Menu

Get your dropdown menu: profilki

Domena watahy

Domena watahy

niedziela, 27 lipca 2014

Od Val cd An

An grała tak pięknie... nawet lepiej ode mnie...
Nagle poczułam się jakby słońce zgasło. Jedynie fortepian emitował złoty blask. Ogarniał swą jasnością Anguę.
Otoczyła mnie całkowita ciemność. Wydawało mi się, że nicość mnie pochłonęła.
Podbiegłam do fortepianu i przyjrzałam się ludzkiemu obliczu An. Nigdy nie widziałam człowieka.
Rodzice mówili, że to okropna rasa bez uczuć.
Ojciec uczył mnie, że istota ludzka nie zna litości i umiaru. Przychodzi, zabija, zabiera co chce i odchodzi.
Jednak Tekila twierdzi, że nie wszyscy są tacy. Większość ma gołębie serce i chęć niesienia pomocy bliźniemu.
Sama już nie wiem komu wierzyć.
Z zamyśleń wyrwało mnie światło dochodzące z okna.
Podeszłam do lukarny i wysunęłam nos na zewnątrz. Blask wlał się do środka. Odskoczyłam do tyłu.
Zerknęłam na Anguę. Nic, zero, żadnej reakcji, tylko dalej grała.
Niespodziewanie poczułam trawę pod łapami. Ale skąd trawa w jaskini? Po chwili brzask ogarnął caluteńką grotę.
Wydawało się, że jesteśmy na łące. Był zachód słońca. Ognista kula powoli chowała się za pagórki.
Dostrzegłam wilka, czy to An...? A to Velguana? Inez? Tam chyba też jest Sierra. I jeszcze kilka innych wilków. Bawili się i śmiali.
Stałam wpatrzona w tę scenę. To życie wydawało się takie beztroskie.
- Ten fortepian ukazuje marzenia, bądź lęki osoby, która na nim gra. - An wreszcie się odezwała - Moim marzeniem jest być taką samą jak reszta, jak ty.
- Ja nie jestem zwykła, chociaż też tego pragnę. - powiedziałam - Czy ja też mogę zagrać?
- Oczywiście. - Zgodziła się wadera.
Podeszłam do instrumentu, usiadłam na stołku i zaczęłam grać utwór Chopina - "Fantasia". Melodia całkowicie mnie pochłonęła, nuty przenikały przestrzeń, Angua patrzyła na mnie.
Obraz się zmienił. To już nie była łąka, to był Wodospad Renegatów. Miejsce, gdzie mogłam odpocząć od codziennych spraw.
Znajdowały się tam wszystkie wilki z watahy. Grała muzyka, wszędzie roiło się od balonów i serpentyny. Kapela grała na żywo. Wadery i basiory tańczyli, śpiewali i śmiali się. Dookoła stały stoły z przekąskami. Wszyscy świetnie się bawili. A na środku parkietu tańczyłam ja z siostrami. A obok nas skakała Angua ze Sierrą.
- Moim marzeniem jest szczęście i wolność innych. Chciałabym żeby wszyscy się cieszyli... - uśmiechnęłam się i przestałam grać - Moim pragnieniem jest zrobić coś, co uszczęśliwi całą Watahę Wilków Popiołu. Spojrzałam na przyjaciółkę. Wadera też się uśmiechała.

(Angua? Znowu tyle napisałam, ale się już wypisałam i nie wiem co wymyślić. P.S. przepraszam za błędy, piszę z telefonu.)

sobota, 26 lipca 2014

od Roscoue cd Dominique i Velguany

Biegliśmy poprzez łąki, mijaliśmy wodospady. Zimno , upał , wiatr czy
burza były nam niestraszne. Tym razem musieliśmy przedostać się przez
las, hah dżunglę! Tasi , Loth i Garabriell opadali z sił. Wspominałem
że wcześniej walczyliśmy z trójgłowym niedźwiedziem? Otarłem krew z
pyska.
-Dominica, odpocznijmy... Kto wie co nas tam czeka?-powiedziałem
dysząc. Zobaczyliśmy przed sobą waderę.

(Ktokolwiek? Vel? Domi? )

Od Valeri cd Velguany

Słońce wpadało do mojej sypialni. Próbowałam jakoś "odgonić się" od promieni, ale natura nie dawała za wygraną.
Wstałam i przetarłam oczy. Była za piękna pogoda, by ją zmarnować siedzeniem w bibliotece.
Zjadłam pożywne śniadanie, złapałam podręczną torbę i pergamin ze spiskiem roślin. Postanowiłam udać się na wędrówkę w poszukiwaniu jakichś wspaniałych okazów terenów Watahy Wilków Popiołu.
Wyszłam na zewnątrz. Ciepły wietrzyk przeszywał moje futro. Ptaki śpiewały, a motyle zaszczycały przechodniów swym tańcem.
Skierowałam się w stronę lasu. Od czasu, do czasu schylałam się, by przyjżeć się roślinom.
Na rozstaju dróg skręciłam w małą ścieżkę. Praktycznie nikt nigdy nią nie chodził, nie było ani jednego śladu łapy. Właśnie takie trakty bywają najpiękniejsze.
Powędrowałam żwawym krokiem mając za przewodnika tajemniczą dróżkę. Wkroczyłam na piękną... nie... to słowi tu nie pasuje... Magiczną! Polanę, okrytą dywanami kwiatów. Dałabym słowo, że w tym miejscu znajdują się wszystkie kolory! Na drugim końcu łąki widniał przecudny wodospad. Szum kaskady powodował, że czułam się jak w raju. Wydawało się, że katarakta odgrywa wspaniały koncert dla tubylców. Wodna melodia, to najpiękniejsza muzyka na świecie. Gdybym miała teraz swój flet, zapewne stworzylibyśmy wspaniały duet.
Nagle zauważyłam jaskrawobłękitny kwiat wśród krzewów róż. Podeszłam do niego i przyjżałam się cudu natury. Ułożyłan się wygodnie na trawie przyglądając się lazurowemu okazowi.
Po chwili usłyszałam czyjeś kroki. Ukryłam się w gąszczach. W końcu to może być jakiś wrogo nastawiony potwór.
Na całe szczęście moje "gdybanie" się nie sprawdziło. To był wilk. Prawdopodobnie ta wilczyca należała do tej samej watahy co ja.
Teraz wyraźnie czułam zapach dotyku Anguy, więc nie mam się co martwić. Wstałam i wyszłam zza krzewów. Wadera coś szeptała, nie miałam zamiaru jej przeszkadzać, ani ją przestraszyć. A z moim wyglądem nigdy nie wiadomo.
Wadera odwróciła się w moją stronę. Czyżby wyczuła moją obecność? Zaraz... chwilkę... czy ona nazwała mnie matką? Ja przecież nie mam córek, a nic nie mówiłam... chyba że...
- Emm? Przepraszam, chyba wzięłaś mnie za kogoś innego. - odrzekłam - Jestem Valeria, a ty?
- Velguana, bardzo przepraszam, zdawało mi się, że słyszę rodziców... - powiedziała z lekką nutą rozczarowania.
- W porządku ja też czasem słyszę głosy moich sióstr... Według legendy ci, którzy są połączeni więziami mogą się nawzajem kontaktować psychicznie. Przeważnie to zmarli członkowie rodzin się kontaktują z żywymi. Najwidoczniej wtedy chcą nam pomóc, albo pokazać przeznaczenie. - Skończyłam swą przmowę.
- Zmarli? - Zapytała przerażona.
- Oh! Niezawsze! Na przykład moja siostra się ze mną kontaktuje, a ona żyje. - Uśmiechnęłam się.
- To dobrze! - Velguana widocznie poczuła ulgę
- Ale co moi rodzice w ten sposób chcieli mi przekazać?
- Tego niestety nie wiem. Może to jakieś proroctwo ze mną związane! - Zaśmiałam się.
Należę do watahy dopiero kilka tygodni i czuję się jakby coś się we mnie zmieniło... Ale co?
- A właściwie co to za miejsce? I jak tu trafiłaś - Spytała wilczyca.
- Szczerze? To sama nie wiem. A jak tu trafiłam? Po prostu szłam tą polną ścieżką. - wskazałam traktę między drzewami - Jestem ciekawa nowych terenów i roślin, więc spaceruję po lesie i zbieram różne gatunki flory. - Otworzyłam torbę, wyjęłam z niej pergamin i pokazałam Velguanie. Wadera spojrzała na mnie zdziwiona.
- No co? To bardzo ciekawe sprawy. - Odwzajemniłam wzrok.
- Nic, ale po co ci to? - Spytała.
- Jestem ciekawskim, wilczym kujonem. - Zażartowałam. Velguana zaśmiała się.
- Czekaj! Coś tam jest... - Nastawiłam uszy.
- Ja nic nie czuję. - Powiedziała moja nowo poznana koleżanka.
- Mam 10 razy bardziej wyczulone zmysły niż u innych wilków, to jedna z moich zdolności, więc nie dziwię się, że Ty nic nie czujesz. - Zerknęłam na wilka. Velguana przyglądała mi się zaciekawiona. Pewnie nigdy nie widziała wilka podobnego do smoka.
Ona z resztą też miała ciekawy wygląd.
Przypominała mi trochę szamankę, albo wróżbitkę.
Była cała powita brązową sierścią, miała całkiem spore uszy, więc pewnie jej atutem jest słuch. We włosie przy głowie miała wplecione pióra pawia.
Byłabym zaskoczona, gdyby nie umiała przepowiadać przyszłości.
- Czekaj... teraz i ja czuję... to coś się zbliża... - Wyszeptała.
Zza drzewa wysunął się okropny stwór. Wyglądał jak mieszanka różnych genów zwierząt.
Nogi pochodziły od kozła, ogromna, umięśniona klatka piersiowa i ramiona pokryte ogromnymi mięśniami wywodziły się od człowieka, natomiast głowa należała do... BYKA!!!
- To minotaur!!! - Krzyknęłam.
Bestia spojrzała na mnie i rzekła:
- Tak, zgadza się. Jestem minotaurem, a wy! Jesteście tylko robakami! Intruzami na mojej ziemi!
- Eee... Sprzeciw! Te tereny należą do Watahy Wilków Popiołu, do której należymy! - wydarłam się wściekła na poczwarę - To ty jesteś intruzem!
- Hmm... Skoro ta wasza wataha przywłaszczyła sobie moje obszary to zginie! A wy idziecie na pierwszy ogień! - Powiedział tubalnym głosem i przymierzył się do uderzenia kopytem w miejsce, gdzie stałam i gdyby Velguana nie rzuciła się na mnie i nie odtrąciła mnie na bok, to zostałaby ze mnie mokra plama.
- Nikt nie zginie póki ja jestem! - Krzyknęła triumfalnie wadera, po czym złożyła łapy w lilijkę i zaczęła wypowiadać zaklęcie. Następnie klasnęła dwa razy i nic...
- Co? Dlaczego nie zadziałalo?! - Zerknęła w moją stronę.
- Hah! To jest Święta Polana, tu magia nie działa! Wasz los został przesądzony! Zginiecie! - Zaśmiał się wielki, bykowaty pasztet.
Rozpędziłam się, skoczyłam i wbiłam swoje kły w jego ramię, ale byk zablokował atak i rzucił mną o drzewo. Velguana zrobiła to samo, ale na marne.
Jeszcze kilka razy powtórzyłyśmy strategię, ale nic nie wyszło.
- Velguana! Odzielnie nie damy rady! Musimy działać razem! - Powiedziałam do niej. Wilczyca skinęła głową.
- Więc wykorzystajmy "zmianę", ja go osłabię, a Ty wykonasz ostateczny cios.
- Jedno pytanie, o co chodzi ze "zmianą"? - Spytała, ale ja już nie słyszałam. Szybowałam teraz w stronę szyi potwora.
Musz przyznac, że ta klątwa ma swoje zalety. Chociażby slrzydła zakończone ogromnymi kolcami. Są na tyle ostre, że możma nimi spokojnie przeciąc skórę.
A ja wykorzystałam ten fakt i przerysowałam szyję minotaura ostrzami. Powtórzyłam ten ruch jeszcze kilka razy, aż w końcu krzyknęłam:
- Velguana! Zmiana! Zadaj ostateczny cios! Wbij pazury w rany!

(Velguana? Znowu sie rozpisałam, będę zdziwiona jak to przeczytasz. I przepraszam za błędy, piszę z telefonu)


Od Vel do kogoś

Tego dnia nie miałam co do roboty.Wszystkie inne wadery,z którymi się zaprzyjaźniłam,dziś nie miały czasu na spotkanie.-Co mam robić?,taki piękny dzień,nie ma co do stracenia.Wybiorą się na spacer - Postanowiłam.
Weszłam do lasu,zapuszczałam się coraz dalej,głębiej.Było cudownie,nigdy tak daleko nie doszłam.Nieprzypuszczałam nawet,że w tak dzikim miejscu może być tak pięknie.Śpiew ptaków,gdzie nie gdzie blask słońca przedzierającego się przez gęste korony drzew.Szum błękitnego strumyku. Widok unoszącej się piany,na wodzie wodospadu.Zielona polana,oświetlona pięknymi promieniami porannego słońca.Kwiaty,jagody,maliny,porzeczki otaczające mnie z każdej strony,oraz lekki wietrzyk,wprowadzał mnie w przecudowny nastruj swobody i chęci życia.Uwielbiam tę dziką naturę.Ona jest taka piękna,naturalna,bez żadnej obecności cudzej ręki.-Tu jest jak w raju-pomyślałam.-Tak pięknej dzikiej natury jest tak mało...-niedowieżałam własnym oczom.Opuszczałam się jeszcze głębiej,trzask łamiących się pode mną gałązek był tak przyjemny,że nie miałam ochoty zbaczać z drogi.Szłam prosto przed siebie,co chwila rozglądając się na boki,i podziwiając to piękno dzikości. - Tak pięknie,aż nie chce się z tego miejsca odchodzić.Szkoda tylko że jestem taka głodna,no cóż....-Zboczyłam na jedną z leśnych ścieżek. - Dziwnie tak mało wilków tedy chodzi,a ta dróżka wygląda mi na świeżo wydeptaną.- Pomyślałam,idąc dalej.
Nie miałam pojęcia,co tędy mogło się udać.Niewyglądało to na małe zwierzątka.Zbyt mocno udeptana.Na pewno to coś miało większe łapy.Nie dałam za wygraną.Szłam dalej,mimo iż czułam coraz większy dochodzący mnie głód.
Ścieżka ciągła się dalej.Zaczęło robić się coraz chłodniej.Nagle zobaczyłam wiewiórkę przelatujące tuż obok mnie,jednym ruchem złapałam ją łapą.Zjadłam ją szybko i ze smakiem byłam bardzo głodna.Wciąż szłam,ciągle zastanawiając się dokąd ta ścieżka prowadzi.I znów przywróciło przepiękne łono dzikiej natury.Jednak nie tej samej co wcześniej.Było trochę chłodniejsze,oraz bardziej magiczne.Fascynowało samym zapachem.- zaraz,zaraz, ten zapach coś mi przypomina,skąd ja go znam?- Znałam ten zapach,chodź dawno już go nieczułam.Jednak poznałam go od samego początku.
Przyspieszyłam kroku,aby jak najszybciej zobaczyć znajomy mi zapach.Gdy biegłam coraz dalej spostrzegłam iż ścieżka którą kroczyłam, zaczeła się stopniowo zwężać,aż do tego stopnia że moimi łapami byłam zmuszona deptać przydrożne kwiatki.-Dziwnie teraz ten zapach jest jeszcze bardziej intensywny,przypominający mi moje dzieciństwo,tak to jest zapach mojego dzieciństwa to jest ten zapach.- Powiedziałem to na głos,a tym samym przypominając sobie moje dzieciństwo,moich rodziców.Nagle zorientowałam się że doszłam na miejsce.Przede mną stał olbrzymi wodospad Fortis.- Znam go!!Wykrzyczałam - Moi rodzice!To tutaj!Tutaj byłam wychowana!Ten zapach,to przecież zapach mokrych piór jastrzębia.!!- Zawyłam na znak uratowania.- Tak,masz rację to były przecudowne momenty.Urocze,kiedy non stop dziecko wpada do wody.-Usłyszałam za sobą znajomy mi głos.Jednak bałam się odwrócić.- Ojej wszystko jest mi tutaj tak znajome.Nawet słyszę głosy,które wędrują wraz z moimi wspomnieniami.Cudowne,szkoda że to nie realne.-Niebył bym taki pewny.Zobacz to jest jednak realne.-Znów dobiegł mnie ten sam głos.-Co zobaczyć? - Odrzekłam.-Za siebie - Odpowiedział znajomy głos.Odwróciłam się,i omało co nie straciłam przytomności.Przede mną stali moi rodzice.Najprawdziwsi.-Mamo,tato?
- Z nadzieją że są prawdziwi zapytałam.
(Dokończy ktoś?)

Od An cd Val

-Tak , znaczy prawie ... - Powiedziałam zamyślona odkładając fiolki z zieloną mazią.
-To znaczy? - Zaciekawiła się wadera.
-Jest magiczny  - Podeszłam do instrumętu i ściągnęłam zasłaniającą go płachtę. Był bardzo duży jak na fortepian , cały czarny nie licząc złotych ornamętów. Klawisze były szare a na każdym znajdowała się złota runa. Obok stało małe krzesełko z "lwimi nużkami". Podeszłam bliżej i zmieniłam się w kobietę. Nastąpiła chwili ciszy ( wiecie dla efektu ) , podniosłam obie ręce do góry i zmaknęłam oczy. Zaczęłam grać , "Ask the montain" , melodia płynęła przez jaskinię. Hipnotyzowała. Fortepian zalśnił , woku niego pojawiły się malutkie światełka. Każda następna nuta sprawiała , ze instrumęt był bardziej świetlisty , a za oknem ( jednym z kilku w jaskini ) działo się coś dziwnego ...
(Val? Sorry ,ze takie krótkie ale nie umiem pisać na tablecie psuje się :( )

piątek, 25 lipca 2014

Od Anguy cd Velguany

Smoki były duże. I to wszystko co mogłam o nich powiedzieć. Gdy wszyscy odbiegłi stanęłam przodem do zielono-fioletowych besti. Spojrzały na mnie swoimi pustymi oczami i ryknęły ogłuszająco. W odpowiedzi warknęłam , moje oczy zmieniły się , przypominały czarny dym. Ślepia potworów też wyglądały inaczej , były teraz tylko zielonymi ogniskami jak oczy Velveli. Starałam się przekrzyczeć burzę :
-Vola per l'isola del fuoco !!! - Poleciłam im - Ci vediamo domani!!! - Smoki posłusznie odleciały a ja zadowolona zaczęłam wracać do jaskini. Nagle wśrud huków piorunów usłyszałam czyiś głos:
-ANGUA , TU JESTEŚ!
(Vel?)

Od Valeri cd Anguy

Obudziłam się w pokoju muzycznym przytulając do siebie skrzypce. Była 7 rano. Odłożyłam instrument i wyszłam z pomieszczenia. Postanowiłam odwiedzić Anguę. Po drodze cały czas myślałam o tym co powiedziała mi Aura. Nie! Nie mogę teraz myśleć o sobie, należy pomóc An! Na własne oczy widziałam jaka wczoraj była przerażona po przebudzeniu. 
Przyspieszyłam kroku. 
Znalazłam się przed jaskinią bety.
- An jesteś? - Zajrzałam do groty. Cisza.
- An? Gdzie jesteś? To ja Valeria. - odpowiedziało mi tylko echo - An?! 
Wdepnęłam w kałużę śmierdzącego płynu.
-Fuuu! - Wytarłam łapę o ziemię.
- An? Odpowiedz... To nie jest śmieszne... - Zaczęłam się niepokoić.
- J-jestem t-t-u. - Usłyszałam cichy głos dochodzący z głębi korytarza. Pobiegłam za dźwiękiem słów. Po środku pomieszczenia siedziała An. Była dziwnie blada i cała drżała. Patrzyła na mnie zmęczonym wzrokiem.
- Angua? Wszystko gra? - dotknęłam jej łapy - Jesteś zimna i wyglądasz na zmęczoną. - okryłam ją moim płaszczem - Co się stało?
- Jest wszystko OK. I nic się nie stało, ale ten wąż mnie ukąsił i straciłam przytomność i miałam straszny sen... Śnił mi się ogień... Tysiące wilków straciło życie... - Wyjąkała.
- Miałam taki sam koszmar. - spojrzałam na waderę - Aura mówi, że ktoś wkrótce będzie potrzebował mojej pomocy, ale nocne marzenia nigdy nie są pewne. Ale skoro nawiedziła Twój umysł ta sama wizja to może oznaczać, że to sen proroczy. - z moich oczu skapywały łzy, wytarłam je łapą - a w ogóle to co się stało z jadem tej poczwary? - zapytałam zaniepokojona.
- Już jest wszystko dobrze, w nocy cały czas zmagałam się z tym demonem, aż w końcu uzyskałam antidotum i jestem zdrowa. - Uśmiechnęła się.
- Ale jesteś słaba, musisz odpocząć. - Spojrzałam z troską na waderę. 
Po czym rozejrzałam się po pokoju. Wszędzie znajdowały się regały i półki wypełnione po brzegi miksturami, serum, truciznami i lekarstwami. Jednak moją uwagę przykuł ogromny mebel przykryty prześcieradłem. Wyglądał na dobrze znany przez mnie instrument, na którym uczyłam się grać od dzieciństwa, ale to może COŚ przypominającego to o czym myślę.
- Cz-czy to jest fortepian? - Wyjąkałam nieśmiało.

(Angua? Nie mam weny i pomysłu na jakąś przygodę, dlatego powierzam to Tobie. :) )

czwartek, 24 lipca 2014

Od Velguany cd Anguy

-Hmmm,z kąd ty znasz moją siostrę Mirabel?- Zapytałam zaciekawiona,mało kto ją zna,a ona nigdy o nikim nie opowiada.
-Znam ją .Killka razy się już spotkaliśmy - odpowiedziała z lekkim uśmieszkiem na pyszczku Angua.
- Czy możesz mi powiedzieć gdzie ją spotkałaś? Niewiem,albo Ty masz takie szczeście ,albo ja mam takiego pecha.No dobrze no to skoro znamy je obydwie to powiedz co o mnie opowiadała?- Zadałam pytanie,w tym samym czasie co kolejna partia błyskawic pociągła się daleko stąd.
-Spotkałam ją niedaleko lasu.Samotna,pewnie taka jak ty- Zachichotała Angua - Chętnie bym Ci opowiedziała,ale niestety obiecałam że nie powiem. - Odrzekła
-Ciekawe,ostatni raz spotkaliśmy się jeszcze podczas ostatniej lekcji polowania z moimi rodzicami.Nawet niepamiętam jak już wyglądała.Szkoda że musieli odejść.
-Słucham?- Zapytała bardzo zaciekawiona
- A nic... Nieważne za daleko doszłam..-Odpowiedziałam,starając się jak najszybciej zmienić temat.- Ojejciu ale się rozpadało,chyba dziś już się niewypogodzi,jak sądzisz?
-Myślę że jednak nie,a szkoda bo znam kilka ciekawych miejsc w tej okolicy- Odpowiedziała,przestraszona z oczami tak wielkimi jak głazy - Zzzzzooobbbacz tam!!!- Wykrzykneła Angua,nigdy niesłyszałam głośniejszego krzyku od tego
- Nic nie widzę,gdzie?-Odrzekłam,kilka chwil rozglądałam się starając się cokolwiek ujrzeć, gdy nagle z lewej strony zza drzewa usłyszałam,warczenie.Lecz nie psa,ani zwyczajnego stworzenia,ale olbrzymiego smoka.Wyglądał jak gdyby był połączony z bestią,której nigdy niewidziałam na oczy.Miał zielono-żółte puste oczy.Na grzbiecie miał około 60 centymetrowe ostrza.A sam był koloru niebiesko-fioletowego. Nie wiedziałam co zrobić puścić się na niego z moją nowo poznaną wanderą,czy uciekać.Postanowiłam zostać na miejscu,i poczekać na pierwszy ruch tej bestii.
(Nie było tak źle,bestia okazała się niebyć groźna)-No okej, no to co idziemy?-zapytałam.Angua wciąż przyglądała się smokowi.Niedowierzała że cokolwiek takiego istnieje.-Haloo stało Ci się coś?Dlaczego nieodpowiadasz?- Zapytałam,bo dziwnie wyglądała,niczym zamartwiona,a zarazem przestraszona.-Nie,nic,nic... Mam tylko pewne przeczucie.Zdaje mi się,że mimo tego iż ten smok wygląda na niezbyt groźnego,to jednak ma jakiś chytry,i podstępny plan...niesądzisz?-W końcu odrzekła An.-W sumie,ale jaki to był by plan hmm... Ciekawe,znasz jakiś sposób,na rozszyfrowanie tego podstępu bestii?- Zapytałam.Gdy nagle poczułam oddech przy moich nogach.To był smok,identyczny jaki stał przed nami.Odsunełam się do tyłu,i z całej siły zawyłam.Nikt się nie zjawił.Angua powtórzyła za mną wyk kilka razy,gdy nagle pojawiło się całe stado wader i basiorów.Byli oni najlepszymi wojownikami.
-Co o tym sądzisz? - Rzekła Angua
-No nieźle,musisz mnie tego nauczyć!! A teraz do roboty.Nie pozwolimy im samym walczyć!- rozkazałam
-A to dlaczego?-Zapytała
-Hmm,sama niewiem,może dlatego że chce po walczyć ze smokiem,chodź ten jeden raz w życiu? 
Walka była zawzięta,smoki nie dawały za wygraną.Najwidoczniej nawet najostrzejsze kły,najlepszego wojownika niezdołały przebić strasznie grubej skóry bestii.Szarpały się.Uderzały w innych swoimi ogonami. Zabijając a tym samym raniąc inne wilki.
-No to co robimy?!Nie mamy szans,są zbyt silni.A nas jest coraz mniej!!- Nagle doszedł nas głos jednego z ich przywódców.
-Na trzy,cztery... Uciekamy,tylko szybko zwinnie,pokarzcie na co nas stać!!- Oznajmił rozkazując
-Uwaga uciekajmy...!!!!-Uciekliśm.Wszyscy mnie wyprzedzali,mimo tego iż jestem zwinna i bardzo szybka.Ale tym razem to nie był powód,zmęczenia uciekania przed burzą,ani wystraszenia.Nigdzie nie mogłam znaleźć Anguy.Mimo tego że jej nie znam,i nie przypadła mi wcześniej do gustu,to jednak w tym momencie była mi bardzo potrzebna.Zaczełam wołać:-An gdzie jesteś,słyszysz mnie?-Nie odpowiadała.Tylko tupot biegnących wilków,oraz warczenie i trzepot skrzydeł dzikich bestii udało mi się usłyszeć już z oddali przede mną.Zatrzymałam się,rozmyślając,co się z nią mogło stać,gdzie jest,dokąd pobiegła.Przecież biegła tuż obok mnie,do momentu,gdy przyspieszyłam,by sprawdzić moją prędkość wobec innych.-An słyszysz mnie,odezwij się proszę!!!

Uwaga!!!

Przekroczyliśmy właśnie limit na JotForm i nie da się już wysyłać opowek więc do sierpnia proszę wysyłać opowiadania na howrse ( KONIA1999 ) lub na miela aniol9991@onet.pl  , będę wdzięczna.
Angua

Od Anguy cd Valeri

Pożegnałem się Valerią i wyszłam z jej jaskini , za mną pełzł wąż. Dopiero gdy wyszłam i światło księżyca oświetliło maszkarę ujżałam ją w pełnej okazałości. Była wielka na dzieśęć metrów , jej łuski przypominały wielkie diamęty a puste oczy pozbawione źrenic z tęczówką w koloże jasnego błękitu wpatrywała się we mnie ze zdziwieniem. Skądś chyba znam tego węża - pomyślałam.  Wyglądał na kobrę , gdy podeszłam trochę bliżej rozłożywła kaptur i otworzyła paszczę. Zęby jadowe w tym święte  przypominały wielkie zaoszczone kawałki metalu.
-Venite !!! - Lecz wąż nie zaragował zaczął pełznąć w moją stronę. Cofnęłam się kilka kroków. Na Kłach  bestia pojawiły się czarne krople jadu. Tęczówka zakryła całe oko i zciemniała. Łuska stała się czerwona a kołnież czarny.
-No ... - Lecz on jakby nie słyszał , trzeba się bronić lecz z tego co wiem węże są o wiele silniejsze w nocy a ten w dodatku jest demonem. Poznałam to po czerno-czerwonym błysku w oku.
-Redigo - Krzyknęłam , woku poczwary pojawiły się czarne iskry , po chwili przemieniły się w płomienie. Wąż zmniejszył się do normalnych rozmiarów . Jednak wiele tym nie wskurałam , po chwili wgryzł się mi w łapę. Czarna krew zaczęła spływać w dół. Zwierze nagle jakby zmieniło się w dym zniknęło a ja upadłem . Trząsłam się , z oczu zaczęły spływać łzy , krew zalała ziemię podemną. Cała łapa opuchła a ranki po ugryzieniu zrobiły się większe skóra woku nich obumarła. Wstałam z trudem i kulejąc zaczęłam iść w stronę jaskini. Kilka razy upadłam lecz  w końcu udało mi się wejść do groty. Było mi strasznie gorąco , cała byłam mokra , wszystko widziałam podwójnie jak za mgłą , łapa plsowała , bolała okropnie . Bałam się co będzie dalej. Podeszłam z trudem do kamiennej półki stojącej w wejściu do mojej jaskini , wyjęłam z niej wielki tom zatytułowany " Jady , trucizny i klątwy - przepisy i odtrutki" . Zaczęłam wertować ją w poszukiwaniu odpowiedzi na jedno warzne pytanie " Czy istnieje odtrutka na ten jad?" Kręciło mi się w głowie gdy szukałam odpowiedniego rozdziału. "Rośliny trujące A-Z" , "Trucizny - pierwsze kroki" , "Odtrutki na trucizny roślinne i organiczne" , "Jady - to co warto wiedzieć" ... W końcu jednak znalazłam odpowiedni " Węże-demony - rasy i odtrutki na jady". Na pożółkłych stronach widniały obrazki węży a pod nimi odnośniki do stron na których znajdowały się opisy. Przyjżałam się im , nie widziałam dokładnie lecz wreszcie udało mi się znaleść odpowiedni rysunek , pod nim grubymi , czerwonymi literami było napisane:
"Adamas Cultro"
4644
Brakowało mi już tchu lecz szybko czaczęłam szukać strony , po chwili natrafiłem na nią. Widniał tam długi opis , zaczęłam go czytać:
"Kryształowa kosa - Jeden z najżadszych demonów. Przybiera postać węża , smoka lub feniksa. Zazwyczaj przypomina lodową figurę o pustych oczach. Są bardzo szybkie i zwinne. Ich jad jest jednym z najsilniejszych. Często używany w truciznach ze względu na działanie. Powoduje silne dreszcze i gorączkę. Ofiara umiera przez uduszenie. kona w męczarniach... "Zamknęłam księgę z trzaskiem , dźwięk odbił się echem od ścian jaskini.
-I co teraz? Akurat w takim momęcie !? - Krzyknęłam , znów otwożyłam księgę i zaczęłam czytać
dalej , jednak litery były już tylko czarnymi punktami. Z trudem wyszeptałam " Jedynym remedium jest wywar z serca tego oto stwożenia". Wszystko czaczęło mi się mieszać. Przecież to coś zniknęło , nie da się go jakoś przywołać? Powinnam to umieć panuję nad demonami ... Nagle myśli się urwały zrobiło się ciemni. Wszystko zniknęło , księga , jaskinia , dywan ... Znajdowałam się w jakieś bezkresnej , czarnej otchłani . W oddali było tylko widać czerwone światełko. Podeszłam tam. Przedemną znajdowały się wielkie drewniane drzewi okute karminowym metalem. Otwożyłam je lekko , zawiasy zaskrzypały. Zobaczyłam mój dom , watahę. Doszczętnie spaloną. Na ziemi na stosach leżały ciała wilków. Było czarno i zimno. Słońce zgasło , niebo zakryła ciemność. Wszystko było martwe. Patrzyłam na to ze strachem. W końcu zaknęłam drzwi z trzaskiem. Spojrzałam na swoje łapy , obraz zafalował. A więc to tylko sen. Tylko dlaczego nie umiem się obudić? Wszystko było teraz za trudne. Usiadłam i zamknęłam oczy , pod powiekami zaczęły znów przewijać się obrazy.
***
To co minęło , świerć wielu , cień spowijający ziemię. Wojna w watasze , walczę u boku Sis i En. Poznaję Vel i zdobywam kruki. Zachwianie Yin i Yang . Prawie zniszczyło to ziemię. Wszystko to co minęło , minęło i nie wróci. Wszystko to co straciłam i to co zyskałem.
***
Obudziłam się zalana potem. W grocie było ciemno , chyba jest jeszcze noc.Przez wyjście z jaskini widziałam zakryte chmurami niebo. Wstałam z trudem i wyszłam przed mój dom. W oddali zauwarzyłam węża , tego samego który mnie ukąsił. Teraz mi już wszystko jedno , gdy mnie ukąsi znowu nic to nie zmieni , i tak jestem na łożu śmierci. Lecz gdy ja go zabiję , zyskam życię. Warknęłam.Potwór syknął , podbiegłam bliżej i w chmurze dymu zmieniłam się w kobietę , w dłoni zalśnił miecz. Wszystko widziałam jak przez mgłę lecz łaknęłam zemsty , zginie on albo ja. Podrzuciłam ostrze , kamienie na rękojeści zaczęły świecić. Złapałam klinkę i skoczyłam na węża , zawisłam na jego szyji , jego łuski rozcinały mi skórę , były lodowate. Zwierze miotało sie , z trudem utrzymywałem się na tej ogromnej besti. W ręcę nadal ściskałam rękojeść. Sprubowałam puścić się jedną ręką by zadać cios lecz wąż mnie zrzucił. Odleciałam pare metrów miecz wypadł mi z ręki i poleciał jeszcze dalej. Chciałam się podnieść i go złapań lecz zostałam przyszpilona do ziemi ogonem wielkiego gada. Zapiszczałam z bólu. Zwierz otwożył paszczę. Udało mi się wyciągnąć spod cielska bestii rękę i zaczęłam wypowiadać zaklęcie :
-Veni ad Mortem vocant , Accipite spiritum reptile , Sit animam pro anima - Na początku dłoń zaczęła jażyć się nikłym światłem , potem światło przemieniły się w mrok , w ręce pojawiła się kula cienia z której na światło dzienne ( co tam , że to noc ) wyszła zakaptużona postać w czarnym płaszczu , w ręcę trzymała kosę , czarną rzeźbioną w motywy roślinne. Bestia nagle jakby straciła całą odwagę , skuliła się i wpatrywała ze strachem w dziwnego osobnika :
-Accipite spiritum suum - Powiedziałam z powaga , nadal byłam przygwożdzona do ziemi i nie potrafiłam wstać. Zalewał mnie pot , cała się trząsłam , ręcę powoli stawały się sinę , jad docierał do serca. Postać w czerni podeszła do demona , naglę zwierze przewruciło się a z jego ciała zaczął wylatywać duch. Była to czarna chmura przypominała kształtem człowieka o czerwonych jak krew oczach. Na ziemi pozostała tylko powłoka żywej istoty. Przybysz z zaświatów noszący imię śmierć skłonił mi się i zniknął w kłębie dymu. Nie miałam już siły wstać , doczołgałam się do cielska węża i rozciełam je. Na ziemię zaczęła kąpać ciepła , ciamnozielona , śmierdząca zepsutym mięsem krew. Serce było czarne i nieduże , tak samo jak krew pachniało paskudnie , przeciełam główne żyły i wyjęłam je z korpusu gada. Rozlatywało się w rękach. Podniosłam się , nie miałam siły lecz Zacisnęłam zęby i zaczęłam iść w stronę jaskini. Jak zwykle uparta i niewzruszona. Wesłam do pomieszczenia na eliksiry i upadłam na stary fotel zrobiony z poroży jeleni i skóry niedźwiedzi. Wrzuciłam serce potwora do niewielkiej miseczki i podgrzałam. Po minucie czy dwuch w naczyniu znajdowała się już tylko zielonkawa breja.. Pachniała strasznie  , wlałam jej trochę do dwóch buteleczek ( wiecie na zapas ) a resztę co prawda z wielkim trudem wypiłam. Poczułam jak działanie trucizny ustępuje , jedynym antidotum na jad jest serce besti , życie za życie. Nagle z zamyślenie wyrwał mnie czyiś głos :
-An jesteś?
(Valeria ? Sorry , że tak długo i sorry za błędy ale nie chce mi się już poprawić)