyć za obrońcę? -Basior przerwał moje rozmyślania.
-A weźmiesz na siebie tą odpowiedzialność? - Spytałam patrząc prosto w oczy basiora. - Ja pasuje... Nie chcę brać na siebie takiego brzemienia, ale jeśli uważasz, że jesteś godzien mogę ci pomóc. - Po krótkiej chwili wahania wilk odpowiedział:
- Myślę, że dam radę udźwignąć to brzemię.
-Mam nadzieje, że pojąłeś dobrą decyzję. - Rzekłam podając mu  jajo. Jeszcze przez chwilę czułam jego gorąco na opuszkach łap. Poczułam ukłucie smutku, że rozstaję się z nienarodzonym stworzeniem, jednak szybko zdusiłam to uczucie. Kser ostrożnie złapał jajo.
Kser?

Konkurs wakacyjny - podsumowanie

Pierwszy miesiąc wakacji już za nami. Aż dziwne, że minął tak szybko. Skończył się również nasz wakacyjny konkurs. Nadszedł więc czas na podsumowanie:

Nadeszło 81 opowiadań!
Rozdaliśmy 104 nagród z czego 91 było ciekawych a 13 trochę mniej.

Jest całkiem nieźle. Cieszę się, że nadesłaliście tak dużo opowiadań! Mam nadzieje, że konkurs się wam podobał podobnie jak nagrody i, że zyskaliście więcej niż straciliście. Napiszcie w komentarzu co o tym sądzicie? Chcecie więcej podobnych wydarzeń? A może nie przypadło wam ono do gustu?
Jesteśmy ciekawi waszej opinii !

Administracja bloga

Od Thundera cd Naomi

- Rozmawialiśmy o dzisiejszym dniu.- Odparłem z uśmiechem. - Tak, właśnie.- Dodał Vinci. -Coś mi tu nie gra.. Zachowujecie się co najmniej...